Państwo zabrało pijanym 15 tys. aut. Zysk na każdym to… równowartość smartfona
Dwa lata temu weszły w życie przepisy o konfiskacie samochodów kierowców prowadzących pod wpływem alkoholu. To dobry czas na pierwsze podsumowanie – i liczby są tak fascynujące, że aż trudno oderwać od nich wzrok. Szczególnie ten jeden, konkretny wynik: 4266 złotych.

14 marca 2024 roku Polska dołączyła do grona krajów, które postanowiły zabierać pijanym kierowcom to, co mają najcenniejszego – samochód. To kamień milowy w walce z plagą, która co roku uśmierca na naszych drogach setki osób. W 2024 roku uczestnicy ruchu pod wpływem alkoholu spowodowali 1460 wypadków, w których zginęło 211 osób. Przepisy, które miały temu zaradzić – art. 44b Kodeksu karnego, wprowadzony ustawą z 7 lipca 2022 r. – weszły w życie z półtorarocznym opóźnieniem. Jak to w Polsce bywa, legislacja potrzebuje rozbiegówki.
Na autoblogu pisaliśmy o tym pomyśle, jeszcze zanim stał się prawem, z dużą dozą sceptycyzmu. Czas sprawdzić, kto miał rację.
Skala robi wrażenie
Od 14 marca 2024 do 25 marca 2026 roku policja tymczasowo zajęła łącznie 15 206 pojazdów. Niemal 7600 z nich zatrzymano w pierwszym roku obowiązywania prawa – podała Komenda Główna Policji w marcu 2025 roku. Kolejne 7600 trafiło w ręce funkcjonariuszy od stycznia do końca pierwszego kwartału 2026. Pijaństwo za kółkiem okazuje się zatem zadziwiająco odporne na bodźce prawne – a przypomnijmy, że w tym samym czasie policja ujawniła 92 324 kierowców jeżdżących po alkoholu tylko w 2024 roku. Codziennie, statystycznie, za kratkami powinna lądować pełna widownia małego kina.

Z tych 15 206 zajętych aut do końca lutego 2026 roku Krajowa Administracja Skarbowa zlicytowała 6316 pojazdów. To niespełna 42 procent zajętego przez policję mienia. Co z pozostałymi? Część pewnie wciąż czeka na zakończenie postępowań sądowych lub na licytację. Część trafiła zapewne na złom – bo nie każde auto zabrane pijanemu nadaje się do sprzedaży na aukcji.
Cztery tysiące złotych. I to jest zysk
Wpływy budżetowe ze sprzedaży tych 6316 aut wyniosły dokładnie 26 943 528,79 złotych. Brzmi dumnie. Dzieląc przez liczbę sprzedanych pojazdów, wychodzi średnio 4266 złotych za sztukę. Tyle kosztuje dziś przyzwoita hulajnoga elektryczna.
Od tej kwoty odliczyć trzeba jeszcze koszty przechowywania i ubezpieczenia – te wyniosły łącznie 2 940 945 złotych przez cały dwuletni okres. Realny średni zysk netto na jednym aucie to zatem niecałe 3800 złotych. Koszty udało się utrzymać na rozsądnym poziomie m.in. dlatego, że wiele izb skarbowych dysponuje własnymi parkingami, a ubezpieczenie OC – zgodnie z przepisami – Skarb Państwa może kontynuować, o ile ta nie wygasła w trakcie postępowania.
Rekordzistą pod względem liczby zlicytowanych aut jest Warszawa z wynikiem 767 pojazdów. Podium uzupełniają Poznań (576) i Kraków (538). Z kolei najskromniejszy wynik odnotowało Opole: 152 pojazdy. Opolanie albo jeżdżą trzeźwo, albo po prostu mają mniej aut do skonfiskowania.
Bogaci kombinują, biedni płacą autem
W pierwszych trzech kwartałach 2025 roku do urzędów skarbowych wpłynęło 4400 orzeczeń o przepadku pojazdu. Sprzedano 3500 aut za sumę 14,2 mln złotych – przy średniej wartości około 4000 złotych za sztukę. W kolejnych 978 sprawach sądy orzekły przepadek nie samego auta, lecz jego równowartości – bo pojazd należał do kogoś innego albo sprawca go ukrył. Tu kwoty robią wrażenie: łącznie wyegzekwowano blisko 42,9 mln złotych, a średnia wartość jednej takiej egzekucji to prawie 44 000 złotych.
Innymi słowy – ktoś świadomy przepisów wsiada za kółko starego gruchota wartego trzy tysiące złotych i w razie wpadki traci gruchota, a nie traci majątku. Sprytne. Tyle że gruchot nadal jedzie po drodze, a kierowca nadal jest pijany – i to jest jedyna rzecz, która naprawdę ma tu znaczenie.
W sumie – łącząc wpływy ze sprzedaży aut i z egzekucji przepadku równowartości – przez pierwsze trzy kwartały 2025 roku do budżetu trafiło ponad 57 mln złotych. Dla porównania: w całym 2024 roku (od marca) ze sprzedaży pojazdów uzyskano ok. 2,3 mln złotych, a orzeczeń o przepadku równowartości skutecznie wyegzekwowano ledwie 128. System rozruszał się porządnie dopiero w 2025 roku – i chwała mu za to.
Czy to działa?
To jest pytanie za sto punktów. Odpowiedź brzmi: trochę tak, trochę nie wiadomo, trochę nie. Liczba ujawnionych pijanych kierowców w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 roku wyniosła 72 100 – i gdyby ta tendencja się utrzymała, rok 2025 zamknąłby się niżej niż 2024 (92 300 osób). To pozytywny sygnał, ale przy takich liczbach trudno mówić o sukcesie.
Eksperci od bezpieczeństwa ruchu drogowego zwracają uwagę, że fizyczna utrata samochodu przemawia do wyobraźni bardziej niż kara pieniężna. Jednocześnie – jak wskazuje analiza danych – sama represja nie wystarczy. Pijaństwo za kółkiem to problem kulturowy, a nie wyłącznie prawny. Na żaden problem kulturowy nie zaradzono jeszcze ustawą karną. Przynajmniej nie w ciągu dwóch lat.
Warto przy tym odnotować, że konstytucyjność obligatoryjnego przepadku pojazdu jest właśnie badana przez Trybunał Konstytucyjny. Pytanie prawne dotyczy zgodności przepisów z zasadą proporcjonalności i niezawisłości sądowniczej. Innymi słowy – prawo, które miało rozwiązać problem, samo staje przed sądem. Na dalszy rozwój spraw musimy jeszcze poczekać.



















