REKLAMA

Pierwsza ofiara nowych przepisów. Staram się dostrzec ten drift

Legnicka policja zatrzymała kierującą, która ich zdaniem doprowadziła do celowej utraty przyczepności kół. Kara? Trzy miesiące bez prawa jazdy i mandat. Pojawiają się natomiast wątpliwości, czy faktycznie chodzi tu o bezpieczeństwo.

Pierwsza ofiara nowych przepisów. Staram się dostrzec ten drift
REKLAMA

Nie minęły nawet 24 godziny od wejścia w życie ustawy z 4 grudnia 2025 r. o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego, a legniccy policjanci zanotowali już pierwszą spektakularną interwencję z nowym paragrafem w ręce. Młoda kierująca dopuściła się czynu, który od 30 marca kwalifikuje się jako wykroczenie z art. 86c Kodeksu wykroczeń – czyli celowego wprowadzenia pojazdu w poślizg, potocznie zwanego driftem. Funkcjonariusze zareagowali błyskawicznie. Można powiedzieć, że byli gotowi. Tak gotowi, że człowiek zastanawia się, czy nocy z 30 na 31 marca nie spędzili przypadkiem w mundurach.

REKLAMA

Gdzie ten drift?

Sęk w tym, że na nagraniu – mówiąc delikatnie – niewiele widać. Trzeba się naprawdę wpatrywać, żeby dostrzec tam driftowanie. Nie była to na pewno sytuacja, w której auto leci bokiem przez kilkadziesiąt metrów, dym z opon spowija okolicę, a pisk sprawia, że lecą szyby z okien.

Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia. Rzekłbym – zasadnicza. Otóż cała komunikacja wokół zaostrzenia przepisów jako uzasadnienie dla surowych kar przytaczała bezpieczeństwo pasażerów oraz innych uczestników ruchu drogowego. W tym przypadku – bo na razie dysponujemy tylko jednym – ulica wygląda na pustą, jak to w środku nocy bywa. Nie wiemy, czy na pokładzie kierująca miała jakichś pasażerów. Samochód pojechał trochę bokiem, trochę nie. Pełnoprawny drift? Entuzjaści dyscypliny pewnie mieliby kilka uwag. Ale prawo mówi jedno: celowy poślizg chociażby jednego koła na drodze publicznej z automatu uruchamia protokół. Bez dyskusji.

Celowy czy niecelowy

Ustawa posługuje się precyzyjną definicją: zabrania się kierowania pojazdem silnikowym w sposób powodujący celowy poślizg kół lub celową utratę styczności z nawierzchnią choćby jednego koła. Kluczowe jest słowo „celowo” – tylko zamierzone działanie kierowcy ma być karalne. W teorii brzmi to sensownie. W praktyce raczej trudno to udowodnić. Policjant mówi, że pojechałem bokiem celowo. Ja mówię, że nie. A sąd?

Nowe przepisy uderzają nie tylko w miłośników japońskich czy bawarskich coupe z napędem na tył. Motocykliści jadący na jednym kole – zarówno tylnym (wheelie), jak i przednim przy hamowaniu (stoppie) – podlegają dokładnie tym samym sankcjom. Jeden manewr, trzy miesiące odpoczynku od jazdy. Dla wielu oznacza to, że początek tegorocznego sezonu może być jednocześnie jego końcem.

Sezon 2026: start 30 marca, koniec 31 marca

Wróćmy jednak do Legnicy. Kierująca straciła uprawnienia na trzy miesiące i zapłaci co najmniej 1500 zł mandatu oraz zobaczy na swoim koncie 10 punktów karnych. Zgodnie z nowymi przepisami policjant nie może być wyrozumiały – ma obowiązek zatrzymać prawo jazdy na miejscu. Podobnie jak w przypadku chociażby przekroczenia prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym. Nie pozostawiono tu miejsca na indywidualną interpretację zdarzenia. A nawet gdyby była ona możliwa, to Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji już wcześniej zapowiadało zero tolerancji – i słowa dotrzymało.

Komunikat policji brzmi znajomo: niebezpieczne zachowanie, reakcja funkcjonariuszy, poważne konsekwencje, zagrożenie dla życia i zdrowia innych uczestników ruchu. To standardowa formuła. Problem polega na tym, że „innych uczestników ruchu” na nagraniu nie stwierdzono. Możemy oczywiście założyć, że gdzieś poza kadrem drżący pieszy ściskał w panice teczkę, modląc się o ocalenie – ale tego nie widzimy. Widzimy natomiast nadzwyczaj sprawnie (żeby nie powiedzieć „nadgorliwie”) działający mechanizm egzekwowania nowego prawa w dniu inauguracji. Trochę chwyt PR-owy, trochę sposób na podreperowanie kasy, no i zaszczytny tytuł rekordzisty w ukaraniu z nowych paragrafów.

Przepisy wchodziły w życie etapami: sam zakaz driftowania jako nowy typ wykroczenia obowiązuje od 29 stycznia 2026 roku, natomiast obowiązkowe zatrzymanie prawa jazdy dołączyło do katalogu kar dopiero 30 marca – tego samego dnia, w którym legnicka policja pokazała, że nie zamierza zwlekać.

REKLAMA

Drift pozostaje legalny wyłącznie na zamkniętych torach i w ośrodkach doskonalenia techniki jazdy. Jeśli więc ktoś chce poćwiczyć kontrolowany poślizg, ma do dyspozycji odpowiednie miejsca – i bardzo dobrze. Problem, który część komentatorów podnosi, dotyczy proporcji: czy mandat plus trzy miesiące bez prawa jazdy plus 10 punktów to adekwatna odpowiedź na ryzykowny manewr wykonany na pustej ulicy? Czy dokonywana uznaniowo przez policjanta na miejscu zdarzenia ocena „celowości” jest obiektywna i wystarczająca? Prawo odpowiada, że tak – i nie ma tu miejsca na niuanse.

Dla legniczan sprawa jest zamknięta. Dla reszty kierowców to cenna lekcja: nowe prawo działa, policja jest zmotywowana, a kamera nie mruga. Lepiej o tym pamiętać, zanim kolejny raz noga sama dociśnie gaz na mokrym skrzyżowaniu. Nawet jeśli wokoło nie ma żywej duszy.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-01T14:46:06+02:00
Aktualizacja: 2026-04-01T12:17:01+02:00
Aktualizacja: 2026-04-01T11:42:56+02:00
Aktualizacja: 2026-04-01T10:37:05+02:00
Aktualizacja: 2026-04-01T08:53:39+02:00
Aktualizacja: 2026-03-31T14:48:41+02:00
Aktualizacja: 2026-03-31T14:07:05+02:00
Aktualizacja: 2026-03-31T11:46:26+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA