REKLAMA

Chińczycy rzucają wyzwanie Niemcom. Premium zjadają na śniadanie i popiją prestiżem

Nowe pokolenie kupujących w Chinach nie bardzo rozumie, dlaczego miałoby dopłacać do logo na masce. Chińskie marki odpowiadają im gadżetami, technologią i atrakcyjną wyceną – i wygrywają.

Mercedes logo
REKLAMA

W przyszłym tygodniu w Pekinie ruszają największe targi samochodowe na świecie – 380 tys. metrów kwadratowych, blisko 1450 aut, ok. 180 premier światowych i 70 konceptów. W kwaterach głównych BMW, Mercedesa i Audi ekspresy pracują pełną parą, a sale konferencyjne są pewnie zarezerwowane na tygodnie wprzód. Bo chińskie targi potwierdzają to, co dane sprzedażowe i tak już mówią od jakiegoś czasu: Niemcy tracą chiński rynek.

Skumulowana sprzedaż niemieckich producentów w Chinach spadła o prawie 25 proc. w porównaniu z 2019 r. – z 5,1 mln do 3,85 mln pojazdów rocznie. Do tego Mercedes, BMW, Porsche i Audi zanotowały kolejne spadki w pierwszym kwartale tego roku. Tu już nie można mówić o korekcie. To prawdziwa strukturalna zmiana. Co gorsza, po Chinach zjawisko może rozlać się na resztę świata, a to dla europejskich producentów może okazać się druzgocące w skutkach.

REKLAMA

Niemcy mają historię i prestiż. I mają problem

Problemem są młodzi kupujący – dosłownie. Analitycy mówią wprost: młodsi nabywcy nie widzą poważnej korzyści w dziedzictwie marki – czyli tym przywiązaniu do tradycji, które jest w zasadzie jedynym argumentem, którego nie skopiują BYD czy Chery. Rysująca się wizja jest ponura: chińskie marki żyją przyszłością, europejskie tkwią w przeszłości. Można się oburzać, że to uproszczenie, ale trudno dyskutować ze słupkami sprzedaży.

Mercedes klasy S Kim Jong Un
Mercedes klasy S (W140). Takiego klasyka też mają w KRLD.

Zmiana widoczna jest też w demografii rynku. Sekretarz generalny chińskiego stowarzyszenia branżowego CPCA Cui Dongshu wskazuje, że przeciętny wiek kupującego nowe auto w Chinach wzrósł z 30 do ponad 40 lat. Starsi, zamożniejsi klienci sięgają po większe modele premium – ale coraz częściej chińskie, nie europejskie. Młodsi z kolei w ogóle omijają tradycyjne marki i wchodzą od razu do salonów BYD, Chery czy Xiaomi. Żadna z tych firm nie ma stulecia historii i najwidoczniej żadna tego nie potrzebuje.

Co ważne – nie jest to prosta gra cenowa. Badanie McKinsey na chińskim rynku pokazuje, że obniżka ceny zwiększa skłonność do zakupu o 3,6 proc. Lepsza technologia – o 10,8 proc. Trzy razy tyle. Ten, kto myśli, że Chińczycy wygrywają wyłącznie tanią produkcją, po prostu nie odrobił lekcji. Wygrywają, bo robią auta, które są atrakcyjniejsze dla ludzi, dla których samochód to przedłużenie smartfona, a nie symbol statusu z przeszłości.

Świat się zmienia, Europa nie nadąża

Potwierdzają to dane KPMG z początku 2026 r. W globalnym badaniu 18 proc. respondentów uznaje funkcje cyfrowe za cechę premium. W grupie wiekowej 18–34 lata odsetek ten jest dwukrotnie wyższy niż u starszych konsumentów, co jasno wskazuje na kierunek zmian. O ile starszy kupujący ceni skórzaną tapicerkę i ciszę w kabinie, młodsi klienci chcą asystenta głosowego, możliwości personalizacji pojazdu i aktualizacji oprogramowania OTA. To dosłownie dwa różne produkty – a tylko jedna strona zdążyła je zbudować.

Pełzający kryzys i rosnące koszty życia też niewątpliwie nie pomagają europejskim producentom. Firma doradcza Escalent badała europejskich kupujących nowych aut w pięciu krajach – Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii – i ustaliła, że wystarczy 10-procentowa różnica ceny, żeby co dziesiąty sceptyczny konsument zaczął poważnie rozważać auto z Chin. Dla jednej trzeciej wystarczy różnica rzędu 11–20 proc. do zmiany decyzji zakupowej. Ciekawe, że tu również wyróżnia się młodsze pokolenie: klientela poniżej 35. roku życia wyraża się o chińskich markach cieplej niż reszta badanych.

W Stanach Zjednoczonych, gdzie panuje mityczny „wolny rynek”, chińskie marki własne pozostają zablokowane zaporowymi cłami albo kompletnie odcięte. Tak USA ratowało Apple przed Huaweiem, tak ratuje branżę automotive przed BYD. Tymczasem kiedy Cox Automotive zapytało kupujących z pokolenia Z wprost, aż 69 proc. z nich zadeklarowało, że rozważyłoby zakup auta z Chin. Wśród starszych grup odsetek jest o wiele niższy. Granica pokoleniowa przebiega tu tak wyraźnie, że można by ją zaznaczyć na mapie.

REKLAMA

W Polsce znamy tę historię z autopsji – chińskie marki weszły do codziennych rozmów na parkingach i przy rodzinnych stołach, zanim branża zdążyła to przetrawić. Wyniki MG, BYD, Jaecoo czy Omody rosną w tempie, który jeszcze rok temu brzmiałby jak motoryzacyjna fikcja. A to dopiero początek – kiedy na rynek trafi fala używanych egzemplarzy i kupujący zobaczą, ile tak naprawdę kosztuje serwis, nastąpi etap weryfikacji. Na razie jednak trend jest jednoznaczny.

Niemcy mają jeden argument, który wciąż trzyma się w badaniach: ich marki nadal uchodzą za premium – szczególnie poza Chinami. Konsultant motoryzacyjny Felipe Munoz przyznaje, że w Europie ta percepcja raczej szybko się nie zmieni. I pewnie ma rację – przynajmniej w odniesieniu do pokoleń, które dorastały z Mercedesem jako symbolem sukcesu. Pytanie, co się stanie, gdy decydującą siłą nabywczą staną się przedstawiciele pokolenia, dla którego Mercedes to auto rodziców. Na to Niemcy nie mają dobrej odpowiedzi. I to jest dużo niebezpieczniejsze niż chiński cennik.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-21T12:05:33+02:00
Aktualizacja: 2026-04-21T09:21:03+02:00
Aktualizacja: 2026-04-20T20:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-20T19:05:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-20T17:33:28+02:00
Aktualizacja: 2026-04-20T15:32:55+02:00
Aktualizacja: 2026-04-20T09:26:24+02:00
Aktualizacja: 2026-04-20T09:15:06+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA