Ukraińcy bezkarni na polskich drogach. 80 tysięcy mandatów poszło do kosza
Ukraińscy kierowcy nie płacą mandatów z fotoradarów za wykroczenia w Polsce. Państwo skapitulowało i nie ma pomysłu na poprawę sytuacji. Kup sobie auto na ukraińskich tablicach i olewaj policję.

Od dawna mówi się, że kierowcy zza wschodniej granicy mają kompletnie w poważaniu polskie przepisy, a nasze państwo skapitulowało. Po wybuchu wojny w 2022 roku do Polski wjechało około miliona aut na ukraińskich rejestracjach, do dzisiaj nie wiemy, ile z nich zostało, a ile pojechało gdzieś dalej. Co więcej - tutaj też mamy przykład braku egzekwowania przepisów. Jeżeli cudzoziemiec przebywa w Polsce przez 6 miesięcy, to powinien zarejestrować auto na polskie tablice rejestracyjne, przejść przegląd techniczny i ubezpieczyć samochód.
Tymczasem policja jest na to ślepa. Mimo że na granicy każdy samochód jest rejestrowany, to sam znam kilka osób, które od 4 lat mieszkają w jednym miejscu, pracują i nadal używają samochodu na ukraińskich rejestracjach. Policja nie weryfikuje daty przekroczenia granicy, nie sprawdza, czy termin 6 miesięcy został przekroczony. Wywiesiła białą flagę. Teraz okazało się, że polskie państwo daje ciała w kolejnej kwestii.
Ukraińcy nie płacą mandatów. Skala jest zatrważająca
Do szokujących danych dotarła Rzeczpospolita. Okazuje się, że samochodami z tablicami rejestracyjnymi spoza Unii Europejskiej popełniono ponad 120 tys. wykroczeń, które zostały zarejestrowane przez fotoradary. To 1/10 wszystkich wykroczeń zarejestrowanych w całym kraju. Ponad 78 tys. z nich stanowią wykroczenia popełnione samochodami z ukraińskimi tablicami rejestracyjnymi. Okazuje się, że z powodu braku stosownych umów pomiędzy państwami, nie da się ustalić właściciela/kierowcy samochodu na ukraińskich tablicach rejestracyjnych. W związku z czym pozostają bezkarni.
Jedyny sposób, żeby wpadli, to złapanie ich na gorącym uczynku. Sami informowaliśmy was o kierowcach autobusu, którzy popełnili 52 wykroczenia, wszystkie na odcinkowym pomiarze prędkości. Wpadli dopiero za 53. razem.
Najgorsze jest to, że liczba popełnianych wykroczeń rośnie, bo kierowcy wiedzą, że są bezkarni. Trudno im się dziwić, bo Polska wywiesiła białą flagę. Mówi się o tym, że trzeba uchwalić nowe akty prawne, że czas na czarną listę kierowców, a przecież to nie ma sensu. Wystarczy skorzystać z rozwiązań, które już teraz mamy w przepisach, a następnie zwrócić swoje oczy na południe.
Policja powinna sprawdzać datę przekroczenia granicy - mija 6 miesięcy - samochód na lawetę, dopóki nie zostanie przerejestrowany. Okropne? Pewnie tak, ale po czterech latach czas najwyższy ukrócić patologiczne podejście do przepisów. Ale najlepsze dopiero przed nami.
W Czechach przyjęto ciekawy system - jeżeli zatrzyma cię policja, a twój samochód ma na koncie nieopłacone mandaty, to albo płacisz je wszystkie, albo samochód trafia na lawetę. To działanie wymierzone w kierowców samochodów w leasingach, ale przecież można je zastosować w Polsce.
Wystarczy, że na granicy celnik wpisze numery rejestracyjne do bazy wykroczeń i jeżeli samochód figuruje w bazie i ma do opłacenia mandat, to albo płaci, albo samochód trafia na parking strzeżony. Szybkie, proste i brutalnie skuteczne. Mamy narzędzia do tego, mamy możliwość, ale chodzimy na paluszkach, żeby nie urazić pochłoniętego wojną narodu ukraińskiego. Czas z tym skończyć i zacząć być skutecznym, bo inaczej przyjdzie nam kupić samochód od Ukraińca i jeździć jakby jutra miało nie być. Tylko czy to musi tak wyglądać?



















