Jeffrey Epstein miał swoje motoryzacyjne marzenia. Chciał ściągnąć unikatową Toyotę
Jeffrey Epstein, czyli główny "bohater" ostatnich tygodni, miał w swoim życiu wiele obrzydliwych "pasji". W natłoku ohydztw płynących z jego akt możemy jednak znaleźć bardzo ciekawy wątek motoryzacyjny.

Akta Epsteina, czyli potoczne, zbiorcze określenie dokumentacji związanej z - nie bójmy się tego określenia - przestępczą działalnością amerykańskiego finansisty Jeffreya Epsteina, to ostatnimi czasy temat numer 1 w Internecie. Spokojnie, my o niewyobrażalnych plugastwach z udziałem nieletnich mówić nie będziemy - od tego są inne portale. Jednakże w aktach znalazł się pewien bardzo interesujący wątek motoryzacyjny.
Jeffrey Epstein pragnął Toyoty Century
Jak możemy wyczytać z akt Epsteina, pod koniec 2014 roku i na początku 2015 roku ich główny bohater zażyczył sobie sprowadzenia na teren Stanów Zjednoczonych Toyoty Century - luksusowej, choć tradycjonalistycznie stylizowanej limuzyny. A także jedynego japońskiego samochodu osobowego wyposażonego w silnik V12 krajowej produkcji. Jako człowiekowi z kontaktami udało mu się ominąć standardowe kanały i poprzez swojego przyjaciela, inwestora z Japonii Joichiego Ito porozmawiać z osobą z centrali Toyoty.

Jak można jednak wysnuć z późniejszych maili, marzenie Epsteina nie mogło być spełnione. Przeszkodą okazały się amerykańskie przepisy homologacyjne - Century to model sprzedawany tylko i wyłącznie na japońskim rynku, a co za tym idzie jest dostosowany tylko do tamtejszych przepisów. Żeby mógł legalnie poruszać się po drogach w USA, trzeba by wprowadzić szereg zmian, co przy sprowadzaniu jednego egzemplarza absolutnie się nie opłacało. Epstein otrzymał sugestię, żeby znaleźć dilera, który mógłby dokonać potrzebnych przeróbek, lecz na tym wątek się urywa.

Wybór Toyoty Century specjalnie nie dziwi - przez dekady była flagowym modelem Toyoty, który jednak przez większość żywota oficjalnie nie wyściubił nosa poza Japonię. Pojedyncze sztuki trafiały jednak za granicę dzięki osobom prywatnym, którym zamarzyła się podróż godna cesarza albo chociaż oyabuna. Były nawet takie, które znalazły się w Polsce.
Na Toyocie się jednak nie kończy
W aktach możemy odszukać także inne, ciekawe motoryzacyjne wątki. Okazuje się, że zanim Jeffrey Epstein zainteresował się Century, chciał zakupić Hyundaia Equus - limuzynę większą od Genesisa, nigdy nie oferowaną w Polsce. W temacie luksusowych aut pojawiły się również rozmowy o Maybachu i Rolls-Royce'ie.

W różnych celach Epstein planował też zakup czegoś mniej eleganckiego. Interesował się m.in. autami dostawczymi, wspominając o Chevrolecie Express, Nissanie NV200 i Fordzie Transicie.

Na zakończenie można wspomnieć jeszcze o dziwnym, motoryzacyjnym żarcie. W aktach pojawia się mail, w którym ktoś pisze o rzekomej współpracy Renault i Forda, której efektem miałby być samochód będący połączeniem Clio i Taurusa - nazywałby się "Clitaurus", byłby różowy, a złodzieje płci męskiej nie potrafiliby go znaleźć.
Dla wyjaśnienia: słowo "Clitaurus" brzmi niemal tak samo, jak anglojęzyczne określenie pewnej części ciała kobiety, której stereotypowo mężczyźni nie potrafią "znaleźć", a jej stymulacja zapewnia ogromną przyjemność. Chyba potrzebuję lekarza od zerwanych boków, bo nie wyrobię.
A więcej o Toyotach przeczytasz tutaj:






































