Lamborghini Gallardo spłonęło w Warszawie. Moje dawne marzenie w płomieniach
Smutny 1 kwietnia dla właściciela zielonego Lamborghini Gallardo. Samochód spalił się w Warszawie, ale być może jeszcze nie wszystko stracone.

Lamborghini Gallardo było jednym z pierwszych samochodów tej klasy, które zobaczyłem na ulicy. Miałem wtedy jakieś 12 lat, więc widok białego supersamochodu sprawił, że stałem jak wryty i się gapiłem. Początek XXI wieku nie był czasem, w którym takie auta widziało się - nawet w centrum Warszawy - po kilka razy dziennie. Kiedyś to było naprawdę coś. Oczywiście, potem Gallardo strasznie mi się marzyło.
Obecnie taki samochód można kupić za ok. 300-350 tysięcy złotych
Nie powiem, że to grosze, ale trzeba przyznać, że to już nie tak abstrakcyjna kwota. Niestety - kupno to jedno, a utrzymanie kapryśnego, egzotycznego wozu z drogimi częściami i masą nietypowych rozwiązań to drugie. Mimo pokrewieństwa z Audi, Lamborghini Gallardo nie jest ani tanie, ani proste w obsłudze. Poza tym, po latach może okazać się już dość męczące. Co nie znaczy, że przestało mi się podobać.
Dlatego zasmucił mnie wczorajszy pożar w Warszawie
Jeden z wczesnych egzemplarzy Gallardo zaczął się palić podczas jazdy trasą S79. Jak podaje Miejski Reporter, „kierowca Lamborghini oraz przypadkowi świadkowie jako pierwsi rozpoczęli akcję gaśniczą, co umożliwiło opanowanie ognia w jego początkowej fazie. Po chwili na miejsce przybył zastęp straży pożarnej, który przejął dalsze działania ratownicze. Strażacy dokładnie dogasili ogień i wykorzystali kamerę termowizyjną, by upewnić się, że nie ma żadnych ukrytych zarzewi ognia”.
Jaka była przyczyna pożaru? To awaria silnika, która spowodowała wyciek oleju bezpośrednio na rozgrzany wydech. Stąd wziął się ogień. Jeśli ktoś uważa, że to auta elektryczne są szczególnie zagrożone pożarem - to pora zmienić zdanie.
Na szczęście nikomu nic się nie stało
Samochód jest uszkodzony, ale nie wygląda fatalnie. Być może opłaca się go naprawić. Wiadomo, że to tylko kupa blachy, ale i tak można się nieco zasmucić, oglądając zdjęcia. Właściciel miał sporo szczęścia - gdy mój kolega doświadczył podobnego problemu (olej kapiący na wydech), ledwo zdążył wyjąć ze środka plecak z dokumentami. Chwilę później jego auto zamieniło się w zgliszcza.
Dbajcie o swoje samochody, nawet gdy nie są supersamochodami. Właścicielowi Gallardo współczuję i życzę powodzenia przy ewentualnej odbudowie lub spełnianiu kolejnego marzenia.