Bardzo chcieli na siebie trafić. Zimowe zdarzenie na przejściu dla pieszych
Kto zawinił? Na przejściu dla pieszych w Piasecznie tak naprawdę nikt nie zachował się tak, jak powinien. Ale prawdziwy winowajca jest jeden.

Dawno nie mieliśmy już prawdziwej zimy. Dla wielu kierowców to pierwszy tak śnieżny sezon, nawet jeśli mają prawo jazdy od lat. Trzeba się dostosować do nowych warunków: jest ślisko, można się zakopać, hamowanie wymaga więcej miejsca, a od śniegu słońce się odbija i oślepia.
Może dochodzić do niebezpiecznych sytuacji
Ta uwieczniona na filmie z kanału „Bandyci Drogowi” zapowiada się przerażająco: jest przejście dla pieszych, pieszy i kierowca, który wydaje się pokonującego pasy pieszego kompletnie nie widzieć.
Czy oślepiło go słońce? Było pochmurno, więc nie. Czy patrzył w telefon? Tego już wykluczyć nie można. Na szczęście do potrącenia nie doszło, bo biała jak śnieg Honda Jazz w końcu znalazła się w zaspie. Kierowca w ostatniej chwili skręcił, omijając pieszego. Na szczęście na chodniku nikt nie stał.
W komentarzach ludzie obwiniają pieszego
Młody mężczyzna wszedł na pasy w sposób bardzo zdecydowany i nie zwalniał kroku do ostatniej chwili. Być może nie zauważył białego auta na białym tle, albo - co bardziej prawdopodobne - spodziewał się, że kierowca jednak zahamuje. Może nie wziął pod uwagę, że droga hamowania na śliskim jest dłuższa i że jeśli auto jeszcze nie zwalnia, to może się to nie udać. Jego odwaga jest godna, no może nie podziwu, ale zauważenia.
Czy to była jego wina? Nie, ponieważ pieszy na pasach ma pierwszeństwo. Obowiązkiem osoby z Hondy było go przepuścić - i gdyby obserwowała drogę tak bacznie, jak należy to robić, zauważyłaby go w porę. Dało się to zrobić, mimo „niezłego” tempa marszu mężczyzny.
Ale pieszy mógł zrobić więcej, by zapobiec problemom
Dodajmy, że jeśli chodzi o problemy zdrowotne, to najpewniej tylko on by ich doświadczył. Czyli mamy tu klasyczną sytuację, w której „do tanga trzeba dwojga”. Wina byłaby tylko po stronie osoby z Hondy, ale pieszy też nie zrobił wszystkiego, co trzeba, by uchronić się od zostania rannym. Jeśli auto na was jedzie i niebezpiecznie długo nie zwalnia, lepiej zwolnijcie kroku albo uciekajcie. Mam nadzieję, że z tej sytuacji obydwie strony wyciągną wnioski. Dobrze, że nie doszło do tragedii, ale jeśli w Hondzie skrzywił się zderzak, rachunek za naprawę może sprawi, że jej kierowca będzie lepiej obserwował drogę.







































