Amerykanie zrobili SUV-a bez dachu. Ale tak kompletnie bez
Na jednym z amerykańskich portali pojawiło się ogłoszenie Chevroleta TrailBlazera w wersji "prawdziwe cabrio". Owszem, mieliśmy w swojej historii SUV-ów bez dachu, ale ten przykład jest dość skrajny.

SUV i kabriolet to dość dziwne połącznie. Jednak znajdą się tacy, którzy je pokochają. Ale czy nawet najwięksi fani tej pokręconej idei będą w stanie przyjąć takiego potworka?
To "prawdziwe kabrio"
Chevrolet TrailBlazer to samochód, który sam w sobie nie jest szczególnie wyjątkowy - zwykły, średniej wielkości amerykański SUV. Ktoś jednak postanowił to zmienić i stworzyć na jego bazie coś, za czym każdy się odwróci na ulicy. Tak powstał czterodrzwiowy SUV bez dachu. I to dosłownie bez dachu - to kabriolet w rozumieniu bardzo wczesnej motoryzacji, nie posiadający żadnego, nawet składanego dachu. Konstruktor usunął z niego cały dach, słupki B i C, oraz tylne szyby, wszystko zabezpieczył materiałem i tyle.





W środku wygląda jak zupełnie normalny TrailBlazer - nie dokonano w nim żadnych zmian, wszystko jest oryginalne. Podobnie pod maską znajdziemy oryginalny silnik. I to nawet nie 6-litrowe V8 LS2 z topowej wersji SS, tylko podstawowe V6 o pojemności 4,2 l i mocy 275 KM.

Wszystko to kształtuje nam pewien ciekawy obraz - auta które nie było planowane jako skomplikowany projekt, co zwykle występuje w podobnych przypadkach. Dosłownie wygląda tak, jakby któregoś dnia ktoś wstał rano, wyjrzał przez okno na swojego TrailBlazera i stwierdził "utnę mu dach". I tyle.
Stan jest zadziwiająco dobry
O właścicielu nie ma zbyt wielu informacji - sprzedający piszą, że starszy pan zostawił go w rozliczeniu. Zresztą, sam sprzedający go dealer Nissana z Oklahoma City wydaje się nie zauważać brakującego dachu - w ogłoszeniu nie wspomniano tym ani słowa i brzmi on, jakby dotyczył najzwyklejszego TrailBlazera.

Autu trzeba jednak oddać jedno - wygląda naprawdę dobrze. I nie chodzi nawet o sam projekt, a stan. Na liczniku ma bowiem przejechane 170 tys. mil, czyli ok. 273,5 tys. km. Lakier lśni, karoseria nie ma żadnych wgniotek ani ognisk korozji, a wnętrze jest bardzo czyste.
Cena tego wynalazku jak na unikatowość jest dość atrakcyjna - wynosi 6845 dol. (24,6 tys. zł). Oczywiście żeby spokojnie posiadać to auto, trzeba znaleźć dla niego garaż. Ewentualnie trzeba mieszkać na pustyni Atacama. Ale jeżeli ktoś może spełnić którychś z tych warunków, to może znaleźć sobie idealną zabawkę na pogodne dni.
Nie trzeba być tak hardkorowym
Jeżeli ktoś stwierdzi że potrzebuje SUV-a cabrio, ale nie posiada dla niego garażu, ani nie mieszka w miejscu nie pada deszcz i tak może sobie coś znaleźć. Pierwszym modelem będący połączniem dwóch zupełnie różnych światów był Nissan Murano cabrio, który z miejsca został okrzyknięty dziwactwem.

Mimo to producenci się nie zrażali - choć podobnego formatu używano przy mniejszych autach. Następny był Range Rover Evoque, u którego styl był na pierwszym miejscu. Trzeba przyznać że wyglądał już znacznie lepiej niż Nissan. Ostatnim (jak dotąd) było jego przeciwieństwo, czyli nudny jak flaki z olejem Volkswagen T-Roc. Po wycofaniu T-Roca cabrio na razie żaden producent nie planuje podobnego eksperymentu. Pozostaje nam czekać, kto będzie kolejny.

Więcej ciekawych ogłoszeń znajdziesz tutaj:



















