REKLAMA

Wyszedł się przewietrzyć. Spotkał wóz z gatunku "wszystko źle"

Mój serdeczny kolega wykonał dzisiaj zdjęcie egzotycznie wyglądającego wozu transportowanego na lawecie i rzucił na nasz graciarski tapet, abyśmy pomogli rozpoznać markę i model. Wnioski są szokujące.

Wyszedł się przewietrzyć. Spotkał wóz z gatunku „wszystko źle”
REKLAMA

Auto, nieco niekompletne, to Intermeccanica Murena 429 GT. Pojazd to niezwykle rzadki, ponieważ wyprodukowany w liczbie zaledwie od kilku do kilkunastu egzemplarzy - w zależności od tego, kto pyta i gdzie sprawdzamy tę informację. Jego projekt powstał w 1969 roku, w wyniku ucieleśnienia pomysłu dwójki ludzi na produkcję szybkiego i luksusowego kombi.

fot. Marcin Brzykcy
WTEM!
REKLAMA

Intermeccanica Murena to dziecko amerykańsko-włoskiej współpracy

Sam pomysł wyszedł ze Stanów Zjednoczonych, jednak wykonanie jeżdżącego samochodu jest już owocem kooperacji kilku niezależnych od siebie firm. Koncepcja szybkiego i luksusowego kombi to wizja Josepha Vosa, szefa firmy American Murena Motors, oraz Charlesa Schwendlera, który był kolegą Josepha Vosa. Brzmi jak duet, gdzie jeden jest od myślenia, a drugi od wykładania pieniędzy.

Włoski wątek tej historii związany jest z projektem i produkcją nadwozia, które jest dziełem firmy Intermeccanica. Firma z siedzibą w Turynie od lat zajmowała się produkcją zestawów tuningowych do europejskich samochodów, natomiast niedługo przed pomysłem ekstrawaganckiego kombi zajęła się również produkcją kompletnych i jeżdżących pojazdów.

Jednym z nich był wóz Apollo GT, wyglądający jak skrzyżowanie Ferrari z Jaguarem E-Type.

Samochód został zaprezentowany w Nowym Jorku w 1969 roku

Nadwozie auta nazwanego Intermeccanica Murena 429 GT było absurdalnie długie, bo rozciągało się na ponad 5 metrów. Przy wzroście poniżej półtora metra wyglądało na jeszcze dłuższe. Uroda jest rzeczą dyskusyjną, ale subiektywnie samochód sprawiał wrażenie, jakby ktoś rozciągnął obrazek w poziomie i nie zrobił tego samego w pionie.

Ryło beret za to wyposażenie, na które składała klimatyzacja, kubełkowe fotele i generalnie całe wnętrze wykończone skórą jednorożca, a także elektryka wszystkiego, co tylko mogło być elektryczne. Wszystko uzupełniał… minibar, aby wszyscy czterej pasażerowie mogli sobie umilać podróż. Pardon, trzej - kierowca niech się lepiej skupi na drodze. Efektem takiego wyposażenia była masa własna wynosząca około 1700 kilogramów.

Do napędu posłużył 7-litrowy silnik V8 z Forda

A dokładniej, z Forda Thunderbirda, wraz z automatyczną skrzynią biegów. Taki zestaw produkował moc 360 koni mechanicznych i moment obrotowy rzędu 480 Nm. Parametry były potrzebne, aby pchnąć tę ważącą przecież niemało kupę żelaza z miejsca i rozpędzić do jakiejś sensownej prędkości.

Koncepcja mariażu włoskiego nadwozia z amerykańskim silnikiem nie jest akurat niespotykana, bo podobny zestaw można było spotkać np. w DeTomaso Panterze. I tam również była to widlasta “ósemka”.

Wóz jeździł jak babciny fotel

Tak uważają ci, którzy mieli okazję go poprowadzić. Dość prosta, żeby nie powiedzieć prymitywna konstrukcja zawieszenia nastawiona była raczej na miękkość jazdy, a nie wykręcanie życiówek na Nurburgringu. Samochód miał typowe wahacze poprzeczne z przodu i sztywny most napędowy z tyłu - jak w, za przeproszeniem, Polonezie.

Jeżeli Amerykanie biorą się za zbudowanie sportowego auta, to możemy być pewni, że zostanie to na pewno zrobione źle. Owszem, wóz na prostej na pewno leciał jak pocisk, ale wszystko się rypło już na pierwszym zakręcie.

Co zaś z hamowaniem? W tym przypadku akurat żaden problem, ponieważ na obydwu osiach znajdowały się hamulce tarczowe. Wóz zatem nie tylko porządnie przyspieszał, ale również prawidłowo i bezpiecznie hamował.

Intermeccanica Murena kosztowała 15 tysięcy dolarów i sprzedawała się beznadziejnie

Dlatego liczba wyprodukowanych egzemplarzy zamknęła się na liczbie zaledwie najwyżej kilkunastu sztuk. Informacje dotyczące ich rzeczywistej liczby są niejasne, aczkolwiek najczęściej wspomina się o 10 powstałych egzemplarzach Mureny.

Jednym ze znanych właścicieli Mureny 429 GT był m.in. sam Elvis Presley.

REKLAMA

Historia przewożonego lawetą egzemplarza nie jest mi znana

Sytuacja była dynamiczna, tak że udało się wykonać jedynie zdjęcie przejeżdżającej lawety. Cóż to jest za konkretny egzemplarz, skąd pochodzi i dokąd zmierza - tego niestety nie wiemy, bo i skąd mielibyśmy wiedzieć. Być może nieświadomie zdradzamy właśnie tajemnicę państwową.

Tak, czy inaczej, automobil jest naprawdę niezwykły.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-02T16:21:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T10:01:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-01T17:01:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-01T13:33:47+02:00
Aktualizacja: 2026-05-01T08:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-30T19:15:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA