Ośmioletni prestiżowy sedan Toyoty za grosze. 26 tysięcy i zabierasz z pocałowaniem ręki
Toyota zawsze szła swoją drogą i nadal oferuje prestiżowe sedany w nieprestiżowej marce. Wystarczy, że masz 26 tysięcy złotych i możesz poczuć namiastkę luksusu w 8-letnim aucie. Jest tak wyjątkowe, że warto kupić do niego lawetę.

Toyota w pewnym momencie doszła do wniosku, że nie będzie podążać drogą elektryczności. Gdy inni producenci zastanawiali się jak upchnąć baterie do swoich aut, japoński producent wyszedł i powiedział, że stworzy samochody na ogniwa paliwowe zasilane wodorem. Zachwytom nie było końca.
Argumentowano, że skoro Toyota inwestuje w wodór, to znak, że to przyszłość. W końcu trafnie postawiła na hybrydy dwie dekady temu. Powstały dwie generacje wodorowego sedana Mirai i już teraz wiemy, że była to kompletnie ślepa uliczka w rozwoju motoryzacji, która nie ma żadnego sensu. Tak naprawdę nigdy go nie miała, ale to temat na inny wpis.
Ludzie, którzy zaufali Toyocie mają teraz problem. Stacje tankowania wodoru są likwidowane, nie pojawiają się nowe, więc rodzi się problem. Co zrobić z takim autem, które nie może się poruszać bez problemu? Należy je sprzedać. Popatrzyłem na oferty i jestem w szoku. Poprzedni właściciele stracili dziesiątki tysięcy złotych.
Prestiżowy sedan Toyoty za 26 tysięcy złotych. Z tej ceny da się jeszcze coś urwać
Zobaczcie na ten egzemplarz z Gdańska. Ma 9 lat, zaledwie 137 tys. km, stan bardzo dobry, a jednak kosztuje grosze.

Dobry wygląd, świetne wyposażenie. Naprawdę fajne auto, ale niestety cena oznacza desperację autora ogłoszenia, więc jeżeli jesteście wystarczająco odważni, to zapewne pójdzie za mniej i to z pocałowaniem ręki. Sytuacja tak mnie zaciekawiła, że postanowiłem przyjrzeć się innym tanim Mirai. Za 36 tys. zł jest podobna z tego samego rocznika:

Sprowadzona z Norwegii, przebieg zaledwie 90 tys. km. To wręcz nowe auto. Później mamy 3 samochody wypadkowe z USA i Kanady. Zastanawiam się co trzeba mieć w głowie, żeby zdecydować się na import takiego samochodu i to po przejściach. Naprawdę lepiej byłoby spalić te pieniądze w piecu.
Za 49 tys. można mieć pierwszą generację z końca produkcji (2021 rok), ale to nie ma sensu, bo za zaledwie kilkaset złotych więcej macie najtańszą drugą generację w Polsce. 49 999 i wyjeżdżacie z salonu bogato wyposażonym 4-letnim sedanem. Za tyle nie znajdziecie nowego chińskiego auta, a tu mamy praktycznie wszystko, co potrzeba od życia.

Aczkolwiek po przeczytaniu opisu roześmiałem się na głos: Wodór jako alternatywne paliwo cieszy się coraz większym zainteresowaniem a sieć stacji powiększa się. Nice try, panie sprzedający. Gdyby tak było, to auto nie kosztowałoby 25 proc. wartości nowego.
W przedziale 50-70 tys. zł możemy przebierać spośród ponad 15 egzemplarzy, więc jest to optymalny przedział na zakup takiego auta. Jeżeli jesteście wystarczająco odważni, to możecie kupić zarejestrowane egzemplarze z symbolicznym przebiegiem od dealerów Toyoty. Ale znam lepsze sposoby na przepalenie 139 tys. zł.
Jakie wnioski?
Toyota Mirai to sposób, żeby związać się z samochodem na lata. Kupujecie, poprzedni właściciel rzuca wam się w ramiona, a później wy macie problem na dekady, bo nikt tego nie odkupi. Wodór nie będzie się rozwijał, więc ostatecznie skończycie z nieruchomą ruchomością. Nie róbcie sobie tego.



















