ON już kosztuje 9 zł. Tylko nie widzisz tego zza CPN
Wprowadzając przed świętami obniżki podatku VAT i akcyzy oraz ceny maksymalne na paliwa, rząd spowolnił rozkręconą karuzelę cenową urzędowym limitem. Sęk w tym, że ten wrzód nadal rośnie, a pakiet CPN to doraźny mechanizm pudrowania geopolitycznego tru(m)pa.

Zacznijmy od liczb, bo to one odgrywają tutaj pierwszoplanową rolę. 26 marca 2026 r., zanim pakiet CPN wszedł w życie, średnia cena oleju napędowego w Polsce wynosiła 8,75 zł za litr – tyle wynikało z monitoringu firmy Reflex. Tydzień po wejściu w życie nowych przepisów, w okresie wielkanocnym, minister energii ustalił cenę maksymalną diesla na 7,87 zł za litr. To nadal prawie 8 złotych. Liczyliśmy na większą zmianę i niższe ceny, ale realia są jakie są.
Dobrego wyjścia nie ma
Pakiet CPN – formalnie „Ceny Paliwa Niżej” – składa się z trzech elementów: obniżki podatku VAT na paliwa z 23 do 8 procent, redukcji akcyzy do minimalnego poziomu dopuszczonego przez unijne przepisy oraz mechanizmu ceny maksymalnej ustalanej codziennie przez ministra energii.
Ministerstwo Finansów wyceniło łączny koszt tych działań na ok. 1,6 mld zł miesięcznie – z czego 900 mln zł pochłania obniżka VAT, a 700 mln zł ubytki z akcyzy. Przy założeniu, że pakiet będzie obowiązywał do końca czerwca, mówimy o wydatku rzędu 4,8–5 mld zł z kasy państwa. Dla kontekstu: to mniej więcej tyle, ile kosztowało wybudowanie kilku odcinków autostrady.

Co daje ta kwota w przeliczeniu na litr? Według wyliczeń doradców podatkowych obniżka VAT z 23 do 8 proc. to dla oleju napędowego oszczędność rzędu ok. 80–90 gr na litrze, a cięcie akcyzy o 28 groszy to pozostała część obniżki. Łącznie rządowe szacunki mówiły o ok. 1,20 zł oszczędności na litrze. W praktyce, według danych BM Reflex, diesel potaniał o ok. 1,15–1,20 zł w pierwszych dniach po wejściu pakietu – zgodnie z zapowiedziami.
Biorąc pod uwagę dzisiejszy poziom cen z dieslem po 7,87 zł, bez pakietu CPN tankujący płaciliby przy świątecznych wyjazdach ponad 9 złotych za litr. Kierowcy ciężarówek, którzy tankują setki litrów tygodniowo, odczuliby to w portfelu z podwójną siłą – bo diesel jest paliwem transportu towarowego, a nie tylko osobówek weekendowiczów. To przełożyłoby się też na ceny w zasadzie prawie wszystkich produktów przewożonych TIR-ami po kraju.
Niestety, całość jawi się trochę jak scena z kreskówki, gdzie trzymanie na siłę wskazówki stanu paliwa ma sprawić, że samochód nie zatrzyma się z pustym bakiem. W bajce może śmieszyć, w prawdziwym życiu to co najwyżej śmiech przez łzy.
Ceny możemy powstrzymać. Wojen nie
Skąd w ogóle wzięło się 8,75 zł przed CPN? Odpowiedź jest prosta i nieprzyjemna: jest to efekt eskalacji konfliktu zbrojnego wywołanego przez Izrael i USA na Bliskim Wschodzie oraz związanego z tym zagrożenia dla żeglugi w cieśninie Ormuz, przez którą przepływa znaczna część światowych dostaw ropy. W rezultacie cena ropy Brent, która jeszcze na początku roku oscylowała w okolicach 55–70 USD za baryłkę, w marcu skoczyła do ponad 100 dolarów, a w pierwszych dniach kwietnia utrzymywała się w przedziale 107–111 USD. Surowiec podrożał gwałtownie – i równie gwałtownie przełożyło się to na ceny paliw w europejskich rafineriach.

Pakiet CPN daje więc ulgę, ale w żaden sposób nie wpływa na przyczyny obecnego stanu rzeczy. Mechanizm ceny maksymalnej jest powiązany z cenami hurtowymi – co oznacza, że kiedy ropa drożeje, cena maksymalna wędruje za nią w górę. Tak też się dzieje: analitycy oceniają, że cena maksymalna diesla może jeszcze w połowie kwietnia przekroczyć 8 zł za litr, jeśli sytuacja geopolityczna się nie uspokoi. A obecnie nic na to nie wskazuje. Rząd obniżył podatki, ale nie ma kontroli nad tym, co dzieje się przy cieśninie Ormuz.
Nie płacimy na stacji, to płacimy z budżetu
Co się stanie, gdy pakiet wygaśnie? Obniżona stawka VAT obowiązuje do 30 kwietnia, a niższa akcyza – do 15 kwietnia. Mechanizm ceny maksymalnej można utrzymywać dłużej i minister energii Miłosz Motyka zapowiedział już, że będzie on obowiązywał „tak długo, jak będzie potrzeba”. Ekonomiści Credit Agricole szacują, że rząd utrzyma interwencję – być może w zmodyfikowanej formule – nawet do końca lutego 2027 r. Powód jest oczywisty: nagłe uwolnienie cen przy utrzymujących się wysokich cenach ropy oznaczałoby natychmiastowy skok na stacjach. Nikt nie chce podpisać się pod takim scenariuszem, szczególnie przed zaplanowanymi na 2027 rok wyborami.
Na tym tle warto zwrócić wzrok w kierunku Balatonu, bo Węgry przerabiały już w przeszłości podobny mechanizm urzędowych cen paliw. Skończyło się to pustymi stacjami i reglamentacją, bo dystrybutorzy nie mieli finansowego interesu w sprzedaży po cenach poniżej kosztów. Polska tę pułapkę do tej pory omija, uwzględniając koszty operacyjne stacji w formule ceny maksymalnej. Jednak presja rosnących cen hurtowych na urzędowe limity jest coraz większa. Orlen podnosił w pierwszym tygodniu ceny hurtowe o kilkadziesiąt groszy, co przełożyło się na natychmiastową korektę urzędowego limitu w górę.
Podsumowując: bez pakietu CPN diesel w Polsce kosztowałby przy obecnych cenach hurtowych ponad 9 złotych za litr. Z pakietem utrzymuje się jeszcze poniżej 8. Różnica jest realna i odczuwalna. Rachunek za tę różnicę płaci budżet państwa w tempie ok. 1,6 mld zł miesięcznie. Ropa Brent kołysze się przy 107–111 dolarach za baryłkę i ani myśli tanieć, dopóki nie ucichną dźwięki eksplozji wokół cieśniny Ormuz.
Pakiet CPN nie rozwiązał problemu. Odłożył go na później i wystawił za niego rachunek. Rząd nie ma własnych pieniędzy. Kierowcy płacą mniej dzięki temu, że ulgę tę sponsorują pozostali podatnicy.



















