5-letnia, duża Toyota za 48 tys. zł. Za parę lat podbije każde spotkanie klasyków
W Lublinie na portalu OLX na sprzedaż wystawiono 5-letnią Toyotę Mirai w bardzo atrakcyjnej cenie. To doskonały przykład oferty, która nie jest tylko i wyłącznie okazją lub pułapką - tylko jednym i drugim na raz.

W tym roku minie 25 lat, od kiedy Toyota zaprezentowała trzy prototypy samochodów napędzanych wodorem - FCHV-4, FCHV-5 i Daihatsu Move FCV-K-II. Ćwierć wieku później Toyota normalnie produkuje wodorowy model Mirai i sprzedaje go na wielu rynkach świata.
Jeden jest na sprzedaż w Lublinie
Na portalu OLX wystawiono Toyotę Mirai w bardzo okazyjnej cenie. Mówimy tu o zaledwie 48 tys. zł, za ciekawy, spory (prawie 5 m długości) samochód z niezłym wyposażeniem i bardzo nowoczesną i ekologiczną technologią w postaci wodorowych ogniw paliwowych. Za nowy egzemplarz w salonie trzeba obecnie zapłacić 318 tys. zł - cennikowo, bo dealerzy z pocałowaniem ręki przyznają duże rabaty.

Auto jest sprowadzone ze Stanów Zjednoczonych. Za cenę dziesięcioletniej Corolli ze średnim przebiegiem dostajemy tak naprawdę samochód elektryczny - możemy sobie na spokojnie wjeżdżać do SCT, mijając cały ten spalinowy plebs. Do tego auto jest w bardzo dobrym stanie wizualnym, a na liczniku widnieją zaledwie 34 tys. km przebiegu.
Pułapka, czy przyszły klasyk?
O Toyocie Mirai powiedziano już chyba wszystko, co złe. W USA, pozostającym głównym rynkiem zbytu Miraia, jego właściciele dosłownie pisali pozwy przeciwko producentowi, narzekając że zostali oszukani przez obietnice dilerów o szybkim rozwoju stacji tankowania wodoru, podczas gdy się to nie wydarzyło. Zaś w polskich salonach dealerzy próbowali je wcisnąć klientom za wszelką ceną, upuszczając cenę o 60 proc., w zasadzie do poziomu zwykłej Corolli.
Problem jest tutaj jego największy wyróżnik, czyli napęd wodorowy. Jest to technologia na wskroś futurystyczna, do której infrastruktury jeszcze niemalże nie ma - w Polsce mamy 12 stacji do tankowania najpopularniejszego pierwiastka we wszechświecie. A jak te stacje już gdzieś są, to paliwo sporo kosztuje - choćby w Lublinie, gdzie wystawiono owego Miraia, cena to 69 zł/kg. Bak Miraia mieści 5,6 kg - prosta matematyka i wychodzi że tankowanie do pełna kosztuje 386 zł. Zasięg na pełnym baku wynosi zaś do 650 km. Czy to gra warta świeczki - ocenę pozostawiam wam.

Można jednak doszukać się pewnej, nieoczywistej zalety Miraia - to materiał na przyszłego klasyka. Szybkimi klasykami zostają bowiem dwa typy aut - te ultra drogie i ultra rzadkie, lub te będące kompletną klapą, których nie wyjechało z fabryk zbyt wiele (jak na zwykły samochód), a te które wyjechały, szybko mogą trafić na złom. Na początku XXI w. niemal od razu klasykiem zostało Renault Avantime - próba połączenia luksusowego coupe z minivanem zakończona porażką. Mirai może podążyć tą samą ścieżką, gdyż trochę się udało ich już sprzedać, ale jednocześnie prawie wszyscy mają ich dość i chcą się ich pozbywać. Jeżeli ty zostaniesz z tym autem: będziesz się wyróżniał, a spotkania klasyków mogą być twoje i będziesz mógł do bólu powtarzać jak z różnych powodów wodór nie okazał się przyszłością. To brzmi jak sen - może i taki, jak podczas 40-stopniowej gorączki, ale sen to sen.
Więcej o Toyotach przeczytasz tutaj:







































