Wydałeś 40 tys. zł na FSD w Tesli? Elona boli brzuch ze śmiechu
Tesla przestanie sprzedawać opcję Pełnej Zdolności do Samodzielnej Jazdy. Kto kupił, może zostać prezesem klubu naiwniaków.

Elon Musk poinformował nas, że Tesla przestanie sprzedawać opcję Pełnej Zdolności do Samodzielnej Jazdy (Full Self-Driving). Będzie można korzystać z niej wyłącznie w modelu subskrypcyjnym. Może nie byłoby to nic szokującego, gdyby nie całe tło. Ta opcja kosztuje w Polsce prawie 40 tys. zł i nie robi z autem nic szczególnego. Trochę robi, ale nie staje się pojazdem o właściwościach statku kosmicznego. I tak najzabawniejsze jest to, czym miała być ta opcja i nie będzie. Bo miała być wspaniałą inwestycją.
Opcja Pełnej Zdolności do Samodzielnej Jazdy
Można żyć w przeświadczeniu, że kupując Teslę, za wiele się już nie konfiguruje. Faktycznie klasycznego konfiguratora nie ma. Po wybraniu wariantu napędu da się wybrać głównie kolor lakieru, inne felgi i dokupić hak. Ale pozostaje jeszcze wybór poziomu wspomagania kierowcy przez samochód.
W standardzie dostaniemy Podstawowego Autopilota. Obejmuje on asystenta kierowania i tempomat uwzględniający sytuację drogową. Za 19 500 zł można dokupić Rozszerzonego Autopilota, z większym poziomem wsparcia. Auto będzie mogło na przykład zmienić samodzielnie pas ruchu na autostradzie. Jest także nawigowanie na Autopilocie, czy automatyczne parkowanie.
Najwyższa opcja nazywa się Pełna Zdolność do Samodzielnej Jazdy, mimo że w ogóle pełnej zdolności do samodzielnej jazdy nie zawiera. Tesla opisuje ją tak:
Obejmuje rozszerzonego autopilota oraz funkcję sterowania sygnalizacją świetlną i znakami stopu. Ponadto w przyszłych aktualizacjach Twój pojazd będzie w stanie samodzielnie jeździć przy minimalnej ingerencji kierowcy.
Jest to w dużej mierze obietnica samodzielnej jazdy, niespełniana od lat. Zdaniem Tesli na przeszkodzie stoją jej europejskie regulacje. Na załączonych filmach możemy pooglądać, jak świetnie radzi sobie auto na drogach w innych krajach i faktycznie radzi sobie dobrze.

Sam opis ten opcji pokazuje podejście Tesli do rzetelnego informowania o faktycznych możliwościach samodzielnej jazdy. Niech mi ktoś wytłumaczy, jak samochód steruje sygnalizacją świetlną i znakami stop, bo nie do końca wiem. Domyślam się, że chodzi o to, że auto samo może zatrzymać się przed sygnalizatorem, gdy wyświetlane światło jest czerwone, ale nie to tak opisano. Dość symboliczna nonszalancja w podejściu do prawdy.
Brak precyzji fani mogą wybaczyć, trudniej będzie wybaczyć te wszystkie obietnice.
Samodzielna jazda drogą do wielkiego majątku
Tą opcję kupowało się wierząc w zapewnienia Elona Muska. Cena tej opcji zmieniała się przez lata, głównie rosła. Niezmienna pozostawała obietnica pełnej automatycznej jazdy. Umowa była taka: płacisz dużo teraz, nie dostając całego produktu, ale tak naprawdę oszczędzasz. Oszczędzasz, bo kiedy zdolność do samodzielnej jazdy w końcu nadejdzie, to będzie ona ultra droga. A ty będziesz wygrany, bo kupiłeś taniej.
Ta zdolność do samodzielnej jazdy ma oczywiście aspekt biznesowy. Przez lata sprzedawana była wizja o milionach autonomicznych Tesli zarabiających na swoich właścicieli. Nabywca miał siedzieć w domu, a auto miało pracować, wożąc klientów i przynosząc zyski. Za obietnicę takich luksusów warto było zapłacić, nawet jeśli cena była wysoka.
Teraz wykupić obietnicy luksusu nie będzie się dało. Zostanie wyłącznie model subskrypcyjny. W USA ta opcja kosztuje 99 dolarów miesięcznie, a cena została obniżona z 199 dolarów. Jednorazowa opłata, która zostanie zlikwidowana, to obecnie 8 tys. dolarów.
Wybór tej opcji ma zniknąć w 14 grudnia. Walentynki do dobry dzień na przetestowanie miłości fanów Tesli. Trzeba bardzo kochać Elona, żeby nie zdenerwować się po zapłaceniu równowartości 40 tys. zł, gdy to samo będzie można mieć za niecałe 400 zł miesięcznie i jeszcze mieć możliwość wyłączenia, jeśli nie spełni oczekiwań.







































