REKLAMA

Kupujemy dziecku auto na dojazd do szkoły. Przegląd ofert do 10 tys. zł

Wkrótce rozpoczęcie roku szkolnego. Macie jeszcze parę dni, żeby kupić dziecku samochód lub czterokołowiec na dojazdy do szkoły. Z budżetem 10 tys. zł znalazłem parę ofert dla pełnoletnich i niepełnoletnich.

Kupujemy dziecku auto na dojazd do szkoły. Przegląd ofert do 10 tys. zł
REKLAMA

Na początek miejmy za sobą wyrazy oburzenia: cóż to za pomysł, żeby kupować samochód dziecku? Jak chce mieć samochód, to niech sobie na niego zarobi – mocne i prawdziwe słowa, jednak przegląd ten kieruję do osób, które mieszkają z dala od wszystkiego, a w szczególności transportu publicznego i są zmuszone odwozić swoje dziecko lub dzieci do szkoły codziennie przez cały rok szkolny. Dla takich rodziców dziecko jadące samo do szkoły lub na uczelnię jest wybawieniem od męczącego obowiązku, a wydatek 10 tys. zł na taki pojazd da się przełknąć. W żadnym wypadku nie jest to przegląd ofert dla ludzi mieszkających w centrum dużego miasta, gdzie parkowanie już jednego auta jest problemem. W takiej sytuacji nie kupujcie samochodu swoim dzieciom, zaklinam Was.

REKLAMA

Pojazdy dla dzieci w wieku 16-18 lat

16-latek/latka mogą uzyskać prawo jazdy kategorii B1, co uprawnia do kierowania czterokołowcami lekkimi o masie własnej do 400 kg i mocy maksymalnej do 15 kW. Znalezienie takiego pojazdu w cenie do 10 tys. zł nie jest łatwe, ale nie jest też niemożliwe. Oto trzy propozycje:

Znany francuski producent mikrosamochodów od lat oferuje dwuosobowe czterokołowce lekkie napędzane silnikami Diesla. Są one dość hałaśliwe, o kwestiach bezpieczeństwa lepiej nie mówić, ale mają niepodważalną zaletę: dowożą na miejsce. Praktycznie wszystkie mają automatyczną skrzynię biegów. Prezentowany egzemplarz kosztuje 9700 zł, co jest ceną dość okazyjną jak na czterokołowiec już zarejestrowany w Polsce. Sprzedający twierdzi, że ma ich więcej, więc może dla szczególnie wybrednych da radę też dostać go w innym kolorze niż niebieski. Za pozostałe 300 zł proponuję zakupić dziecku nauszniki wygłuszające Peltor, te żółte. Niestety, za ich sprawą może nie usłyszeć nadjeżdżającego pojazdu uprzywilejowanego. Mocną stroną Aixama jest ogromny jak na czterokołowiec bagażnik.

zdjęcie z ogłoszenia - autor nie podany

Najmniejszy kabriolet jaki widziałem. A właściwie półkabriolet, bo otwarta część dachu znajduje się tylko nad przestrzenią bagażową. Nie ma to żadnego sensu, ale jest śmieszne. Pojazd waży 350 kg, pochodzi z Francji z firmy o nazwie Microcar i ma oczywiście 6-konnego diesla o pojemności 505 ccm. Nie liczyłbym na specjalnie dużo wiatru we włosach, bo zapewne maksymalna prędkość to 45 km/h, ale mieć mikrosamochód w wersji otwartej to naprawdę coś. Sprzedający pisze o wadzie w postaci wycieku oleju, ale skoro cena to 8600 zł, to pewnie można coś jeszcze utargować, a pozostałe pieniądze z budżetu 10 tys. zł przeznaczyć na naprawę. Wszystkie układy napędowe tych mikrosamochodów są niebywale podobne do siebie, diesle to zwykle 1-cylindrowe włoskie Lombardini lub japońska Kubota. Nie oznacza to braku problemów z częściami.

same te lampy z Corsy skłaniają do wydania forsy!

Oferta dla bardzo odważnych: Daihatsu Cuore na kategorię B1

W definicji kategorii B1 mamy furtkę, która pozwala jeździć czterokołowcem towarowym o masie do 550 kg. To sprawiło, że w pewnym momencie w Polsce wysypały się samochody, które nie przekraczały tej masy... w teorii. Zdarzały się nawet brutalne przekręty, typu Nissan Micra K11 z wyjętą tylną kanapą i masą 549 kg. Jedynym samochodem realnie mieszczącym się w okolicach tej masy jest Daihatsu Cuore i można takie mieć za 7000 zł. Oczywiście ma dwa miejsca, ale wszystko to odbywa się na cienkiej linii teoretycznej zgodności z prawem. Jeśli dziecko ma jeździć niedaleko i po pustych drogach, to może można zaryzykować, ale lepiej nic nie odwalać.

Przypuśćmy, że dziecko jest już pełnoletnie

Otwiera to zupełnie nowe możliwości w postaci normalnych samochodów osobowych. Co kupić do 10 tys. zł? Oto cztery pomysły na cztery różne potrzeby.

Dziecko ma po prostu dojechać na miejsce: Toyota Yaris

Auto zupełnie niezawodne i łatwe w naprawach. Mechanicy je znają, części jest pełno, trzeba tylko naprawdę dobrze obejrzeć spód nadwozia pod kątem rdzy. Znane mi są przypadki pęknięcia mocowania tylnej belki z powodu korozji. Silnik – bez większego znaczenia, można nawet polecić diesla 1.4 D-4D, ale benzynowe 1.0 i 1.3 sprawdzą się tak samo dobrze. Bez problemu kupimy Yarisa II generacji za ok. 10 tys. zł, i tu podpowiedź – ładniejszy i tańszy będzie egzemplarzy trzydrzwiowy, a jeśli potomstwo ma jeździć samo lub we dwoje, nie ma to większego znaczenia. Ogłoszeń z Yarisami jest masa, oto przykładowe godne zainteresowania. Trzeba tylko się spieszyć, bo ładne egzemplarze idą od razu na dostawy jedzenia.

