Chiński minivan wjeżdża do Europy. Macie okazję udowodnić, że naprawdę ich chcecie
Gdyby ktoś zapytał, czego brakuje europejskiemu rynkowi minivanów, odpowiedź mogłaby brzmieć: „minivanów”. Oprócz pojedynczych wyjątków, segment ten na Starym Kontynencie prawie nie istnieje. Denza – córka krótkiego romansu Mercedesa z BYD – wydaje się tym nie przejmować, prezentując D9 DM-i.

Premierowa impreza odbyła się w paryskiej Operze Garnier, co samo w sobie mówi sporo o ambicjach marki. Denza to podmarka premium należąca do koncernu BYD, o czym pisaliśmy już przy okazji jej europejskiego debiutu. Powstała w 2010 roku jako joint venture BYD i Daimlera, ale Mercedes wycofał się z przedsięwzięcia, zostawiając Chińczyków z pełną kontrolą nad marką i – co ważniejsze – z ich własną definicją słowa „premium”. D9 DM-i to drugi model, który trafia na europejskie drogi obok flagowego Z9 GT, który właśnie zadebiutował w Polsce za ponad pół miliona złotych.
Denza ma argumenty
Czym Chińczycy chwalą się tym razem? Przede wszystkim napędem. D9 DM-i wykorzystuje układ Super Hybrid, w którym turbodoładowany silnik benzynowy 1.5 o mocy 120 KM pełni głównie rolę generatora prądu dla dwóch silników elektrycznych – przedniego o mocy 231 KM i tylnego o mocy 61 KM. Rezultat to łączna moc na poziomie 353 KM i napęd na obie osie. Rozpędzenie się do setki ma zajmować 8,6 sekundy. W fotel raczej nie wbije, ale w ważącym prawie 3 tony aucie do wożenia całej rodziny i bagażu to zupełnie wystarczające. W końcu to minivan, nie hot hatch.

Drugim argumentem mają być zasięgi. Akumulator Blade o pojemności 58,5 kWh pozwala przejechać do 210 km w trybie w pełni elektrycznym. Natomiast zalana do pełna Denza ma oferować zasięg łączny rzędu 950 km. Owszem, Mercedes Klasy V na dieslu potrafi przejechać na zbiorniku ponad tysiąc kilometrów – ale okrągłe zero na prądzie. VW Multivan eHybrid oferuje co prawda tryb elektryczny, ale jego 90 km zasięgu na baterii wystarczy na dojazd do pracy i z powrotem.
Trzeci argument to technologia Flash Charging dostarczana przez BYD. Akumulator Blade drugiej generacji ładuje się od 10 do 97 procent w dziewięć minut. Nawet przy temperaturze -30 stopni Celsjusza cały proces od 20 do 97 procent zajmuje dwanaście minut. A raczej ma zajmować, bo – jak przyznaje sama Denza – taka moc ładowania (do 559 kW) jest na razie możliwa wyłącznie przez złącze zaprojektowane pod chiński standard. Na europejskich stacjach CCS będzie wolniej. O ile wolniej – tego na razie nie wiemy.
Luksus we wnętrzu
Najwyraźniej to tu Chińczycy postanowili rozłożyć na łopatki europejską konkurencję, a wiemy, że w gadżety to oni potrafią. Panie, czego tu nie ma… Między przednimi fotelami została upchnięta siedmiolitrowa lodówka, która chłodzi do -6 stopni Celsjusza albo grzeje do 50 stopni. Za dźwięk odpowiada szesnaście głośników francuskiej firmy Devialet – producenta sprzętu audio z półki, na której ceny kolumn zaczynają się od kwoty porównywalnej z ratą za samochód. Sześć stref głosowych w kabinie pozwala każdemu pasażerowi wydawać polecenia systemowi infotainment bez przekrzykiwania reszty rodziny, co – bądźmy szczerzy – przy siedmiu osobach w aucie jest bezcenne.
W wersji Ultimate jest jeszcze weselej. Siedzenia w drugim rzędzie (nazwane Air Spa) rozkładają się do kąta 152 stopni, oferują 16-punktowy masaż, ogrzewanie, wentylację i bezprzewodową ładowarkę 50 W w podłokietniku. Chciałem wymyślić jakiś żart, co jeszcze mogłyby robić, ale nic przyzwoitego już chyba nie zostało. Do tego 12,8-calowe ekrany w oparciach przednich foteli i rozkładane stoliki. Do tego head-up display. Do tego ogrzewanie we wszystkich trzech rzędach siedzeń. Jak lot pierwszą klasą, ale w chińskim minivanie. Przy czym w minivanie masz do tego jeszcze panoramiczny szklany dach.
Ale z bagażem to bez szaleństw
W kwestii pojemności Denza chwali się też koncepcją „777” – D9 DM-i ma pomieścić siedem osób o wzroście 180 cm, siedem walizek kabinowych i siedem plecaków biznesowych. Niemniej doświadczenie podpowiada mi, że jak ktoś wymyśla specjalną „koncepcję”, to robi to po to, żeby nie podać surowych liczb.

Bagażnik ma 430 litrów pojemności przy pełnym odsunięciu trzeciego rzędu siedzeń, 570 litrów po przesunięciu wszystkich rzędów do przodu i 2310 litrów po złożeniu tylnych siedzeń. Na tle konkurencji wygląda to blado. Mercedes Klasy V Long daje ponad dwa razy więcej miejsca na bagaże przy pełnej obsadzie (1030 litrów). Nawet krótszy VW Multivan wygrywa o 39 litrów. Przyczyna jest oczywista – akumulator 58,5 kWh pod podłogą i masywne fotele Air Spa w drugim rzędzie zabierają przestrzeń. No ale jest „koncepcja”.
Sprzedaż ma ruszyć w najbliższych tygodniach we Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, a do końca roku Denza planuje być obecna w ponad trzydziestu europejskich krajach ze stu pięćdziesięcioma punktami sprzedaży. Cen na razie nie podano – podobno poznamy je „wkrótce” – ale w Chinach D9 w wersji hybrydowej startuje od około 390 tysięcy juanów, czyli mniej więcej 210 tysięcy złotych. Na ile ta kwota urośnie po przekroczeniu granicy UE i doliczeniu ceł – dowiemy się niedługo. Biorąc pod uwagę, że Z9 GT w Europie kosztuje trzy razy więcej niż w Chinach, D9 też będzie dużo droższy. Z drugiej strony, w Europie minivan z 210 km zasięgu elektrycznego i łącznym zasięgiem pod tysiąc kilometrów po prostu nie istnieje. Czy to wystarczy, żeby uzasadnić finalną cenę? Być może, ale pod warunkiem że europejskie ładowarki nadążą za obietnicami.



















