Xiaomi traci 20 tys. zł na każdym aucie. W tym szaleństwie jest metoda
W pierwszym kwartale 2026 roku Xiaomi sprzedało ponad 80 tysięcy elektryków i straciło na każdym z nich równowartość niezłego używanego auta. Na szczęście robi też telefony i czajniki.

26 maja chiński gigant opublikował wyniki finansowe. Segment pojazdów elektrycznych i AI wygenerował w pierwszym kwartale przychody rzędu 19,9 mld juanów (ok. 2,9 mld dolarów), jednocześnie notując stratę operacyjną w wysokości 3,1 mld juanów, czyli niemal 460 mln dolarów. Przy 80 856 dostarczonych autach wychodzi ok. 5600 dolarów straty na każdym sprzedanym egzemplarzu – po dzisiejszym kursie jakieś 20 tysięcy złotych.
Rok wcześniej strata była… skromniejsza. W pierwszym kwartale 2025 roku Xiaomi traciło na każdym samochodzie ok. 900 dolarów. Teraz to ponad sześć razy więcej – mimo że sprzedaż wzrosła zaledwie o 6,6 proc. rok do roku. Strata rośnie zdecydowanie szybciej niż wolumen. Rzadko taki bilans to dobra wiadomość.
Którędy cieknie?
Xiaomi wskazuje trzy przyczyny. Po pierwsze, w kwartalnym miksie było za mało droższego SU7 Ultra, który sprzedawany jest z dużo lepszą marżą. Po drugie, firma subwencjonowała klientom część podatku od zakupu pojazdu, biorąc ten koszt na siebie. Po trzecie, swoje zrobiły też wzrosty cen kluczowych komponentów. Marża brutto segmentu EV wyniosła w efekcie 20,1 proc., podczas gdy rok wcześniej było to 23,2 proc. Co ciekawe: w trzecim i czwartym kwartale 2025 roku dział EV wyszedł na operacyjny plus. Tym bardziej boli ponowny spadek poniżej progu rentowności.

Tu warto jednak spojrzeć nieco szerzej, bo nie mówimy o „zwyczajnym” producencie samochodów. Całe Xiaomi zamknęło pierwszy kwartał 2026 roku z przychodami 99,1 mld juanów i skorygowanym zyskiem netto na poziomie 6,1 mld juanów. Firma jako całość jest rentowna i ma się dobrze. Segment EV to ok. 20 proc. przychodów grupy. Resztę dostarczają smartfony (44,3 mld juanów przychodu, choć z coraz cieńszą marżą na poziomie 10,1 proc.) oraz produkty IoT i lajfstajlowe – chłodziarki, pralki, odkurzacze, zraszacze, czajniki, gadżeciki, hulajnogi, telewizory i cokolwiek z elektroniki użytkowej sobie wymyślisz. Xiaomi to pewnie robi, a do tego kilkaset innych produktów z logo Mi. Wszystko to łącznie przyniosło 24,7 mld juanów przy marży brutto 25,2 proc.
Przeczekamy, pokonamy
I właśnie tu kryje się clou. Xiaomi od dawna gra w grę, którą obserwowaliśmy już niejednokrotnie w wykonaniu innych gigantów technologicznych: budowanie ekosystemu kosztem rentowności jednego segmentu, żeby wykosić lub wyprzedzić konkurencję w nowym, strategicznie ważnym miejscu. Amazon przez lata tracił na sprzedaży detalicznej, zarabiając na usługach AWS. Netflix inwestował w content długo, zanim platforma stała się prawdziwą maszyną do zarabiania.
Xiaomi robi dokładnie to samo – tyle że zamiast chmury obliczeniowej buduje flotę aut uzupełniającą i tak już solidnie rozbudowaną ofertę użytkową. Bo auto jest centralnym elementem strategii „Człowiek x Samochód x Dom”, o której prezes Lei Jun mówi od lat. Kiedy klient używa telefonu Xiaomi, zasypia przy telewizorze Xiaomi, zaczyna dzień od kawy z czajnika Xiaomi, a robot odkurzający Xiaomi sprząta za niego mieszkanie – trudno mu nie skusić się na nowe auto tej samej firmy. Na badania i rozwój Xiaomi planuje w 2026 roku przeznaczyć ok. 40 mld juanów. To kwota, przy której niejeden europejski producent samochodów poczułby zawroty głowy.

Są też przesłanki, żeby sądzić, że strata na otwarcie roku to zaledwie sezonowa czkawka, a nie strukturalny problem. W samym tylko kwietniu Xiaomi sprzedało 36 702 samochody – o 71 proc. więcej niż w marcu. Nowy SU7, który pojawił się w sprzedaży w marcu 2026 roku, zebrał ponad 80 000 zamówień w 48 dni od startu. YU7 GT, debiutant z 21 maja, startuje od 389 900 juanów (ok. 57 300 dolarów) – to już zupełnie inne marże niż w przypadku wersji bazowej za 233 500 juanów. Xiaomi potrzebuje sprzedawać więcej droższych aut. I powoli do tego zmierza.
Może więc zamiast biadolić nad stratą, warto docenić solidność zaplecza: niewielu producentów samochodów może liczyć na to, że ktoś inny w firmie spłaci ich rachunki odkurzaczem.



















