Jeździłem nowym Compassem. Wiem, jaka jest zawartość Jeepa w Jeepie
Z każdą kolejną generacją Jeep Compass staje się coraz bardziej europejski. Na mazowieckich drogach w czasie roztopów sprawdziłem, czy pamięta jeszcze o swoich amerykańskich korzeniach.

Nowy Jeep Compass stał się już Europejczykiem z krwi i kości – powstaje w fabryce w Melfi na południu Włoch i bazuje na stellantisowej platformie STLA Medium. To ostatnie oznacza, że od strony technicznej jest kolejnym „bliźniakiem” Citroena C5 Aircross, Peugeota 3008 i Opla Grandlanda. Jadąc na polską prezentację nowego Compassa, zastanawiałem się więc, „jaka jest zawartość cukru w cukrze”, czyli ile z Jeepa faktycznie w nim pozostało. Przyjrzałem się trzem głównym aspektom.

Po pierwsze – stylistyka
Biorąc pod uwagę wygląd, należy uznać, że Compass w najnowszym wydaniu godnie kontynuuje dziedzictwo Jeepa. Pudełkowate nadwozie z charakterystycznym siedmioszczelinowy grillem, trapezoidalnymi nadkolami i krótkimi zwisami jednoznacznie wskazuje z jaką marką mamy do czynienia. Zatem punkt dla niego.

Opisywane auto ma 455,2 cm długości, 192,8 cm szerokości i 165,2 cm wysokości (167,5 cm z relingami dachowymi), a jego rozstaw osi to 279,5 cm. W porównaniu z poprzednikiem nowy Compass wyraźnie urósł – jest o 14,4 cm dłuższy i o 8,5 cm szerszy, a odległość między osiami zwiększono o 15,9 cm. A jak wypada na tle wspomnianego we wstępie „rodzeństwa”?

3008 jest niezauważalnie krótszy (ok. 1 cm), natomiast Grandland i C5 Aircross okazują się trochę dłuższe (ok. 10 cm). Co ciekawe, Jeep posiada oczywiście najlepsze parametry terenowe (kąt natarcia 20 stopni, kąt zejścia 25 stopni, kąt rampowy 15 stopni), ale pozostałe trzy SUV-y wiele do niego pod tym względem nie tracą, a wszystkie cztery mają w zasadzie identyczny prześwit (ok. 20 cm).

Po drugie – wnętrze
W kabinie klimat Jeepa również jest mocno wyczuwalny. Nie brakuje nawiązań do historii marki oraz tzw. easter eggs, które w przypadku nowego Compassa mogą dosłownie przybrać formę jajek – w postaci wytłoczki na gumowych dywanikach. Do tego dochodzi coś, co ceni się w SUV-ach, czyli duża liczba schowków (ich łączna pojemność to 34 l, aż o 20 l więcej niż w poprzednim modelu) oraz osłonięte progi, dzięki czemu przy wsiadaniu nie brudzi się nogawek spodni.







W obu rzędach foteli miejsca jest pod dostatkiem (według Jeepa przybyło 1 cm nad głowami i 2 cm na wysokości ramion z każdej strony). Osoby podróżujące na tylnej kanapie mają dodatkowo 2 cm więcej przestrzeni na nogi. Spory atut dla jadących z tyłu stanowią też prawie płaska podłoga, dodatkowe nawiewy i podłokietnik z dwoma uchwytami na kubki. Bagażnik o pojemności 550-1645 l ma duży otwór załadunkowy, odporny na zarysowania próg i podwójną podłogę, ale w codziennej eksploatacji może doskwierać brak haczyków na torby i gniazda 12V.











Kokpit wydaje się odrobinę przekombinowany i nie każdemu przypadnie do gustu ze względu na dużą różnorodność materiałów. Sama obsługa wypada pozytywnie (m.in. za sprawą fizycznych przycisków-skrótów), ale już multimedia budzą mieszane uczucia – ekran centralny jest trochę za bardzo odchylony, a system mógłby działać nieco szybciej. No i niezmiennie zastanawia mnie, kto w Jeepie zatwierdził umieszczenie logo Dacii we wnękach w desce rozdzielczej. Przecież podobieństwo jest uderzające.









Po trzecie – napęd
Tutaj czeka największe rozczarowanie, bowiem wszystkie aktualnie dostępne wersje silnikowe są przednionapędowe. Wariant 4x4 dołączy do oferty później i... będzie w pełni elektryczny. Szkoda, że Jeep nie zdecydował się na podobne rozwiązanie co w Avengerze 4xe, czyli z silnikiem spalinowym z miękką hybrydą z przodu i elektrykiem przy tylnej osi.
Na ten moment można wybierać między wersją elektryczną (213 KM), hybrydą plug-in (225 KM) i odmianą e-Hybrid (145 KM), którą testowałem. To dobrze znana jednostka napędowa oparta na benzynowym silniku 1.2 turbo i układzie mild hybrid. Przy spokojnej jeździe jest całkiem oszczędna, ale przy dynamicznej daje o sobie znać jej 3-cylindrowa natura i w kabinie słychać wyraźny warkot.

