UE zmienia zdanie. Elektryczne ciężarówki dostaną silnik spalinowy
Rada Unii Europejskiej zmieniła podejście, co do przyszłości samochodów ciężarowych. Napęd elektryczny i wodorowy nie będą jedynymi opcjami.

Jeśli myślicie, że tylko kierowcy samochodów osobowych czują coraz większą presję do wyboru napędu elektrycznego, jesteście w błędzie. Temat elektryfikacji dotyczy również ciężarówek. Do tej pory Rada Unii Europejskiej skupiała się na promowaniu elektrycznego i wodorowego napędu, ale wygląda na to, że właśnie nastąpił przełom.

Rada Unii Europejskiej chce ciężarówek elektrycznych z wydłużaczem zasięgu
Widok samochodu elektrycznego na drodze już nikogo nie dziwi, zwłaszcza po tym, gdy chińska konkurencja zaczęła oferować tańsze alternatywy, a rząd uruchomił program motywujący Polaków do zakupu auta z takim rodzajem napędu. Jednak w przypadku elektrycznych ciężarówek rozwój nie jest tak dynamiczny, nawet jeśli mowa o całej Europie.
W lipcu zeszłego roku tylko 5,6 proc. wszystkich nowych ciężarówek w Europie miało napęd elektryczny, choć wcześniej ich udział był jeszcze mniejszy, bo wynosił 3,5 proc. W tej kwestii przodują Chiny, gdzie aż 15 proc. ciężarówek jest elektrycznych. Co prawda w 2025 roku Holandia, Norwegia, Szwecja i Dania osiągnęły 16–18 proc. udziału ciężarówek elektrycznych w rynku, jednak są one mniejszymi krajami, czyli w praktyce w Chinach i tak jeździ ich więcej.
Właśnie dlatego Unia Europejska chce dalej promować elektryczne i wodorowe ciężarówki, choć wygląda na to, że w końcu zwróciła uwagę na jeszcze jedno, być może nawet lepsze rozwiązanie. Jak podaje portal 40ton.net, powołując się na niemiecki magazyn DVZ, Rada Unii Europejskiej składająca się z przedstawicieli wszystkich krajów członkowskich stwierdziła, że ciężarówki EREV też byłyby dobrą alternatywą dla spalinowych.

Czym byłyby ciężarówki EREV?
Extended Range Electric Vehicle (EREV) to pojazdy elektryczne wyposażone w silnik spalinowy działający jako generator prądu, który nie ma bezpośredniego połączenia z kołami i służy jedynie do wydłużania zasięgu. Ciężarówki elektryczne wyposażone w to rozwiązanie mogłyby jednorazowo pokonywać dłuższe dystanse bez przerw na ładowanie, co skuteczniej zachęcałoby firmy transportowe do stawiania na elektromobilność.
Rada Unii Europejskiej chce, by ciężarówki EREV były objęte podobnymi przywilejami do elektrycznych. W zależności od kraju, w grę mogłyby wchodzić zwolnienie z opłat drogowych i rządowe dofinansowania dla rozwoju elektromobilności. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na rozwój wydarzeń, bo pomysł wydaje się mieć więcej sensu niż ciężarówki elektryczne i wodorowe.
Ciężarówki elektryczne dostępne na rynku mogą przejechać średnio 350–550 km na jednym ładowaniu, co ma się nijak do 2000 km w spalinowych. Dla porównania, gdyby były one wyposażone w wydłużacz zasięgu, mogłyby pokonać nawet 900 km, co jest zdecydowanie lepszym wynikiem.
Co ciekawe, testy takich pojazdów już trwają, chociażby w niemieckiej firmie DHL, która ma Scanię z silnikiem elektrycznym o mocy 312 KM, akumulatorem o pojemności 416 kWh i jednostką spalinową generującą 163 KM. Takie połączenie pozwala jej na przejechanie 800 km. Oczywiście kierowcy ciężarówek i tak robią przerwy co 4,5 godziny, co przy jeździe z prędkością 80 km/h pozwala pokonać jakieś 360 km. Mimo to chyba lepiej byłoby, gdyby nie musieli za każdym razem zaprzątać sobie głowy szukaniem ładowarki.
Dowiedz się więcej o ciężarówkach:



















