Na Sycylii jest rok 2000. Graciarze tu mdleją
Włosi znani są ze swojego przywiązania do starych aut, ale chyba nigdzie motoryzacyjny krajobraz nie jest tak zabalsamowany, jak na Sycylii. Tam lokalni mieszkańcy obchodzili dopiero wejście w rok 2000.

To, że Włochy mają swój specyficzny samochodowy mikroklimat, jest faktem powszechnie znanym i jego stwierdzeniem nie odkryję Ameryki. Niemniej, tak samo jak podczas opisywanej niedawno TUTAJ wizyty w Neapolu, dobrze jest czasami doglądać, czy wszystko jest na swoim miejscu. Tym razem padło na zachodnie wybrzeże Sycylii i okolice miasta Trapani. Podczas weekendowej wizyty potykałem się o wszędobylskie zwierzątka: koty, pandy i… pszczoły.
Im dalej na południe, tym średnia wieku parku maszyn jest wyższa
Sycylia nie jest co prawda aż tak zakonserwowana pod względem motoryzacji, jak np. greckie wyspy, niemniej gołym okiem widać, że średnia wieku poruszających się po drogach aut jest o kilka lat wyższa, niż na kontynentalnej części Włoch.

Nie są to już co prawda czasy wszechobecnych starych “pięćsetek”, niemniej nadal codziennością są tutaj ponad 30-letnie auta użytkowane bez żenady każdego dnia. Samochody nowe oczywiście są, ale miałem wrażenie, że pochodziły głównie z wypożyczalni.
Klasyczne Pandy są dosłownie wszędzie
W pewnym sensie Trapani miało dla mnie w sobie te wibracje, co np. Rzym kilkanaście lat temu - Fiaty Panda były tutaj tak powszechne, że po kilku godzinach całkowicie wtopiły się w tłum i przestałem je zauważać z takim zachwytem, jak na początku.
Widać, że Włosi ją uwielbiają - jest mała, zwinna i zawadiacka. Tutejsze egzemplarze pochodziły z późniejszego czasu produkcji, głównie z lat 90. i wczesnych lat 2000. - tych najstarszych niestety również i tutaj zabrakło.
Pandy używane są oczwiście jako samochody codziennego użytku, dlatego większość egzemplarzy jest odpowiednio po włosku poobijana i porysowana.





Oprócz Pandy, mnóstwo jest kompaktowych Fiatów z przełomu wieków
Mam tutaj na myśli np. Cinquecento, Seicento, Uno i pierwsze Punto. Żaden z nich nie jest tak popularny jak Panda, ale wystarczy kilka minut spaceru, aby zauważyć któreś z nich.
Oczywiście, zdarzyło się też spotkać inne wozy, jak np. pierwsze Tipo czy kogoś z rodziny Bravo/Brava/Marea, ale były to pojedyncze przypadki. Podobnie, jak w kontynentalnych Włoszech, te modele występują tutaj na tyle rzadko, że dwa dni to zbyt mało na udane polowanie.





Dominacja Fiatów jest oczywista, natomiast pięknie utrzymanej starej Alfy się tutaj nie spodziewałem
Alfa Romeo to auto z wyższej półki i zdecydowanie bardziej pasuje mi do północnej, bogatszej części Włoch. Tymczasem, to właśnie tutaj natknąłem się na piękną Alfę Giuliettę i jeszcze piękniejszą Alfę 75.


Od roboty jest Piaggio Ape
Słowo “ape” znaczy po włosku “pszczoła” - synonim pracowitości i rzetelności. I tak właśnie było, ponieważ Piaggio Ape przez prawie cały czas były w ruchu. Włosi ogólnie brzydzą się ciężką pracą, ale akurat małe towarowe skuterki są do niej stworzone.
Tak jakoś głupio wyszło, że chociaż Piaggio Ape były spotykane niemal tak często, jak Fiaty Panda, to zrobiłem im całe dwa zdjęcia. Głównie dlatego, że praktycznie wszystkie cały czas były na robocie i trudno im było zrobić zdjęcie. Ciągle coś przewoziły, zawoziły i odwoziły.
Stan większości Ape był dość dramatyczny - musiały być związane sznurkiem i sklejone taśmą, aby nie rozleciały się podczas wchodzenia w zakręt. Natomiast napotkane egzemplarze pochodziły z bodaj wszystkich lat produkcji modelu z zamkniętą kabiną.


Tradycyjnie, nikt nie przejmuje się wyglądem swojego auta
Nie licząc wspomnianych, bardzo ładnie utrzymanych klasycznych Alf, wszystkie wiekowe samochody są tutaj naznaczone zębem czasu. Nie są mocno skorodowane, ale są poobijane, pomalowane wałkiem i czasami niekompletne. Nikomu to jednak nie przeszkadza, ponieważ drzwi w innym kolorze nie wpływają przecież na pracę silnika.
Włosi dbają o swój wygląd, ale o prezencję samochodu już niezbyt - widok eleganckiego starszego Włocha kopiącego w drzwi poobijanego Punto jest niepodrabialny.



















