Kolejne rządy regulują ceny paliw. Nie możemy przestać wygrywać
Wojna z Iranem, następny wybitny ruch w szachach 5D największego stratega geopolityki naszych czasów, wychodzi bokiem kolejnym krajom. Rządy próbują reagować na rosnące ceny paliw.

Izraelsko-amerykańska wojna z Iranem to nieprzerwane pasmo sukcesów. Jeszcze niedawno sam Trump przekonywał podczas jednego ze swoich wystąpień, że rodacy przychodzą do niego po pomoc, bo nie mogą już znieść kolejnych zwycięstw. Cały czas tylko wygrywają i wygrywają. Faktycznie może to być uciążliwe. Donald John niewątpliwie zapisze się w historii złotymi zgłoskami. Nawet jeśli nie zrobią tego historycy, to zrobi to on sam.
Wygrajmy sobie jakąś wojnę
Pomimo przeciągającego się bólu wygrywania swoich współobywateli Trump pozostaje nieugięty, a zwycięstwa nigdy się nie kończą. Kolejnym z nich jest wojna z Iranem, prowadzona ramię w ramię z największym przyjacielem USA na arenie międzynarodowej – Izraelem. Idzie tak dobrze, że Amerykanie wygrywają ją w zasadzie każdego dnia. Dzień po dniu Trump na zmianę z wyciętym z komiksu G.I.JOE ministrem wojny Pete’em Hegsethem obwieszczają z ekranów, że oto dziś znów wygrali. Doprawdy biedni ci Amerykanie. W końcu ileż można?

Tymczasem reszta świata już tak spektakularnego pasma zwycięstw nie notuje. Iran po Rosji i Wenezueli to kolejny kraj mający realny wpływ na światowe ceny ropy. Podczas gdy Moskwa i Caracas mają jej ogromne zasoby, władze w Teheranie to przede wszystkim odźwierny dla transportu baryłek z Bliskiego Wschodu, w tym z Arabii Saudyjskiej, ZEA, Kataru czy Omanu. Dzięki faktycznej kontroli nad cieśniną Ormuz to Irańczycy decydują, czy do naszych portów dopłynie czarne złoto.
Globalne rynki w ogniu
Niewątpliwie prezydentura Donalda Johna Trumpa to wyjątkowy czas dla całego świata, na czele z globalnymi rynkami. Zmieniane „z palca” taryfy, piruety w polityce międzynarodowej czy ostatnie działania wojenne zdecydowanie nie sprzyjają robieniu interesów. A któż mógłby wiedzieć o tym lepiej niż największy biznesmen na świecie?

Obecne poczynania Amerykanów wywindowały ceny ropy do poziomów niewidzianych od wielu lat. W marcu cena ropy Brent przekroczyła 100 dolarów za baryłkę pierwszy raz od 2022 roku. To oczywiście przełożyło się wprost na ceny paliw na stacjach benzynowych, a w konsekwencji przeniesie się na ceny niemal wszystkiego, co transportowane pojazdami kołowymi. Trump oczywiście o tym wie, a jego administracja uruchomiła już strategiczne rezerwy, czasowo zawiesiła obowiązującą od ponad 100 lat tzw. Ustawę Jonesa (Jones Act), częściowo zluzowała sankcje na rosyjską ropę, a także rozważała zdjęcie sankcji z irańskiej ropy, która opuściła już porty.
Rynki reagują opieszale, rządy nie mogą
Reakcja rynków co prawda dała się zauważyć, ale była daleka od wystarczającej. Ceny za baryłkę otarły się kilkukrotnie o 120 dolarów. Dlatego w ostatnich dniach Trump łagodził przekaz zorientowany wokół Iranu, twierdząc nawet, że prowadzone rozmowy są „produktywne”, a szansa na zakończenie wojny rośnie. Wycofał się też z zapowiedzi ataków na obiekty infrastruktury krytycznej Iranu. Niewątpliwie takie wypowiedzi studzą rozgrzane do czerwoności słupki giełdowe.
Niemniej o ile ceny w górę idą chętnie i szybko, o tyle do spadków nie są już takie chętne. Dokładając do tego fakt, że przełożenie zmian na giełdzie na cenniki na stacjach paliw trwa, kolejne rządy wprowadzają rozwiązania mające zbić ceny paliw na dystrybutorach.

I tak rząd Hiszpanii ściął podatek VAT na paliwa z 21 do 10 proc. Dzięki temu ceny na hiszpańskich stacjach spadły z dotychczasowych 2 euro za litr do 1,51. Według informacji Le Figaro jest to bezpośrednia odpowiedź na gwałtowny wzrost cen związany z wojną w Iranie. Ten krok to również element szerszego programu, który zakłada m.in. obniżenie podatków od energii elektrycznej i gazu, a także dopłatę w wysokości 20 centów za litr dla przedsiębiorców.
Z kolei Bloomerg informuje, że rząd Szwecji rozważa tymczasowe zamrożenie akcyzy na paliwa celem ograniczenia wpływu wojny w Iranie na ceny na stacjach. Premier Szwecji, Ulf Kristersson, zapowiedział, że rząd obniży podatek na paliwa o 1 koronę na litrze benzyny oraz o 0,4 korony na litrze diesla w okresie od 1 maja do 30 września. Ma to kosztować budżet ok. 175 milionów dolarów. Dwukrotność tej kwoty przeznaczona zostanie na dopłaty dla gospodarstw domowych mające załagodzić wysokie ceny gazu i energii elektrycznej na fakturach za styczeń i luty tego roku.
We Włoszech rząd zdecydował o obniżeniu akcyzy na paliwa o 25 centów za litr benzyny i oleju napędowego na okres 20 dni. Odpowiedni dekret gabinetu Giorgii Meloni wszedł w życie w czwartek 19 marca. W rezultacie ceny paliw spadły na blisko 90 proc. stacji benzynowych.
Po uwolnieniu 11 marca 400 milionów baryłek z rezerw strategicznych, Międzynarodowa Agencja Energetyczna przygotowuje się do kolejnych kroków na wypadek przedłużającej się wojny.
Polska jak herbertowska Nike – ciągle się waha
Nadal czekamy na zdecydowane ruchy gabinetu Donalda Tuska. Ceny za diesla na polskich stacjach kręcą się w okolicy budzących grozę 9 zł za litr. Według różnych doniesień rozważane są różne możliwości, m.in. uwolnienie rezerw, obniżenie podatków na paliwa (akcyzy) czy przerzucenie obciążeń na Orlen.
W wypowiedzi dla Polsat News minister aktywów państwowych Wojciech Balczun zaznaczył, że Orlen próbuje minimalizować skutki wzrostu cen paliw dla obywateli. Panie ministrze, spieszę donieść, że obywatele bardzo doceniają te „wysiłki”, ale co do ich skuteczności mają pewne zastrzeżenia.
Czytaj więcej o cenach paliw:



















