REKLAMA

Chciał zawadiacko włączyć się do ruchu. Żuk miał inne plany

Jazda starym wozem o słabym silniku i wysoko położonym środku ciężkości to duże wyzwanie. Niedawno przekonał się o tym pewien kierowca Żuka, który wylądował kołami do góry.

Chciał zawadiacko włączyć się do ruchu. Żuk miał inne plany
REKLAMA

Co się wydarzyło? W Świdniku na Lubelszczyźnie, prowadzący Żuka chciał dynamicznie włączyć się do ruchu, ale chwilowo zapomniał o tym, że prowadzi Żuka, a nie np. Fiata Ducato. W rezultacie, wartko dogonił go jadący prostopadle kierowca Forda, przydzwonił mu w burtę, przez co Żuk zrobił fikołka i wylądował na dachu. Trochę smutno, trochę straszno, najważniejsze jednak, że wszyscy uczestnicy wypadku wyszli z niego cali. Może oprócz Żuczka, ale buda na ramie tak łatwo nie klęka na robocie. Ze zdarzenia można również wyciągnąć kilka wniosków.

REKLAMA

Porównanie zniszczeń obu pojazdów doskonale obrazuje postęp w kwestii bezpieczeństwa biernego

Laik powie: huehuehue te nowe to dziadostwo, po zderzeniu ze starym gruchotem zwinął się w rulon, a stary gruchot tylko odrobinę się zarysował.

Mądry powie: tak działa strefa kontrolowanego zgniotu, przez co kabina pasażerska Forda pozostała nietknięta, a kierowca po takim dzwonie musiał sobie jedynie odetkać uszy po wystrzale poduszki powietrznej.

Kolejną rzeczą dzisiaj nie do pomyślenia jest to, że z Żuka wyskoczyła i zupełnie potłukła się przednia szyba. Samo wypadanie przedniej szyby w całości było kiedyś traktowane jako synonim bezpieczeństwa, ale rozwalenie się na kawałki już nieco mniej.

Również to, że Żuk położył się na plecach, nie świadczy o nim najlepiej

Samochody dostawcze zawsze cierpiały na kłopot wysoko położonego środka ciężkości, niemniej zazwyczaj nie przewracają się pod wpływem byle uderzenia bocznego. Mogą się zachwiać, ale przeważnie utrzymują pion.

Uderzenie boczne to jedno z najbardziej niebezpiecznych zdarzeń w ruchu drogowym. Nie ma możliwości stworzenia strefy zgniotu w tym miejscu, ponieważ kierowca musiałby siedzieć półtora metra od bocznej krawędzi wozu. Tak więc prawie całą energię uderzenia przyjmuje na siebie szofer.

Żuk ma nadwozie osadzone na ramie, przez co zarazem i wysoko osadzony środek ciężkości. Ponadto, co było jedno z jego większych wad konstrukcyjnych, miał wąski rozstaw kół, co dodatkowo pogorszyło jego stateczność. W wyniku wszystkich tych cech oraz uderzenia z boku Żuk po prostu wywinął orła.

Paradoksalnie, prawdopodobnie wywrotka na dach uratowała kierowcy Żuka skórę

Tyle, że dzięki temu energia uległa rozproszeniu. Jeżeli kierowca miał zapięte pasy bezpieczeństwa, co najwyżej nieco zakręciło mu się po takiej akcji w głowie.

Natomiast w sytuacji, kiedy na miejscu Żuka znalazłoby się nowocześniejsze auto, zostałoby na kołach i straty mogłyby być większe. Samochód zapadłby się do środka, a kierowcę zabolałoby to znacznie mocniej, niż ewentualne położenie wozu na bok.

REKLAMA

Tyle, że nowocześniejszy wóz pewnie zdążyłby odpowiednio sprawnie włączyć się do ruchu i całej debaty by nie było.

Kierowcy Żuka, jak i samemu Żuczkowi życzymy zaś zdrowia.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-03T09:01:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-03T07:59:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-03T07:29:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T16:21:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T10:01:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-01T17:01:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-01T13:33:47+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA