Dlaczego nie wsadza się złapanych z zakazem prowadzenia? Minister wyjaśnia
Sprawa osób z zakazem prowadzenia osób irytuje społeczeństwo - jeden kierowca dostanie takich nawet kilka i nic sobie z tego nie robi. Kierowcy z zakazami powinni trafiać do więzień, co jednak się nie dzieje. Przedstawiciele rządu postanowili nam to wytłumaczyć.

26 stycznia 2026 r. odbyła się konferencja prasowa Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka z udziałem Prokuratora Krajowego Dariusza Korneluka. Ten drugi opowiadał o lustracji, którą przeprowadzono w celu weryfikacji spraw kierowców przyłapanych na prowadzeniu pojazdu mimo cofniętych uprawnień do kierowania pojazdami, bądź całkowitym jego zakazaniu. Miała ona wykazać, jak państwo może działać w tych sprawach skuteczniej i bardziej konsekwentnie.
Ponad 20 tys. kierowców z zakazami w pół roku
Na początek kilka liczb: z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w 2024 r. sądy orzekły zakaz prowadzenia pojazdów wobec 13 084 osób, zaś przez pierwsze pół roku 2025, zakazem zostało "nagrodzonych" 7 601 kolejnych kierowców. Ciekawostka - rekordziści mają mieć nawet ponad 20 zakazów na koncie. Spośród nich wybrano 1172 losowych postępowań, po czym przeanalizowano je pod kątem ich prowadzenia i czy (a jeśli tak, to dlaczego) ukarani dalej łamią prawo drogowe.
To dlaczego kierowcy z zakazami nie są łapani?
Jak dalej przyznaje Prokurator Korneluk, udało się znaleźć wady, które w szybki sposób da się wyeliminować, co poprawi pracę nad postępowaniami, które zamieszczono w raporcie Ministerstwa Sprawiedliwości. Wśród nich można wskazać cztery najważniejsze:
Po pierwsze - rozproszenie spraw. Potrafiono prowadzić kilka spraw wobec tej samej osoby, przez różne jednostki, przez co do sądów trafiały pojedyncze sprawy zamiast całokształtu łamania prawa przez daną osobę. W efekcie kary były po prostu za niskie.
Po drugie - zbyt łagodna reakcja karna. W związku z rozproszeniem spraw, przypadki recydywistów były traktowane rutynowo, co nie odpowiadało rzeczywistemu stopniowi społecznej szkodliwości czynów, co dało efekt w postaci osłabienia prewencji kolejnych wykroczeń tego samego typu.
Po trzecie - zbyt częste łagodzenie odpowiedzialności karnej. W lustracji wykazano, że sądy za często łagodziły kary na mocy art. 37a § 1 k.k., wlepiając grzywnę lub ograniczenie wolności zamiast jej całkowitego pozbawienia. Tenże przepis był często stosowany przy orzekaniu, podczas gdy powinien być jedynie wyjątkiem. A kierowcy czuli się niemalże bezkarni.
Po czwarte - powielanie czynności. Wynika to bezpośrednio z punktu pierwszego: wiele spraw prowadzonych równolegle dla tych samych osób generowało potrzeby wielokrotnego powtarzania badań, przydzielania obrońców z urzędu, czy samego doprowadzania tych osób, co może nie przełożyło się akurat na spadek ilości łapania przestępców, ale generowało zbędne koszty, za które płacimy my wszyscy.
Jako reakcję, pan Prokurator Krajowy wydał już zalecenia, które mają poprawić jakość prowadzenia spraw z dnia na dzień. Jeżeli faktycznie mają poprawić ilość zamykanych kierowców, przez co bezpieczeństwo się poprawi - będziemy jeździć i obserwować.
Więcej o sądowych zakazach prowadzenia pojazdów przeczytasz tutaj:







































