Punkty karne nawet po 4 latach. Ten system ma poważne wady
Mandat przedawniony, grzywna nieściągalna – a punkty karne wciąż świecą w rejestrze. Poseł złożył interpelację w sprawie absurdu, który od lat trapi nierzetelnych płatników.

Polskie prawo ma niezwykłą zdolność do jednoczesnego zapominania i pamiętania. Weźmy na przykład podatki: zobowiązanie podatkowe przedawnia się po 5 latach, ale urząd skarbowy może w każdej chwili wszcząć „postępowanie karnoskarbowe”, które magicznie zatrzymuje bieg terminu, zanim komukolwiek zostanie postawiony jakikolwiek zarzut. Nowy projekt nowelizacji Ordynacji podatkowej idzie jeszcze dalej, bo zakłada, że po przedawnieniu samego długu sprawca będzie musiał zapłacić jego równowartość na podstawie przepisów karnych. Dług „zapomniany”, ale rachunek jak najbardziej aktualny.
Podobnie ma się sprawa z mandatami za przekroczenie prędkości. Tutaj natomiast nie jest potrzebne żadne postępowanie. Prawo jest po prostu dziurawe. Po trzech latach od wykroczenia karalność się przedawnia, w związku z czym wygasa też możliwość ściągnięcia grzywny. W teorii sprawa zamknięta. W praktyce pozostają jeszcze punkty karne, które mogą jeszcze przez konkretny czas świecić na koncie kierowcy. Witamy w polskim prawie drogowym.
Kara w bonusie
Na tę lukę systemową zwrócił uwagę poseł Rafał Komarewicz, składając interpelację nr 16791 do ministrów infrastruktury oraz spraw wewnętrznych i administracji. Zgodnie z art. 45 § 3 Kodeksu wykroczeń karalność wykroczenia ustaje po upływie 3 lat od jego popełnienia. Ściągalność grzywny nałożonej mandatem karnym przedawnia się zatem po 3 latach od uprawomocnienia się mandatu, o ile w tym czasie nie wszczęto skutecznego postępowania egzekucyjnego. Do tej pory wszystko brzmi logicznie.
Problem pojawia się, gdy spojrzymy na punkty karne. Od 17 września 2023 roku obowiązuje zapisana w art. 98 ustawy o kierujących pojazdami zasada, że punkty karne znikają z CEPiK-u po upływie jednego roku od dnia zapłaty mandatu. Dopóki mandat nie jest opłacony – termin ten nie zaczyna się liczyć. A skoro grzywna może się przedawnić bez egzekucji, to w skrajnym przypadku punkty karne figurują w rejestrze nawet do 4 lat od popełnienia wykroczenia. Dłużej, niż trwa karalność samego czynu.

Konsekwencje są jak najbardziej realne. Kierowca, który nie opłacił mandatu, przez cały ten czas kumuluje ryzyko przekroczenia limitu 24 punktów, a w przypadku posiadaczy prawa jazdy krócej niż rok – 20. Przekroczenie limitu oznacza utratę uprawnień i przymusowy egzamin. Innymi słowy, możesz nie zapłacić grzywny, bo się przedawniła, ale prawo jazdy i tak możesz stracić za wykroczenie, o którym państwo oficjalnie już dawno „zapomniało”.
Na tym nie koniec absurdów. Komarewicz zwraca też uwagę na nierówność w samym momencie rozpoczęcia biegu terminu usuwania punktów. Kierowca, który płaci kartą bezpośrednio w radiowozie, startuje z rocznym odliczaniem terminu natychmiast. Jeśli zapłaci przelewem w ciągu 7 dni – poczeka te kilka dni dłużej. A jeśli ktoś uda się do sądu po odmowie przyjęcia mandatu, może mieć opóźnienie rzędu kilku miesięcy. Ten sam czyn, ta sama kwota, teoretycznie ten sam okres kary punktowej, a jednak – jak to często bywa – teoria swoje, a praktyka swoje.
Tym razem zadziała?
Kwestią tą od lat zajmował się Rzecznik Praw Obywatelskich, który wielokrotnie interweniował w tej sprawie między 2022 a 2025 rokiem. RPO wskazywał, że bardziej sprawiedliwym rozwiązaniem byłoby liczenie terminu od daty wystawienia mandatu lub upływu terminu płatności, a nie od momentu faktycznej zapłaty. Ministerstwa jak dotąd pozostają jednak głuche.
Cała ta sytuacja jest o tyle ironiczna, że system punktowy miał służyć poprawie bezpieczeństwa na drogach – nie tworzeniu zawiłości prawnych, w których kierowca ponosi konsekwencje administracyjne po wygaśnięciu konsekwencji karnych. Odpowiedzi na pytanie posła o to, ilu kierowców straciło prawo jazdy przez punkty z przedawnionych mandatów, na razie nie ma. Być może ministerstwo liczy, że i to pytanie się kiedyś przedawni.



















