Kupił elektryka i od roku nie może go włączyć. Bo dostawca oprogramowania zbankrutował
Z groteskowo brzmiącym problemem musi się zmagać pewien właściciel samochodu elektrycznego Fisker Ocean mieszkający w brytyjskim Southampton. Jego auto od roku stoi w miejscu, gdyż nie może uruchomić silnika, z powodu bankructwa firmy.

Samochodom elektrycznym bliżej jest do komputerów niż samochodów spalinowych. I choć taki układ zamknięty z punktu widzenia eksploatacji może być naprawdę dobrym rozwiązaniem, to błahostki potrafią doprowadzić do niemałej katastrofy. A kiedy dochodzi do tego system subskrypcji - to już w ogóle dramat.
Od roku nie może jeździć autem
O całej sprawie jako pierwszy poinformował hiszpański Computer Hoy, jednak sytuacja ma miejsce w Wielkiej Brytanii, a dokładniej w mieście Southampton na południu kraju. Wszystko zaś kręci się wokół Fiskera Ocean, średniej wielkości amerykańskiego SUV-a o napędzie elektrycznym. Jego właściciel kupił go parę lat temu za ponad 60 tys. funtów (290 tys. zł), jednak obecnie nie może nim nawet jeździć.

Jak podaje właściciel, jego Fisker od roku w ogóle nie daje się odpalić. Gdy zajrzał "pod spód" swojego samochodu, stwierdził, że wszystkie elementy układu napędowego łącznie z bateriami są w dobrym stanie. Gdy zaczął szukać informacji na własną rękę, okazało się, że nie jest w tej sprawie odosobniony. Co więcej, przyczyna jego nieszczęścia jest bardzo błaha, żeby nie powiedzieć głupia.
Subskrypcja oprogramowania wygasła i nie można jej odnowić
Fisker był producentem, którego krótka historia była pełna niepowodzeń. W 2024 r. firma zbankrutowała - w marcu zakończono produkcję modelu Ocean, mimo że zrealizowano zaledwie 6 tys. z 40 tys. zamówień. Potem zostało tylko, żeby "ostatni zgasił światło".
W Fiskerze kilka kluczowych usług opierało się na chmurze i zdalnych aktualizacjach, a w niektórych przypadkach także na dostawcach zewnętrznych. Jeśli jeden z tych dostawców przestanie działać lub serwery zostaną wyłączone w celu obniżenia kosztów, właściciele pozostaną z pojazdem, którego oprogramowanie nie będzie już wspierane. Odbiło się to na właścicielach, w tym naszym z Southampton - gdy serwery przestały odpowiadać, pojazdy po prostu przestały działać, gdyż wygasły certyfikaty cyfrowe, nie dało się aktualizować oprogramowania, ani przedłużyć odpowiednich subskrypcji.
Dokładna liczba właścicieli mogących posiadać podobny problem nie jest znana. Jednak stowarzyszenia takie jak Fisker Owners Association starają się zorganizować dostęp do części zamiennych, narzędzi diagnostycznych i oprogramowania, aby utrzymywać samochody nieistniejącej już marki w ruchu. Niemniej rodzi to jednak pewną nauczkę tak dla właścicieli, jak i producentów - czasem warto byłoby zaufać prostszej technice. Ewentualnie, lepiej dbać o tę bardziej skomplikowaną.
Więcej o samochodach elektrycznych przeczytasz tutaj:







































