Kultowy Ford trafi do Europy. Parkingi centrów handlowych mają nowego króla
Ford F-150 to bestseller marki na swoim macierzystym rynku. Król wielkich pickupów będzie miał szansę przekonać do siebie także klientów w Europie - pewien importer będzie je sprzedawał na Starym Kontynencie.

Wielkie pickupy to jeden z symboli Stanów Zjednoczonych - obok hamburgerów i baseballu to wielkie "trucki" pojawiają nam się w głowie gdy myślimy o USA. Szczególnie na południu kraju służą za pojazdy codziennego użytku i są normalną alternatywą dla SUV-ów. Teraz tej magii mogą spróbować Europejczycy, którzy będą mogli kupić w salonie ich najważniejszego reprezentanta - Forda serii F, który od niemal 80 lat na przestrzeni czternastu generacji służy jankesom.
Pickup na "wypasie"
F-150 ma na wskroś amerykański, masywny, lekko kanciasty design, który wzbudzi respekt u każdego mniejszego użytkownika drogi.





Nie powinien mieć też problemów by nadążyć za ruchem, gdyż pod maską modelu na rynki Europy znajdzie się pięciolitrowe, benzynowe V8 Coyote z serii Modular generujące 406 KM i 640 Nm momentu obrotowego - to podobna jednostka co w Mustangu GT, jednak na potrzeby auta roboczego ma niższy stopień sprężania. Współpracuje z 10-biegową automatyczną skrzynią biegów i standardowo posiada napęd na cztery koła.
Wnętrze dużego Forda ma ten sam klimat, co nadwozie - typowo amerykańskie, rysowane od ekierki, ale jednocześnie może się podobać. W jego centrum znalazł się oczywiście duży ekran, ale nie brakuje również fizycznych przycisków. Wyposażenie jest bardzo bogate - jedyną odmianą wyposażenia w Europie ma być jedna z najbogatszych o nazwie XLT. Znajdziemy w niej m.in.: podgrzewane i elektrycznie regulowane fotele, system multimediów z Apple CarPlay i Android Auto, szereg systemów wspomagających kierowcę z kamerą 360, systemem monitorowania martwego pola i asystentem utrzymania pasa ruchu.

Ale czy Europa jest na niego gotowa?
Wszystko fajnie, ale jednocześnie powstaje kluczowe pytanie - po co. Jedną z największych zalet F-150 mają być jego możliwości holownicze, gdyż jedną z podkreślanych przez importera cech tego modelu jest maksymalna masa ciągniętej przyczepy, wynosząca 3400 kg.
Z drugiej strony, wątpię czy ten samochód będzie wybierany właśnie przez ludzi którzy muszą tyle pociągnąć. To aut będą kupować głównie osoby kochające "American Dream", noszący kapelusz kowbojski, pilotki i słuchający w aucie Johnny'ego Casha i Willy'ego Nelsona. Z jakiegoś powodu w naszych salonach dostaniemy nie najprostsze odmiany dostawcze z felgami stalowymi i nielakierowanymi zderzakami, tylko drogą.
W Europie pickupy ogólnie za bardzo się nie przyjęły - mieliśmy też swoje pickupy, ale nigdy nie były tak popularne jak w USA. A już na pewno nie były tak ogromne - F-150 ma ponad 5,7 m długości. I wielu jego klientów (nawet jeśli nie będzie ich multum) będą nimi jeździć na co dzień po mieście, wyobrażając sobie że mieszkają w Miami a nie we Włocławku i tylko narzekać, że miejsca parkingowe i jezdnie są za małe na ich auto. A skąd to wiem? Bo w Polsce jeździ też dużo Ramów 1500 i z nimi (a raczej ich kierowcami) jest to samo.
Ci, którzy chcą sobie kupić jak najbardziej niepasujący do europejskich dróg samochód, powinni udać się dealerów Hedin US Motor, którzy będą sprzedawać go na naszym kontynencie. Mają oni także swoje cztery placówki w Polsce - w Poznaniu, Katowicach, Długołęce k. Wrocławia i Józefowie k. Warszawy. Polskie cenniki jeszcze nie zostały opublikowane, jednak w innych krajach ceny mają startować od 76 500 euro (324,7 tys. zł).
Więcej o Fordach przeczytasz tutaj:



















