Zabawkowe Suzuki istnieje. Uwaga na ogień z wydechu
Nim przejdziecie dalej, ostrzegam – tego nie da się odzobaczyć. Youtuber przerobił Suzuki na zabawkowy jeździk, który strzela z wydechu i staje dęba przy hamowaniu.

W życiu każdego dorosłego człowieka przychodzi moment, gdy w końcu można pozwolić sobie na realizację niespełnionych marzeń z dzieciństwa. Większość z nich jest raczej błaha, jak podróże, kupno drogich gadżetów, zabawek czy zwierzaka, na którego wcześniej nie zgadzali się rodzice. Widocznie niektórym po głowie chodziły jeszcze bardziej szalone pomysły. Dobrym przykładem jest pewien YouTuber, który przeciął Suzuki na pół i zrobił z niego… prawdziwy jeździk.
Suzuki Swift przerobiony na jeździk
Pamiętacie, gdy za dzieciaka wsiadało się do jeździka przypominającego samochód i odpychało się, ile tylko sił w nogach? Oczywiście prędkość nigdy nie była wystarczająca, dlatego zawsze był niedosyt. Wtedy można było tylko pomarzyć, żeby zabawka miała silnik i mieściła więcej niż jedną osobę. Okazuje się jednak, że pewien youtuber z Australii zmienił wizję w rzeczywistość i zbudował dokładnie coś takiego. Twórca kupił bowiem używanego Suzuki Swifta z 2006 roku i przerobił go na jeżdżącego odpowiednika zabawkowego Little Tikes Cozy Coupe.
Samochód rzekomo kosztował go 500 dolarów australijskich, czyli jakieś 1250 zł. Pięciodrzwiowy hatchback już seryjnie mierzył 3695 mm, czyli był bardzo mały, ale youtuber stwierdził, że wykorzystanie seryjnego auta byłoby zbyt proste. Właśnie dlatego przeciął Swifta na pół, by uzyskać krótszy rozstaw osi. Następnie znajomi zespawali ze sobą wszystkie potrzebne elementy i połączyli przednią część samochodu z tylną. Co ciekawe, to samo musieli zrobić z drzwiami, które zespawano w połowie, by mogły się normalnie otwierać.
Wygląda lepiej niż oryginał
Ponowne złożenie Swifta w całość było tylko częścią zadania. Równie ważnym etapem było też upodobnienie go do zabawkowego jeździka Little Tikes Cozy Coupe. Chłopaki wykorzystali do tego czerwoną farbę, której struktura przypominała plastik. Słupki i dach polakierowano na żółto, a stalówki pomalowano na biało. Swifta ozdobiono nawet logo Little Tikes. Szkoda, że w projekcie nie uwzględniono charakterystycznych reflektorów z oczami i uśmieszku, choć z drugiej strony może to i lepiej, bo od zawsze wydawał się trochę przerażający.
Wisienką na torcie niech będzie fakt, że układ wydechowy Swifta przeniesiono z tyłu na bok, a dzięki przeróbkom przy mocniejszym wciśnięciu gazu zieje ogniem jak rasowy supersamochód. Co więcej, przy mocniejszym hamowaniu Suzuki wręcz staje w miejscu i unosi tylne koła. Nathan Paykin zdradził, że jego głównym celem było wskrzeszenie radości sprzed lat, jednak w nieco większej formie i trzeba przyznać, że wyszło naprawdę nieźle. Szkoda, że Swift nie może poruszać się po drogach publicznych, ale nawet bez tego będzie odwracał głowy i wywoływał nostalgię wśród ludzi, którzy zobaczą go na różnych zlotach motoryzacyjnych.
Więcej niecodziennych projektów znajdziesz tutaj:







