Mieszkasz w górach: Suzuki Jimny, Vitara, Grand Vitara

Proponuję zainteresować się tanimi egzemplarzami Jimny, póki jeszcze są i nie wygniły do końca. Jeśli rama jest zdrowa, a karoseria wymaga tylko paru łatek, to już bardzo dużo, bo układ napędowy to prosta i niezniszczalna konstrukcja z napędem na 4 koła dołączanym mechanicznie. Auto jest bardzo sprawne w terenie i da się nim jeździć po asfalcie znacznie lepiej niż poprzednimi modelami z tej serii (SJ, Samurai). Niestety, koroduje jak szalone, więc trzeba je zabezpieczać. Jeśli się o to dba, jest to wyjątkowo wdzięczny i udany wóz. Przy okazji makabrycznie ciasny, a przez to słaby na potencjalną randkę. Ktoś jeszcze w wieku 18 lat chodzi na randki?

W cenie do 10 tys. zł wszystkie Jimny wymagają poprawek blacharskich, ale podniesienie górnego limitu niewiele zmienia w tej kwestii. Radzę rozszerzyć też poszukiwania o Vitarę, to również nadzwyczaj udane auto. Od razu mówię: łatwo nie będzie i nie kupimy ideału, ale jest to wóz który już nie tanieje i który – przy pewnych nakładach pracy – pewnie zostanie z nami na lata.

Pojazd względnie świeży: Dacia Sandero

Przypuśćmy, że nie chcemy kupować dziecku auta 20-letniego albo starszego, co do pewnego stopnia rozumiem. Mamy jednak ograniczone możliwości, bo budżet 10 tys. zł skazuje nas na patrzenie na nieco wiekowe pojazdy. Na szczęście istnieje Dacia Sandero – auto, które sam niedawno kupiłem na spółkę z kolegą. Ten pojazd zachwycił mnie swoją prostotą i solidnością, jest to taki środek transportu, który niczego od nas nie wymaga. Po prostu działa i nie narzeka. To prawda z tymi plastikami, nie są zbyt piękne i również za pięknie nie pachną. To prawda, że drzwi zamykają się trochę nieprzyjemnie. To wszystko przestaje mieć znaczenie, kiedy musisz dojechać na 8.00 do szkoły, a pogoda nie zachęca do spacerowania na przystanek PKS. Sandero, zwłaszcza z LPG, to pojazd, który jeździ prawie za darmo i tyleż kosztuje jego łączne utrzymanie. Zapach w środku skutecznie zwalczy choinka, a smutek z jeżdżenia Dacią zostanie pokonany przez radość z dojechania na miejsce.

Dowolny kombivan do 10 tys. zł

Szansa, że 18-latek/latka marzy o kombivanie, jest nikła. Ale niemała jest szansa na to, że jak już go otrzyma, to nie będzie chciał/a oddać. W tych autach mieści się wszystko na dowolny wyjazd, i oczywiście że są dość wolne i nieciekawe – ale pozwalają realizować inne pasje i zainteresowania jako idealne narzędzia transportowe. Czymkolwiek się ten młody człowiek nie interesuje, przeważnie jest w stanie przewieźć to kombivanem.

Do wyboru są właściwie tylko Peugeot Partner/Citroen Berlingo, Renault Kangoo i Fiat Doblo. Ewentualnie nieco mniejszy Opel Combo C. Nie mam wśród nich twardego faworyta, wszystko zależy od stanu technicznego i silnika pod maską. Najlepiej celować w wersje benzynowe 1.6, optymalnie gdyby były z klimatyzacją i przebiegiem poniżej 300 tys. km. Prawdopodobnie blacharsko najzdrowsze będzie Kangoo, ale trzeba się liczyć z naprawą tylnej belki zarówno w przypadku Renault, jak i Citroena. Fiat ma niezniszczalne tylne zawieszenie na resorach, z blachą już bywa w nim gorzej. Kombivan to ten typ samochodu, który młody chce pożyczyć, gdy planuje wyjechać gdzieś ze znajomymi - to niech nie pożycza, tylko ma swój.

Dodam tylko na koniec, że wszystkie powyższe samochody to mogą nie być pojazdy, o których dane dziecko (nastolatek, nastolatka) marzą. Ale kiedy ktoś inny dysponuje budżetem, to miejsce na narzekanie jest mocno ograniczone. Zawsze można przecież powiedzieć, że jak ci się nie podoba, to możesz jechać autobusem – chyba, że połączenie autobusowe skasowano.

REKLAMA

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-08-28T20:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-28T18:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-28T09:24:36+02:00
Aktualizacja: 2025-08-27T19:15:53+02:00
Aktualizacja: 2025-08-27T15:25:43+02:00
Aktualizacja: 2025-08-27T13:20:21+02:00
Aktualizacja: 2025-08-27T11:06:34+02:00
Aktualizacja: 2025-08-26T17:38:29+02:00
Aktualizacja: 2025-08-26T16:42:30+02:00
Aktualizacja: 2025-08-26T13:24:05+02:00
Aktualizacja: 2025-08-25T19:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-25T18:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-25T12:47:16+02:00
Aktualizacja: 2025-08-25T11:49:41+02:00
Aktualizacja: 2025-08-25T10:50:03+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA