Tesla wypuściła pierwszą taksówkę bez kierownicy. Ma już na koncie 14 kolizji
Nadeszła wielka chwila dla Tesli. Z taśmy montażowej zjechała pierwsza taksówka bez kierownicy, ale raport ubezpieczyciela dotyczący testów tego systemu w Austin w Teksasie nie napawa optymizmem. 14 kolizji to strasznie dużo, zwłaszcza że prawdziwy armageddon dopiero się zacznie.

Elon Musk niedawno zszokował świat twierdząc, że samochody to już przeżytek, przyszłość jest w robotach i autonomicznych taksówkach. Co więcej, złożył obietnicę, że do końca 2026 r. pierwsi użytkownicy będą mogli kupić Teslę Cybercab i to w kwocie poniżej 30 tys. dolarów. Żeby tak się jednak stało, to system autonomicznego prowadzenia, którym Tesla chce zmienić świat, musi zostać gruntownie przetestowany. Polem doświadczalnym jest Austin, czyli stolica Teksasu i po kilku miesiącach wiemy już jak radzą sobie autonomiczne pojazdy Tesli. Nie jest dobrze.
14 kolizji Tesli: ale jak o nich mówisz, to jesteś hejterem
Wyznawcy miliardera są gorsi niż wyznawcy dowolnej zamordystycznej religii, bo ci druzy co najwyżej cię ukamieniują, a Teslarze będą na tobie przeprowadzać pranie mózgu i indoktrynację. Z racji tego, że testy autonomicznej jazdy są objęte nadzorem federalnym, to o każdej kolizji Tesla musi raportować amerykańskiemu urzędowi ds. bezpieczeństwa drogowego - NHTSA. Stąd mamy pełnej informacje dotyczące wypadkowości, które nie napawają optymizmem. Jednak gdy tylko zaczniesz o tym pisać, to przychodzą świry od boskiego Elona i mówią, że to wszystko bujda, że nie ma ofiar, a w ogóle to w jednym przypadku to nie była wina Tesli. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Co mamy w tych 14 kolizjach? W jednym przypadku faktycznie doszło do najechania na tył Tesli, więc nie można obwiniać firmy. Ale poza tym jest mniej śmiesznie. W czerwcu doszło do zjechania Tesli na przeciwległy pas ruchu, w efekcie doszło do kolizji i hospitalizacji osób znajdujących się w aucie. Lipiec - Tesla Model 3 wymusiła pierwszeństwo na skrzyżowaniu podczas skrętu w lewo. Wystrzeliły poduszki, brak danych o hospitalizacji. Miesiąc później - najechanie Teslą na tył innego pojazdu oraz drugie zdarzenie - potrącenie rowerzysty. To było na początku i od października nie ma już informacji o takich akcjach, czyli doszło do pewnej kalibracji systemów. Najwidoczniej zdecydowano się na naukę algorytmu na żywym organizmie.
Ostatnie dwa miesiące to wysyp kolizji parkingowych przy niewielkich prędkościach, ale przyczyna jest ta sama - Tesla nie zauważa stałych obiektów jak słupki, latarnie oraz raz jednego zaparkowanego pickupa. Może to nie jest niebezpieczne, ale według raportu NHTSA Robotaxi przejechały 800 tys. mil, co oznacza, że dochodzi do kolizji/wypadku co 57 tys. mil. Statystyczny amerykański kierowca powoduje wypadek co 229 tys. mil, co prowadzi nas do stwierdzenia, że Robotaxi jeżdżą 4 razy gorzej niż statystyczny kierowca. A teraz najlepsze - z racji tego, że są to testy, to w samochodzie siedzi obserwator, który ręcznie przejmuje kontrolę w momencie zagrożenia. Nikt nie wie ile razy interweniowali. Flota Robotaxi liczy 42 pojazdy, nie działa przez całą dobę oraz w trudnych warunkach. To tylko potwierdza skalę problemu. Dodajmy do tego, że Tesla utajnia przebieg kolizji, bo korzysta z pewnej luki w przepisach. Dodajmy, że konkurencyjny Waymo zjada Teslę pod kątem bezpieczeństwa.
I co? Nic
Tesla i tak wprowadzi Robotaxi na drogi, a że przy władzy jest kumpel Elona, to na pewno jakieś śmieszne wypadki nie będą ku temu przeszkodą. Aż strach pomyśleć, co wydarzy się, gdy Robotaxi wyjadą poza Austin.







































