Warszawa: nieprawda, że 130 tys. aut nie wjedzie do centrum. Prawda: jest jeszcze gorzej
Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie stara się walczyć z informacją, że 130 tysięcy aut zaraz nie wjedzie do centrum. Prawie mu uwierzyłem.

130 tys. aut to spora liczba. Nie dziwię się, że warszawskie władze się jej boją. Stołeczna strefa czystego transportu nie jest duża ani wyjątkowo radykalna, a ponadto prawie nie działa, ale pamięć o Krakowie jest wciąż żywa. Widać, że boją się efektu z Małopolski, gdzie prezydent Krakowa bliski jest opuszczenia swojego stanowiska na tarczy, złożony w ofierze bożkowi czystego transportu.
Dlatego warszawski ZDM publikuje liczby i informacje, które mają dowieść prawdy. Niestety, rzeczywistość jest zupełnie odwrotna. Wystarczy tylko uwzględnić właściwe liczby.
130 tysięcy aut ma nie wjeżdżać do centrum Warszawy
Warszawska strefa czystego transportu jest fajna, bo tylko udaje, że istnieje. Brak realnej kontroli wjazdu całkowicie ośmieszył jej sens. Zaczęła działać w połowie 2024 roku, ale dopiero po 1,5 roku funkcjonowania strefy udało się ukarać pierwszego kierowcę.
Z początkiem 2026 roku zacieśniono kryteria wjazdu. Od 1 stycznia nie mogą wjeżdżać na jej teren samochody osobowe:
- benzynowe wyprodukowane przed rokiem 2000, lub
- benzynowe niespełniające normy Euro 3, lub
- wysokoprężne wyprodukowane przed rokiem 2009, lub
- wysokoprężne niespełniające norm Euro 5.
Ale już za dwa lata, czyli w roku 2028, wejdzie w życie etap 3. Wtedy zakazem wjazdu do SCT zostaną objęte auta osobowe:
- benzynowe wyprodukowane przed rokiem 2005, lub
- benzynowe niespełniające normy Euro 4, lub
- wysokoprężne wyprodukowane wyprodukowane przed rokiem 2014, lub
- wysokoprężne niespełniające norm Euro 6.
Nie jest to ostatni etap wdrażania strefy. W dodatku wraz z rokiem 2028 przywileje utracą mieszkańcy Warszawy i osoby rozliczające w niej podatek dochodowy, którzy do tej pory mogli nie przejmować się strefą.
Stąd, i na podstawie danych cyfrowych, wzięła się liczba pojazdów, które nie będą mogły wjechać do stołecznej SCT, czyli te 130 tysięcy aut objętych zakazem. Niestety liczący ciągle zapominają o jednej potężnej grupie kierowców.
Kupcie inne samochody
Nie dziwię się stołecznym władzom, że się denerwują i chciałyby, by ta liczba była jak najmniejsza. Jednocześnie się dziwię, bo chyba po to wprowadza się strefę, żeby ktoś i coś do niej nie wjeżdżało.
Jak się udaje, że wcale nie jest tak źle, że dużo osób i pojazdów może do niej wjeżdżać oraz podkreśla się, że strefa jest bardzo mała, to jaki w ogóle ma sens? Przynajmniej nie ukrywają, że w strefie chodzi o kupowanie nowych samochodów.
ZDM informuje, że strefa była odpowiedzią na apele mieszkańców. 86 proc. miało chcieć działań na rzecz poprawy powietrza, a 76 proc. popierać utworzenie strefy. Są to wyżyny absurdu i samo powielanie tych bzdur, nawet jeśli są poparte jakimś ustawionym badaniem ankietowym, podważa wiarygodność reszty wyjaśnień.
Wieloetapowy proces wdrażania strefy ma umożliwić mieszkańcom zakup nowych samochodów. Doceńmy szczerość.
Jednak jednym z jej założeń było umożliwienie kierowcom wymiany swoich samochodów z uwzględnieniem rozpisanych na lata zmian w przepisach.
Ale wydaje mi się, że następne zdanie tak trochę mija się z prawdą.
Dlatego trudno obecnie zakładać, ilu faktycznie pojazdów będą dotyczyć wymogi, za 2, 4, czy 6 kolejnych lat.
Jeśli trudno jest to ocenić, to po co w ogóle ten trud tworzenia strefy? Nie wiadomo, ile pojazdów nie będzie mogło wjechać, to chyba nie wiadomo jak poprawi się jakość powietrza i czy w ogóle się poprawi. Ale może ja się nie znam. Może cele funkcjonowania strefy są tak płynne, że nie robi nikomu różnicy, czy zakazem wjazdu objętych będzie 120, 60, czy 500 tys. pojazdów. Ważne, żeby nikt się nie martwił i nie próbował odwołać prezydenta miasta, jak w Krakowie.
Policzcie stąd do Siedlec
ZDM podaje liczby. Pokazuje, ile aut spełnia poszczególne normy. Nie będę przytaczał wszystkich danych, te są na obrazku poniżej. Pominę również, że ZDM nie napisał, że chodzi o auta zarejestrowane w Warszawie, ale uprzejmie załóżmy, że o to im chodziło.

Ile jest obecnie pojazdów benzynowych spełniających standard Euro 3?
- wg danych, uwzględniających tylko auta, które mają ważne badania techniczne, albo mają nieważne nie dłużej niż rok) – ok. 51,8 tys.
- do SCT mogą wjechać również auta wyprodukowane w roku 2000 – łącznie takich aut jest ok. 52,5 tys.
Ile jest obecnie pojazdów z dieslem spełniających standard Euro 5?
- wg danych uwzględniających tylko auta, które mają ważne badania techniczne, albo mają nieważne nie dłużej niż rok – ok. 48,7 tys.
- do SCT mogą wjechać nie tylko te z normą Euro5 ale też starsze wyprodukowane w roku 2009 – łącznie takich aut jest ok. 55,4 tys.
Według mnie te liczby nie oddalają się od medialnych doniesień o 130 tys. aut, które niedługo nie wjadą do strefy. Nie oddalają się również od liczby 0,5 mln aut, które utracą to prawo w ciągu kilku lat. A i tak nie policzono tu innej, ogromnej grupy.
Wszystkie te liczby odnoszą się do mieszkańców Warszawy. W końcu to oni w tym roku stracą przywileje. Nikt natomiast nie liczy tu samochodów, które są zarejestrowane poza Warszawą. I nie mówię tu o kierowcy z Wrocławia, który chcąc zwiedzić Muzeum Sztuki Nowoczesnej, wybierze się do stolicy starym dieslem.
Stolicę odwiedzają każdego dnia pojazdy z okolicznych miejscowości, a "okolica" to w przypadku Warszawy pojęcie bardzo szerokie. Zaryzykuję, że mieszkańcy oddalonych o 100 km Siedlec i dojeżdżający do pracy w Warszawie uważają, że mieszkają w okolicy. To są kolejne setki tysięcy samochodów nie uwzględnione w tych rachunkach.
Uwzględnijcie tę grupę w wyliczaniu aut, które nie wjadą do strefy i dopiero zobaczymy skalę problemu. W Krakowie najbardziej zdenerwowali się kierowcy okolicznych miejscowości. Nic dziwnego, że ZDM tłumaczy nam "nieścisłości". Jak padną właściwie liczby, to pojawi się prawdziwy strach.



















