Ludzie zlinczowali Straż Miejską po koncercie Metalliki. To teraz ich przeproście
Z reguły działania Straży Miejskiej spotykają się z wszechobecną krytyką. Nie inaczej było i tym razem, w związku z koncertem Metalliki na chorzowskim Stadionie Śląskim. O ile przeważnie sam ich krytykuję, tym razem akurat przyznam rację.

Na facebookowym profilu Straży Miejskiej w Katowicach pojawił się post, w którym dokonano podsumowania pracy w związku ze wspomnianym koncertem. Działania instytucji skończyły się wystawieniem trzycyfrowej liczby mandatów w związku z nieprawidłowym parkowaniem. Biorąc pod uwagę skalę koncertu, to i tak stosunkowo niewiele.
W sekcji komentarzy pojawiło się oburzenie działaniami Straży Miejskiej
Co zaskoczyło mnie w takim samym stopniu, co poranny wschód słońca. Oburzenie oczywiście było uzasadnione tym, że tego dnia przecież był koncert, więc dajcie spokój, oj no weźcie, ojejku no, tralala.
Naczelnym argumentem był oczywiście fakt, że przecież trzeba gdzieś zaparkować. Wszak jeżeli na koncert mnóstwo ludzi przyjeżdża z daleka (i nie chodzi tutaj o Bytom), to muszą gdzieś zaparkować samochód.
Ludzie niezmiennie są zaskoczeni, że przy okazji dużego wydarzenia nie ma gdzie zaparkować
Kto by się spodziewał, że kiedy na Stadion Śląski w Chorzowie przyjedzie Metallica, to w obrębie owego stadionu pojawią się problemy z parkowaniem? Szok i niedowierzanie, takie rzeczy nigdy przedtem się przecież nie wydarzyły.
Równie zaskakujący jest fakt, że niedługo przed wydarzeniem wszystkie miejsca postojowe nieopodal miejsca akcji są zajęte. Później sprawy eskalują szybko, ponieważ nie ma gdzie postawić auta, czas goni, dzieci płaczą, więc trzeba szukać doraźnego rozwiązania.
Nie rozumiem w takich przypadkach fenomenu dojeżdżania jak najbliżej miejsca docelowego
Byłem w życiu na wielu koncertach, na tym również. Większość z nich była w innych miastach, a z uwagi na ich porę wybierałem się tam samochodem. Nigdy nie otrzymałem przy okazji mandatu za złe parkowanie, chociaż wcale nie przyjeżdżałem 8 godzin przed koncertem.
Wszystko dlatego, że nie musiałem za wszelką cenę dojechać jak najbliżej miejsca koncertu, a parkowałem samochód w pewnym oddaleniu i na miejsce zmierzałem pieszo lub komunikacją miejską. Czas potrzebny na poszukiwanie wolnego miejsca jest dłuższy lub porównywalny z tym poświęconym na pozostawienie samochodu w większej odległości i dotarcie np. tramwajem.
Profity? Nie ma problemu z zaparkowaniem, a po wszystkim można tą samą drogą wrócić na miejsce
Jeżeli ktoś przyjeżdżał z daleka, nie może zasłaniać się miejscem zamieszkania, bo samochód i tak parkuje w obcym mieście. Odszukanie miejsca w oddaleniu, skąd następnie bez większego problemu będzie mógł dojechać komunikacją miejską albo dojść z buta, nie powinno stanowić przeszkody.
Tego dnia komunikacja tramwajowa jeździła z taką częstotliwością, że wagony poruszały się niemal jednym ciągiem. Jeżeli nie uda się wsiąść do jednego pojazdu, za minutę podjedzie kolejny, a później w przeciągu 5 minut trzy następne.
Kolejna kwestia, że nawet jeżeli komuś udało się zaparkować pod samym Stadionem Śląskim, to po zakończeniu wydarzenia stał zapewne przez ponad godzinę w korkach, ponieważ wszystkie zaparkowane w okolicy auta mniej więcej w podobnym czasie zaczęły odjeżdżać. Sprawdzone na własnej skórze podczas innej okazji.
Tak że Straż Miejska zrobiła po prostu swoją robotę, a dzbanami są parkujący w ten sposób kierowcy
Brak możliwości zaparkowania samochodu nie zwalnia z przestrzegania przepisów - nawet, jeżeli liczba przewidzianych miejsc postojowych w danej okolicy jest absurdalnie mała. Czym innym jest jednak brak miejsc pod blokiem na peryferyjnej dzielnicy, a czym innym Stadion Śląski znajdujący się w miejscu doskonale skomunikowanym z resztą Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.
Amen.



















