CPN nie zatopił stacji paliw. Ceny maksymalne bez wpływu na promocje
Gdy rząd ogłosił pakiet CPN, część branży oraz komentatorów straszyła istnym końcem świata. Drogo kupione paliwo, które teraz będzie trzeba sprzedać taniej, miało wywołać rynkową katastrofę. Tymczasem niewiele się zmieniło. Kierowcy wciąż mogą tankować taniej – i to nie tylko dzięki urzędnikowi z kalkulatorem.

Jeszcze kilka dni temu diesel bił historyczne rekordy – 8,69 zł za litr. Benzyna 95 lokalnie zbliżała się do 7,50 zł. Kierowców na samą myśl o wizycie na stacji paliw oblewał zimny pot. Winne było wszystko naraz: eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie, zakłócenia transportu ropy przez Cieśninę Ormuz i – jak zwykle – opieszałość miłościwie nam panujących.
W końcu jednak rząd sięgnął po narzędzie, którego w Polsce wcześniej nie używano. Pakiet CPN – „Ceny Paliwa Niżej" – trafił na biurko Karola Nawrockiego w locie: prezydent podpisał ustawy na pokładzie samolotu w drodze do USA.
Złotówka mniej, kalkulator na stole
Od wtorku 31 marca obowiązują urzędowe limity: benzyna Pb95 – maksymalnie 6,16 zł za litr, Pb98 – 6,76 zł, diesel – 7,60 zł. Każdego dnia roboczego minister energii Miłosz Motyka ogłasza obwieszczenie w Monitorze Polskim; cena wyliczana jest według sztywnego algorytmu, który uwzględnia średnią hurtową z poprzedniego dnia, akcyzę, opłatę paliwową, marżę detalisty na poziomie 0,30 zł za litr oraz obniżony VAT – z dotychczasowych 23 do 8 procent.
Efekt? Na każdym litrze kierowcy oszczędzają około 1,20 zł w stosunku do cen sprzed tygodnia. Za przekroczenie limitu stacji grozi kara do miliona złotych, a Krajowa Administracja Skarbowa prowadzi niezapowiedziane kontrole.
Stacje mogą natomiast sprzedawać paliwo taniej niż wynosi limit. Chociaż jeszcze w zeszłym tygodniu miało to być nie do pomyślenia. Ustawa nie zabrania konkurowania w dół, a przy urzędowo ustalanych cenach maksymalnych potrzeba wyróżnienia się na tle konkurencji dodatkowo rośnie.
Apokalipsa, która nie nadeszła
Gdy rząd ogłaszał pakiet CPN, w komentarzach nie brakowało głosów, że stacje nie będą w stanie utrzymać promocji przy urzędowo ściśniętych marżach. Tymczasem 1 kwietnia serwis TVN24 Biznes zapytał sieci wprost, co z dotychczasowymi promocjami. Odpowiedzi były zaskakująco spokojne.
Orlen oznajmił, że promocja weekendowa uruchomiona 12 marca trwa w najlepsze i „zostanie utrzymana, zgodnie z ustalonymi wcześniej warunkami”. Użytkownicy aplikacji ORLEN Vitay mogą więc przez osiem weekendów – do 3 maja – tankować Pb95 lub olej napędowy taniej o 20 gr za litr, a po dokupieniu czegokolwiek z oferty sklepu za minimum 5 zł – o 35 gr za litr. Obowiązujące limity to 50 litrów na jedno tankowanie i łącznie 400 litrów w całej akcji. Jak na największą sieć stacji w Polsce – skromnie, ale zawsze coś.
Shell potwierdził, że jego długoterminowa promocja „Paliwa premium w cenie podstawowych” działa bez zmian. Codziennie między 14:00 a 18:00 można wlać do baku Shell V-Power 95 lub V-Power Diesel, płacąc tyle, ile za zwykły FuelSave. Akcja obowiązuje do 25 czerwca. Połączenie godziny szczytu i zniżki to dość oryginalny pomysł – sieć liczy najwyraźniej, że zamiast stać w korku, wpadniesz do nich zatankować.
BP nie złożyło wprawdzie uroczystego oświadczenia, że „promocja żyje”, ale na stronie internetowej sieci nadal wisi akcja „Tankuj 35 gr/l taniej na bp”, ogłoszona 11 marca z terminem ważności do 5 maja. Co środę w aplikacji pojawia się nowy kupon – 35 gr rabatu na Pb95 lub olej napędowy, do 50 litrów, bez obowiązku kupowania kanapki. Można skorzystać raz w tygodniu, łącznie osiem razy. Jak w kalendarzu adwentowym, tylko że z paliwem zamiast czekoladek.
Moya potwierdziła promocję bezpośrednio: do 3 maja aplikacja Super MOYA oferuje przez kolejne weekendy rabat 20 gr za litr na Pb95, Pb98 i ON. Przy zakupie produktu gastronomicznego lub płynu do spryskiwaczy marki Moya zniżka rośnie do 35 gr. Limit – 50 litrów na tankowanie, w sumie siedem kuponów.
Wierni stałym rabatom
AMIC Energy kontynuuje wiosenną promocję z aplikacją AMIC Energy PL, aktywną do 3 maja. Poziomy zniżek są rozbudowane: 30 gr za litr na Pb95 i ON, 40 gr na paliwa Pro i Pb98, a po kupieniu Mega Kawy lub Big Doga – aż 50 gr za litr. Limit jednego tankowania to 30 litrów. Równolegle działa cykliczne „Tanie Środotankowanie" – co środę posiadacze karty lub konta AMIC Club mogą skorzystać z rabatu od 10 do 40 gr za litr bez limitu ilości paliwa. Dziś też dostaliśmy wiadomość, więc możemy potwierdzić, że i ta promocja „przeżyła” wprowadzenie CPN-u.

Circle K stosuje model, który nagradza regularnych bywalców: im częściej tankujesz, tym wyższy rabat wyświetla się w aplikacji w zakładce „Codzienne oszczędności”. Maksima wynoszą 50 gr za litr na paliwa miles+, 30 gr na miles i 15 gr na LPG. Progi rabatowe nie są komunikowane z wyprzedzeniem, co buduje napięcie rodem z thrillera klasy C, ale ostatecznie się opłaca.
Wizerunek droższy od pieniędzy
Sztywna marża 0,30 zł za litr, którą rząd zapisał w pakiecie CPN, jest – jak podkreślił prezes Unimotu Adam Sikorski – niższa od tej, którą jego firma wpisała w tegoroczny budżet. To oznacza, że dla części operatorów sytuacja może nie być różowa. A mimo to kupony wciąż działają, a aplikacje generują kody i przypominają o promocjach.
Sieci uruchomiły promocje przed 31 marca, mają je opłacone marketingowo i regulaminowo zamknięte w konkretnych terminach. Wycofanie się teraz byłoby PR-ową katastrofą. Koszt wizerunkowy mógłby przeważyć nad kosztami finansowymi wprowadzenia CPN-u. Poza tym przy cenach maksymalnych konkurencja przesuwa się z cennika na lojalność. Skoro wszyscy muszą mieć tyle samo na pylonie, jedynym sposobem na przyciągnięcie kierowcy jest aplikacja w jego telefonie.



















