Wschodnia Obwodnica Warszawy to tragedia grecka. Katarsis w 2038 roku
GDDKiA właśnie podpisała umowę na opracowanie studium dla brakującego odcinka obwodnicy Warszawy. Nie na budowę, nie na projekt – ale na studium. WOW!

Dziś minister infrastruktury Dariusz Klimczak ogłosił na platformie X, że GDDKiA podpisała umowę na opracowanie studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowego dla Wschodniej Obwodnicy Warszawy, w skrócie WOW. Wiwatom nie było końca, social media zalały emotikonki, nad Wisłą zapanowały szczęście i radość. Hasła o „strategicznym znaczeniu dla całego regionu” użyto dokładnie jeden raz.
Żeby jednak było jasne: nie podpisano umowy na budowę. Ani nawet na projekt. Podpisano umowę na studium – co w drogownictwie oznacza mniej więcej tyle, że za kilka lat dowiemy się, którędy ta droga mogłaby ewentualnie przebiegać. Transprojekt-Warszawa, który wygrał przetarg za 7,44 mln zł, ma na przygotowanie całej dokumentacji 48 miesięcy od podpisania umowy – czyli od dziś. Budowa miałaby ruszyć w latach 2032-2035.
🛣️ Wschodnia Obwodnica Warszawy
— Dariusz Klimczak (@DariuszKlimczak) May 28, 2026
✍️ @GDDKiA podpisała umowę na opracowanie studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowego wraz z materiałami do decyzji środowiskowej dla Wschodniej Obwodnicy Warszawy (WOW) w ciągu drogi ekspresowej S17. To inwestycja o strategicznym znaczeniu dla… pic.twitter.com/XT7ZVS3gWz
WOW to ostatni, ok. 16-kilometrowy odcinek, który domknie warszawski ring drogowy. Ma połączyć węzeł Drewnica na S8 z węzłem Warszawa Wschód na S17, przebiegając przez Wesołą, Ząbki i Marki. Zaraz, czy ja przypadkiem nie wykonałem właśnie „studium”?
Na mapie to niepozorny kawałek. W rzeczywistości – ostatni brakujący fragment, bez którego cały Warszawski Węzeł Drogowy działa mniej więcej jak samochód na trzech kołach. Kierowcy omijają go drogami lokalnymi, bo trasy ekspresowej po prostu nie ma. I nie ma jej od lat.
Niekończąca się historia
Historia WOW to materiał na wielosezonowy serial pokroju „Mody na Sukces”, w którym bohaterowie się zmieniają, a droga nie. I ten tytułowy „sukces” jakoś nie chce nadejść. Projekt przewija się w planach, rozmowach i zapowiedziach już od PRL-u – dosłownie od epoki, gdy w Polsce brakowało wszystkiego oprócz planów. Formalnie procedury ruszyły w 2015 roku, gdy GDDKiA złożyła wniosek o decyzję środowiskową. Zamiast decyzji dostała najpierw protesty mieszkańców Wesołej, którzy sprzeciwiali się budowie na nasypie przecinającym dzielnicę na pół, a potem serię zaskarżeń.
Kulminacją tego okresu była historia, która przeszła do annałów polskiego drogownictwa: dyrektor RDOŚ Warszawa, który miał wydać kluczową decyzję, mieszkał w pobliżu planowanej trasy. Wyłączył się z postępowania, żeby nie być posądzonym o stronniczość. Decyzję musiał wydawać RDOŚ z Białegostoku. Wydał ją w 2018 roku – ale i ona trafiła do sądów. I tak kręciło się to w kółko, aż GDDKiA w 2025 roku postanowiła zacząć od absolutnego zera, bez żadnego bagażu poprzednich nieważnych dokumentów.
Wśród osób, których dotknęły kręgi zataczane przez tę historię, jest nasz redaktur naczelny. Ponoć gdy wybierał sobie mieszkanie, sprawdzał na mapie, jak będzie przebiegać WOW. Dość istotny faktor – mieć wygodny dostęp do obwodnicy pod nosem. Tyle że działo się to jakieś 17 lat temu. Głowa posiwiała (zazdroszczę, bo na przykład u mnie już mało co może posiwieć), lista badań kontrolnych potrzebuje tylko okładki, żeby mogła robić za średniej długości poemat... A drogi ekspresowej jak nie było, tak nie ma. Jest za to podpisana umowa na studium, co jest jakimś postępem. Jeśli wszystko pójdzie według planu, przez węzeł przejechałby koło 2035 roku, czyli 26 lat po tym, jak sprawdzał mapę.
Efekt WOW
Trzeba przyznać, że ludzie, którzy nazwali ten projekt WOW, mieli niezłe wyczucie ironii. Bo każda pozytywna informacja o tej inwestycji naprawdę zdumiewa. WOW, nie zaskarżono odwołania! WOW, wybrano wykonawcę! WOW, podpisano umowę! Każdy najmniejszy krok do przodu jest tu powodem do autentycznej radości. Nie dlatego, że jesteśmy niepoważni – dlatego, że historia tej trasy nauczyła boleśnie nie liczyć na nic z góry.

Tym razem jednak naprawdę coś może wyglądać inaczej. Procedura startuje bez balastu poprzednich nieważnych decyzji. Nacisk na tunel przez Wesołą jest traktowany serio – a Transprojekt, który wygrał przetarg, udokumentował doświadczenie w projektowaniu tuneli powyżej 1000 metrów. Finansowanie jest zapewnione, inwestycja figuruje w rządowych programach. Badania geologiczne zaczną się od zera. Konsultacje społeczne są zaplanowane jako element procesu, a nie pojedynek na szpady w towarzystwie sekundantów.
Zostają jednak niezmienne zasady polskiej budowy dróg. Pierwsza: między podpisaniem umowy na studium a wbiciem łopaty w ziemię zawsze mieści się kilka dobrych lat „procesu” – i zawsze o kilka więcej niż planowano. Druga: zaczynanie od zera to wieści zarówno dobre, jak i średnio dobre. Wszystko to, co już ustalono, wykonano, klepnięto, trafia do kosza i musi zostać wykonane jeszcze raz.
Nie chcę brzmieć pesymistycznie, ale mam przeczucie, że kiedy tę drogę wreszcie otworzą, wszyscy, którzy na nią liczyli lata temu, już nie będą potrzebowali samochodu.



















