Sedan segmentu D za 150 tys. zł. Tak mogło być od samego początku
Program NaszEauto, który miał zachęcać do zakupu samochodów elektrycznych, często obniżał ich cenę tylko w teorii. Gdy dopłaty się skończyły, kwoty same poszybowały w dół.

Budżet programu NaszEauto wynoszący 1,1 mld zł wyczerpał się 27 stycznia tego roku. Część osób, którym udało się załapać na rządową dopłatę, twierdzi, że była to doskonała okazja do zakupu nowego samochodu w cenie zdecydowanie niższej od katalogowej. Nie byłbym tego taki pewny, bo po zakończeniu akcji niektórzy producenci sami zaoferowali równie kuszące obniżki.





Spójrzcie na Volkswagena
Jeśli zapomnieliście już, ile dało się oszczędzić przy zakupie samochodu elektrycznego dzięki dopłatom NaszEauto, przypomnę tylko, że osoby fizyczne mogły otrzymać dotację w wysokości maksymalnie 30 000 zł. Oprócz tego można było zezłomować swoje stare auto spalinowe kategorii M, by otrzymać kolejne 10 000 zł. Czyli w najlepszym przypadku było to 40 000 zł.
Jednocześnie cena samochodu elektrycznego, na którego zostanie przyznana dopłata, mogła wynosić maksymalnie 225 000 zł. Klienci mieli więc z czego wybierać. Za takie pieniądze na rynku można znaleźć wiele niezłych propozycji, a nie tylko małych miejskich jeździdełek.
Okazuje się jednak, że po zakończeniu programu NaszEauto ceny niektórych samochodów zauważalnie się obniżyły. Widać to chociażby u Volkswagena i Tesli. Przykładowo elektryczny ID.7 w podstawowej wersji wyposażenia Pure jeszcze niedawno kosztował minimum 197 890 zł. Teraz w cenniku błyszczy kwota wynosząca 157 890 zł, czyli producent sam z siebie obniżył jego cenę o 40 000 zł. Co więcej, rabat dotyczy też wariantów Pro i GTX. Tego drugiego możecie mieć aktualnie za 218 190 zł. Wcześniej kosztował on 258 190 zł, czyli raczej byłby zbyt drogi na przyznanie dopłaty.





Tesla też wprowadziła rabaty
Całkiem dużą kwotę pozwala też zaoszczędzić amerykański producent, który od pewnego czasu oferuje tak zwany Tesla Bonus, obniżający cenę nowego samochodu o 18 750 zł. Dzięki niemu podstawowy Model 3 z napędem na tył kosztuje już nie 174 990 zł, tylko 156 240 zł.
Tesla wspomina jednak, że aby załapać się na bonus, klient musi spełnić pewne warunki. Samochód musi być bowiem zamówiony w okresie od 1 kwietnia do 30 czerwca 2026 roku i dostarczony maksymalnie do 30 czerwca (włącznie). W przeciwnym wypadku Tesla Bonus nie zostanie uwzględniony w zamówieniu.
Jak widać, nawet mimo zakończenia programu NaszEauto da się załapać na kuszące rabaty. Właśnie dlatego nie wszyscy, którzy skorzystali z rządowej dopłaty, mogą powiedzieć, że trafiła im się okazja życia. Wiele osób niestety zwyczajnie kupiło samochody po zawyżonych cenach, które obniżyły się tuż po zakończeniu programu. Czyli to jednak nie klienci wykazali się sprytem, lecz producenci.
Więcej o cenach samochodów przeczytasz tutaj:



















