Porsche Cayenne może być jeszcze brzydsze. Ale w końcu jest praktyczne
Na jednym z nowozelandzkich portali z samochodami używanymi trafiliśmy na jedynego (najprawdopodobniej) w swoim rodzaju pickupa. Jest to Porsche Cayenne, którego bagażnik i tylne siedzenia ktoś zamienił na pakę pickupa.

Gdy pierwsze Porsche Cayenne pojawiło się na rynku w 2003 r. wywołało niemałą sensację - niestety, raczej z tych negatywnych. Fani Porsche byli poirytowani, że ich ukochana marka produkująca wykwintne samochody sportowe nagle wypuszcza jakiegoś wołowatego SUV-a. A wszyscy inni, którym marka Porsche była obojętna, a którzy mieli działający zmysł wzroku, uważali że było paskudne.
Jeżeli jednak zwykłe Cayenne było niefajne, to co można powiedzieć o tym?
Porsche Cayenne Pickup
Już sam pomysł na SUV-a Porsche wydaje się jak z równoległego wymiaru - przeróbki na pickupy to nic dziwnego i czasem nawet wychodzą dobrze, ale samo auto tutaj nie pasuje. Jednak na antypodach pickupy (czy też "ute" - jak są tam nazywane) pełnią rolę normalnych aut do jazdy na co dzień, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych. A w sumie nawet bardziej - typ pickupa w formie dużego, komfortowego auta osobowego z "paką" zdobył znacznie większą popularność niż w Ameryce.





Dlatego pewien Nowozelandczyk wpadł na pomysł, by przerobić swoje Porsche na auto robocze. O samej konwersji Cayenne na pickupa niestety nie mamy żadnych informacji. Poza tym, że certyfikacja przeróbki w Nowej Zelandii kosztowała właściciela ponad 80 tys. dol. nowozelandzkich (171 tys. zł).
Wiemy jedynie to, co widać - po tylnych drzwiach dla pasażerów nie ma śladu (podobnie jak po tylnej kanapie), tylna szyba jest nowa i została umieszczona za przednimi fotelami. I tak naprawdę to tyle - sprzedający nie pokusił się nawet o zdjęcie samej paki ani przestrzeni za przednimi fotelami, więc nawet nie wiemy, jak to wszystko jest wykończone. Jednak biorąc pod uwagę samochód służący za podstawę projektu, nie mogła wykonywać tego małpa z nożykiem do kopert i papierem do pieczenia.
A poza tym to zwyczajne Cayenne
Poza przeróbką nie uświadczymy niczego specjalnego - to Cayenne drugiej generacji z 2011 r., kupione jako nowe w Nowej Zelandii. Napędza go najsłabszy silnik w ofercie tego modelu - trzylitrowy diesel o mocy 240 KM, połączony z 8-biegową, automatyczną skrzynią biegów. Ma on udokumentowaną historię serwisową, wraz z opisem swojej przeróbki. Przebieg to 204 tys. km - sporo, ale nie dla tego auta.

Wyposażenie powinno zadowolić wszystkich - na jego liście znajdziemy fabryczne felgi aluminiowe z oponami Cooper 4WD ATR, podgrzewane fotele obite skórą z elektryczną regulacją z pamięcią ustawień, dostęp bezkluczykowy, przyciemniane szyby, oświetlenie LED, czujniki parkowania z przodu i z tyłu, kamerę cofania, klimatyzację automatyczną, czy tempomat.
Ogłoszenie wystawił na swojej stronie dealer Christchurch European - jak sama nazwa wskazuje, specjalizuje się w autach ze Starego Kontynentu. Cenę tego wynalazku ustalono na 49 995 dol. nowozelandzkich, czyli 107 tys. zł - a za tyle to nie dostaniemy ani nowego pickupa, ani nowego Porsche.
Więcej o Porsche przeczytasz tutaj:



















