Schyłkowy okres istnienia polskiego samochodu dostawczego Lublin zostawił po sobie kilka ciekawych, choć niewprowadzonych do produkcji pomysłów. Jednym z nich był Pasagon z układem hybrydowym bimodalnym, który ostatnio przyuważył jeden z internautów.

Lublin w XXI w. został swoistym gorącym kartoflem - polski dostawczak zmagał się z problemem zmian właścicieli, którzy raz po raz upadali, a sam Lublin chyba chciał już spokojnie umrzeć, ale mu nie pozwalano. Jak doszło do samego powstania Pasagona, czyli zmodernizowanego Lublina pisał już kiedyś więcej red. Reicher. My zajmijmy się jednak niezwykle ciekawym prototypem, który nie trafił nawet do małoseryjnej produkcji.
Pasagon, czyli Lublin PHEV
Pierwszy o sprawie przypomniał portal dostawczakiem.pl. W 2010 roku wraz z wprowadzaniem Pasagona rozpoczęły się prace w Instytucie Napędów i Maszyn Elektrycznych KOMEL z siedzibą w Katowicach. Po ok. 2,5 roku powstał gotowy jeżdżący prototyp hybrydowego Pasagona.
Rolę silnika spalinowego pełnił silnik firmy Andoria - oznaczony fabrycznie ACDR turbodiesel o pojemności 2,7 l, generujący 115 KM i 250 Nm. Współpracował on z 5-stopniową manualną skrzynią biegów i silnikiem elektrycznym o mocy ciągłej 60 KM i szczytowej 94 KM, zamontowanym bezpośrednio na wale napędowym.
Jednak nie była to klasyczna hybryda jak w Priusie, tylko hybryda bimodalna. Oznacza to układ, w którym silnik spalinowy i elektryczny mogą pracować tylko i wyłącznie osobno - albo sam Diesel, albo tylko elektryk. Był też trzeci tryb, nazywany awaryjnym, w którym auto jeździ za pomocą silnika spalinowego, a silnik elektryczny pełni funkcję prądnicy ładującej akumulatory. Z powodu takiego układu auto było wyposażone w gniazdo ładowania akumulatorów - co czyni Pasagona hybrydą plug-in.
To był jednak początek równi pochyłej
Pasagon PHEV mógł przejechać 100 km na samym prądzie, zaś ładowanie trwało 8 godzin (z 1-fazowego źródła prądu) lub 3 godziny (z 3-fazowego źródła prądu). Niestety, taki projekt - choć nie można mu odmówić pomysłowości - nie był szczególnie praktyczny. Sam układ elektryczny ważył ok. 400 kg, co obniżało ładowność Pasagona do 900 kg.
W efekcie fabryczny Pasagon pozostał w swoim krótkim żywocie jedynie z Andorią 2,7 l. Z czasem zrobiła się taka dziwna telenowela zahaczająca wręcz o granice żenady. Bo trochę każdy chciał tego Lublina/Pasagona/Honkera produkować, ale nikt nie miał na to za bardzo środków. Popyt też zdawał się być nikły - każdy wolałby coś bardziej zaawansowanego technologicznie, nawet jeżeli miałoby być drożej.
W efekcie nawet hybryda bimodalna nie pozwoliła Lublinowi przetrwać dłużej na rynku. Ostatni polski samochód dostawczy odszedł w ciszy.



