Nowy Compass zrywa z tradycją amerykańskiej marki również pod względem zachowania na drodze, choć w tym przypadku to akurat bardzo dobrze. Opisywany SUV Jeepa prowadzi się bardzo po europejsku i pozostaje stabilny nawet przy ostrzej pokonywanych zakrętach, ale nie jest mistrzem komfortu na nierównej nawierzchni.

Ile pali wersja e-Hybrid?
Katalogowe spalanie na poziomie 5,8 l/100 km można raczej włożyć między bajki. W egzemplarzu, którym jeździłem, komputer pokładowy wyświetlał średnią 7,9 l/100 km z ostatnich 1670 km. Na liczącej 135 km trasie testowej obejmującej trasę szybkiego ruchu i drogi lokalne zużycie paliwa wyniosło 7,1 l/100 km, natomiast przy prędkości 120 km/h na tempomacie oscylowało wokół 6,5 l/100 km.
Co typowe dla miękkich hybryd od Stellantis, podczas jazdy ze stałą prędkością i przy manewrowaniu układ napędowy potrafi przejść w tryb elektryczny, a silnik spalinowy w tym czasie nie pracuje. Warto wspomnieć, że konstruktorzy Jeepa zadbali też o to, żeby wyłącznik systemu start-stop był pod ręką i nie trzeba go szukać w zakamarkach menu pokładowych multimediów.

Ile kosztuje nowy Jeep Compass?
Na widok aktualnego cennika Jeepa twarz sama się uśmiecha, bowiem dzięki trwającej promocji płaci się mniej, a dostaje więcej. Najtańszy nowy Compass e-Hybrid kosztuje teraz 139 690 zł. W tej kwocie otrzymuje się auto w podstawowej wersji Altitude z pakietem Convenience i lakierem metalizowanym.
Jak na bazowy wariant nie jest wcale biednie. Na liście wyposażenia seryjnego znajdują się m.in. 18-calowe felgi aluminiowe, dwustrefowa klimatyzacja, adaptacyjny tempomat, jazda autonomiczna na poziomie 2, bezkluczykowy dostęp i uruchamianie, reflektory LED, 10,25-calowe cyfrowe zegary, a także multimedia z 16-calowym ekranem dotykowym, nawigacją oraz bezprzewodowym Apple CarPlay i Android Auto. Wliczony w cenę pakiet Convenience zapewnia dodatkowo m.in. kamery 360 stopni, elektrycznie otwieraną klapę bagażnika i indukcyjną ładowarkę do telefonu.







Druga i zarazem najwyższa w ofercie wersja First Edition jest wyceniana obecnie na 152 970 zł i zawiera w standardzie opcjonalny pakiet Premium. Dzięki temu jej specyfikacja obejmuje m.in. matrycowe światła LED, elektrycznie regulowane, podgrzewane i wentylowane fotele przednie z funkcja masażu oraz system audio Focal Premium z 10 głośnikami.

Za wariant e-Hybrid Plug-in trzeba zapłacić odpowiednio: 179 150 zł (Altitude) lub 186 990 zł (First Edition). Pełny elektryk jest z kolei nawet nieco tańszy – kosztuje odpowiednio: 175 340 zł (Altitude) lub 182 570 zł (First Edition).
Który wariant należy zatem wybrać?
Po dniu spędzonym z nowym Jeepem Compassem w podstawowej wersji z bazowym napędem e-Hybrid mogę stwierdzić, że na co dzień taka specyfikacja wydaje się całkowicie wystarczająca, zarówno pod względem wyposażenia, jak i osiągów. A i okazjonalne dalsze wypady nie powinny być dla niego problemem.

Jeep Compass 2026 – dane techniczne
- silnik: 1.2 e-Hybrid
- moc: 145 KM
- moment obrotowy: 230 Nm
- skrzynia biegów: 6-biegowa dwusprzęgłową eDCT
- napęd: przedni
- przyspieszenie 0-100 km/h: 10,3 s
- prędkość maksymalna: 188 km/h
- średnie zużycie paliwa: 5,8 l/100 km
- długość: 455,2 cm
- szerokość: 192,8 cm
- wysokość: 165,2 cm
- rozstaw osi: 279,5 cm
- prześwit: 20,0 cm
- pojemność bagażnika: 550-1645 l
- masa własna: 1667 kg
- ładowność: 548 kg
- cena: od 139 690 zł



















