Stellantis zmienia nazwy modeli i zwiększa moc. Podziękuj urzędnikom
Peugeot właśnie przemianował część swoich hybrydowych modeli – i nagle okazuje się, że stare auta mają więcej koni. Magia? Nie, to biurokracja w najlepszym wydaniu.

Producenci samochodów lubią od czasu do czasu zaszaleć z nazewnictwem. Zazwyczaj jednak przy okazji zmiany oznaczenia dzieje się coś namacalnego – nowy silnik, przeprojektowane światła, nowatorskie lusterka – cokolwiek. Peugeot postanowił pójść własną drogą. Zgodnie z ostatnim komunikatem marki, francuski producent zmienia oznaczenia handlowe swoich hybryd plug-in. Na papierze – zupełnie nowe auto, a na dodatek mocniejsze!
Jak było, jak jest
Dotychczas Peugeot 3008 i 5008 z napędem plug-in jeździły po świecie jako wersje „195” – tyle homologacyjnych koni mechanicznych przypisywano im zgodnie z dotychczas obowiązującą metodologią. Od teraz ten sam układ napędowy, w tym samym samochodzie, oficjalnie dysponuje mocą 225 KM. Peugeot 408 PHEV awansował z kolei z dotychczasowych 225 KM do 240 KM. Ich nowe, oficjalne nazwy to:
- Peugeot 3008 – było Plug-in Hybrid 195 Auto – jest Plug-in Hybrid 225 Auto
- Peugeot 5008 – było Plug-in Hybrid 195 Auto – jest Plug-in Hybrid 225 Auto
- Peugeot 408 – było Plug-in Hybrid 225 Auto – jest Plug-in Hybrid 240 Auto
Tyle dobrego, że marka chociaż nie bije piany i zaznacza wyraźnie: w samochodach nie zaszły żadne modyfikacje techniczne. Osiągi, zużycie paliwa, emisje – bez zmian. Zmienił się wyłącznie sposób wyliczenia mocy w katalogu. Kupiliście 195 KM, dostajecie 225 KM. To rzadki przypadek, gdy biurokracja poprawia człowiekowi nastrój.
Nowy komunikat dodaje też, że Peugeot 308 Plug-in Hybrid – w wersji 195 KM z automatyczną skrzynią biegów – od razu wszedł na rynek z nowym protokołem, więc nie wymaga zmiany oznaczenia. Zaczął z właściwą etykietką.
Wszystko przez nowe normy – Euro 7 i GTR21
Żeby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, trzeba cofnąć się do kwestii, o których pisaliśmy przy okazji europejskich regulacji dla plug-inów. Dotychczas moc homologacyjna hybryd plug-in wyznaczana była zgodnie z regulaminem UNECE R85. Procedura była – delikatnie mówiąc – niezbyt precyzyjna: moc silnika spalinowego i moc silnika elektrycznego mierzono osobno, po czym wyniki zestawiano ze sobą. Brzmi prosto, ale diabeł zawsze lubi schować się gdzieś w szczegółach. Tak było i w tym przypadku – oba silniki osiągają szczyty mocy przy różnych prędkościach obrotowych, swoją rolę odgrywa oprogramowanie sterujące układem, a kondycja i chwilowa wydajność akumulatora wpływa na faktycznie dostępną moc systemową. W efekcie liczby podawane przez różnych producentów były ze sobą praktycznie nieporównywalne.

Zmiana nadchodzi razem z rozporządzeniem Euro 7 (Rozporządzenie UE 2024/1257 z 24 kwietnia 2024), które wejdzie w życie dla nowych typów aut osobowych i dostawczych od 29 listopada 2026 roku. Przy tej okazji legislatorzy zabrali się też za kwestię pomiaru mocy hybryd plug-in, wprowadzając protokół GTR21 – Global Technical Regulation No. 21, czyli nowy sposób wyznaczania mocy zelektryfikowanych pojazdów wypracowany w ramach światowego forum harmonizacji przepisów (UNECE WP.29).
Na czym polega różnica? GTR21 każe zmierzyć moc bezpośrednio na kołach hamowni – kierowca wciska w gaz do podłogi przy różnych prędkościach, a urządzenie wyłapuje moment, gdy całkowita moc jest największa dla całego układu. Następnie przy pomocy odpowiednich współczynników doliczane są straty w skrzyni biegów i układzie przeniesienia napędu. Rezultat ma odzwierciedlać to, co auto naprawdę potrafi – nie to, co wychodzi z dodawania cyferek z folderów reklamowych. Pomiar jest powtarzalny, warunki ściśle określone: temperatura powietrza, ciśnienie, stopień naładowania akumulatora. Nareszcie coś, co wygląda jak choćby podstawowa inżynieria, a nie marketing uprawiany kalkulatorem.
Co ciekawe, nowa metodologia niekoniecznie zawyża wyniki – może je też zaniżyć, zależnie od tego, jak konkretny producent dotychczas liczył i optymalizował wyniki pod stary protokół. Peugeot wychodzi na tym dobrze (i pewnie dlatego nie czekał z wprowadzeniem zmian w oznaczeniach). Dla innych nowe wyliczenia mogą okazać się mniej łaskawe.
Co to oznacza dla klientów?
W sumie nic. Peugeot podkreśla, że zmiana nie wpływa na koszty rejestracji. Opłata rejestracyjna jest w Polsce wyliczana wyłącznie od mocy silnika spalinowego, który w tych autach pozostaje bez zmian. Nie ma też żadnego wstecznego działania na autach już sprzedanych – nie dostajesz nowego dowodu rejestracyjnego tylko dlatego, że marketingowcy Peugeota zaktualizowali cennik.
Warto też zaznaczyć, że choć Euro 7 obowiązkowo wchodzi w życie dopiero od końca 2026 roku, marka stosuje nową metodologię dobrowolnie już teraz – niejako wyprzedzając przepisy. Dlaczego? Bo lepiej wyglądające liczby to lepiej wyglądające oferty. To akurat rozumie się samo przez się.
Jeśli macie wątpliwości, czy plug-in w ogóle ma sens – temat szczegółowo omawialiśmy przy okazji badań nad realnym spalaniem tych aut.



















