Na polskich portalach z ogłoszeniami sprzedaży używanych samochodów, kei-cary pojawiają się sporadycznie. Szczególnie gdy zawęzimy ich grono do tak nietypowych modeli, jak roadster o nazwie Honda Beat.

Kei-cary, czyli typowe dla Japonii malutkie samochodziki kojarzą nam się z uroczymi jeździdełkami za minimalne pieniądze, służące do dojazdów do pracy w zatłoczonych metropoliach pokroju Tokio czy Osaki. Nawet jeżeli ktoś polubi je za wygląd, czy zadziwiająco pojemne wnętrza pełne mądrych rozwiązań, trudno je uznać za "podnoszące ciśnienie". Było jednak kilka modeli sportowych kei-carów, które przypadną do gustu miłośnikom wiatru we włosach.
Wśród nich "Baby NSX"
Na początku lat dziewięćdziesiątych, Japończycy pragnący mikrego roadstera mieszczącego się w widełkach prawnych dla aut typu kei mogli wybrać jeden z trzech modeli - Autozama AZ-1, Suzuki Cappuccino, albo Hondę Beat.

Ten ostatni powstał w 1991 r. i został zatwierdzony osobiście przez założyciela firmy - Soichiro Hondę. Beat dostąpił tego zaszczytu jako ostatni w historii, gdyż pan Honda zmarł krótko po rozpoczęciu sprzedaży. Mimo sędziwego wieku, podjął słuszną decyzję: świat dostał fantastycznego, ważącego 760 kg roadstera, z cieszącym oko nadwoziem projektu samej Pininfariny.
Od strony technicznej, był czymś w rodzaju zmniejszonego NSX-a, z silnikiem umieszczonym na środku i napędem na tylne koła. Oczywiście, zachowując proporcje - pod maską nie znajdziemy słynnego, trzylitrowego V6 serii C, lecz "ustawowy", trzycylindrowy silniczek o pojemności 660 cm. Kręcił się wysoko - do 8100 obr/min, uzyskując maksymalną moc 63 KM. Prędkość maksymalna była elektronicznie ograniczona do 135 km/h, zaś przyspieszenie od 0 do 100 km/h trwało ponad 13 s. Czy to szybko? Nie. Czy mnie to obchodzi? Też nie - Beat nie miał zrywać asfaltu, tylko sprawiać przyjemność wożąc właściciela ciasnymi, miejskimi uliczkami w fotelu we wzór zebry.
Produkcja Hondy Beat zakończyła się na początku 1996 r. Japończycy na kolejnego kei-roadstera musieli czekać do 2002 r., kiedy to na rynku zjawił się Daihatsu Copen, którego importowano także do Europy (choć już niezgodnego z przepisami dotyczącymi kei-carów). Honda zaś dopiero w 2015 r. pokazała duchowego następcę Beata o nazwie S660 - był równie mały, równie powolny, ale wyglądał chyba jeszcze bardziej zadziornie niż jego przodek.

Jeden egzemplarz znalazł się w Polsce
Na portalu OLX pojawiło się ogłoszenie o sprzedaży Hondy Beat w Polsce - a dokładniej w Strudze, w województwie pomorskim.

Właściciel deklaruje, że Honda była garażowana w suchym miejscu, ma przejechane 113 tys. km i ogólnie jest w bardzo dobrym stanie. Cóż, po tym co widzimy na zdjęciach, wypada się zgodzić, gdyż Honda błyszczy się jak jezdnia po ulewie. Cena może trochę odstraszać, gdyż sprzedający życzy sobie za nią 49 tys. zł - ale jeżeli ktoś chce się wyróżnić, to i pieniądze się znajdą. A w tym wyróżnimy się na bank.
Ja niestety odpadam - z moimi 193 cm wzrostu i sporym balastem z przodu najprawdopodobniej nawet nie dałbym rady wsiąść do Beata. Ale ktoś bardziej kompaktowy może spróbować - pewnie jeszcze będzie miał z niego sporą pociechę.
Więcej o Hondach przeczytasz tutaj:







































