Eksportowy egzemplarz FSO Polonez to zawsze jest dobra ciekawostka. Jednego takiego "Poldżera" znaleźliśmy na portalu ogłoszeniowym w Finlandii i to w bardzo ciekawym stanie.

W trakcie swojego żywota Polonez był samochodem całkiem chętnie eksportowanym za granicę. Z ponad miliona egzemplarzy ok. 227 tys. zostało wyeksportowanych do ponad 40 państw świata, choć większość z nich w liczbie nie przekraczającej kilkudziesięciu. Wśród państw które przyjęły najwięcej "Peloponezów" można by wymienić Chińską Republikę Ludową, gdzie dorobił się nawet swojej pirackiej kopii z elementami od Volkswagena Passata B2, Wielką Brytanię, kochającą tanie samochody dziwnych marek, czy Egipt, gdzie dzięki lokalnej licencji został jednym z popularniejszych aut w swoich czasach.
Polonezy lądowały także w Finlandii
Nieco dalej na liście, choć także całkiem wysoko znalazła się Finlandia. W ojczyźnie saun i muminków sprzedano łącznie ponad 4 tys. Polonezów - całkiem sporo, zwłaszcza jak na kraj tylko trochę bardziej ludny, niż województwo mazowieckie. Większość Polonezów sprzedawano w Finlandii w końcówce lat osiemdziesiątych, co oznacza, że najpopularniejsze były tam ewolucje "Borewicza" - "akwaria" i "przejściówki".
Fiński Polonez znalazł się na tamtejszym portalu
Właśnie takiego Poloneza "akwarium" MR87 znaleźliśmy na fińskim portalu Nettiauto. Ciekawostka - wystawiono go w gminie Eura, będącej małą ojczyzną producenta muzycznego Darude, twórcy hitu pt. Sandstorm.
Niestety, ten Polonez został nadgryziony zębem czasu nieco bardziej niż Sandstorm - jego stan "nieco odbiega" od perełek których każdy będzie szukał na portalach.

Niestety dysponujemy tylko dwoma zdjęciami czerwono-biało-rudego "Poldka" z Finlandii. Pod maską ma silnik 1.5, a na liczniku przejechane 100 tys. km - znając jakość Polonezów z końca PRL (tu dosłownie rocznik 1989) i biorąc pod uwagę surowszy klimat na północy (więcej soli na drogach), jestem w stanie uwierzyć, że tak wyglądający Polonez przejechał te 100 tys. km.

W ogłoszeniu już nad zdjęciem zobaczymy napis "Ei tieliikennekelpoinen", co zdaniem mojej znajomej filolożki ugrofińskiej oznacza mniej więcej niezdolny/nienadający się do jazdy, zaś w opisie sprzedający podaje, że nawet nie próbował go odpalać. W Polsce pewnie podobny dopisek w ogłoszeniu miałby treść "placzkiem pan pryśniesz i zagada".
Stan Poloneza odzwierciedla jego bardzo niska cena, wynosząca 550 euro - po przeliczeniu na polską walutę przy obecnym kursie otrzymamy 2317 zł (tak blisko...). Polski handlarz pewnie wystawił by go z tytułem "LEGENDA PRL JEDYNY TAKI ZOBACZ" i ceną trzykrotnie wyższą. Mam tylko nadzieję, że nie podsunąłem właśnie nikomu pomysłu, i jakaś laweta z Polski nie wyruszyła w stronę portu w Estonii.
Więcej o polskiej motoryzacji znajdziesz tutaj:







































