Zielone światło w hamowaniu pojazdu. Profesor powiedział jasno
Od pewnego czasu na Słowacji praktykowane jest nowe rozwiązanie, polegające na montażu dodatkowego, zielonego światła hamowania z przodu pojazdu. Kolejny raz można jednak powiedzieć, że wszystko już kiedyś przynajmniej raz się wydarzyło.

Tytułem wstępu, wyjaśnijmy napierw pokrótce, o co w ogóle chodzi z dodatkowym, czwartym już światłem hamowania. Swego czasu pisał o nim TUTAJ redaktor Paweł Grabowski, aczkolwiek temat pod koniec ubiegłego roku medialnie mocno odżył. Tak, czy inaczej, czwarte światło hamowania montowane jest z przodu samochodu i, zapalajac się na zielono, ma za zadanie informować pieszych lub kierowców jadących z naprzeciwka, że rozpoczęty został już proces hamowania. Ma to w założeniu zapobiec części wypadków, ponieważ widoczność palącego się dodatkowego oświetlenia sygnalizuje, że kierowca rozpoczął już manewr hamowania. Czyli, że podjął już odpowiednie działanie.
W starym Motorze opisany został przykład eksperymentów z zielonym światłem, tyle że z tyłu
Wracając do początku tekstu, pomysł zastosowania zielonego koloru w odniesieniu do hamowania nie jest tak zupełnie nowy, bo pojawił się już... ponad 50 lat temu.
Cóż to w ogóle za intrygujący pomysł? Otóż, samochód miał być z tyłu wyposażony w zielone światła pozycyjne, które dopiero przy hamowaniu zmieniałyby kolor na czerwony. Miało to pomóc łatwiej odróżnić światła hamowania od tych pozycyjnych. Oba rodzaje oświetlenia domyślnie sygnalizowane są tym samym kolorem, przez co bywają czasami trudne do szybkiego rozróżnienia.

Tym gorzej, jeżeli pojazd jest wyposażony w dwuwłóknowe żarówki, kiedy jedno światło zastępuje drugie. O ile światła hamowania jest mocniejsze, to nie idzie ich czasami na pierwszy rzut oka odróżnić od tych pozycyjnych. Pamiętajmy, że w tamtym czasie nie wymyślono i nie zalegalizowano jeszcze znanego dzisiaj trzeciego światła hamowania.
Badania nad alternatywną sygnalizacją hamowania zlecił sam ADAC
Wspomniana rzecz miała miejsce w RFN i wydarzyła się na przełomie 1972 i 1973 roku, chociaż dokładna data nie została w tekście podana. Eksperyment miał polegać na wykorzystaniu w samochodach zielonego koloru oświetlenia, zamiast tradycyjnego czerwonego.
Inicjatorem był niemiecki automobilklub ADAC, który zlecił profesorowi Instytutu Okulistyki Uniwersytetu Monachijskiego, Erwinowi Hartmannowi, pochylenie się nad tematem wcześniejszego dostrzegania hamującego auta.
Profesor Hartmann nie był jakimś przypadkowym jajogłowym, a ważną postacią zajmującą się m.in. badaniem oświetlenia pojazdów mechanicznych. We własnej osobie często występował medialnie jako ekspert w dziedzinie ruchu drogowego.
Doświadczenie przeprowadzono na terenie wyłączonym z ruchu drogowego
Profesor Hartmann skołował do swojego testu kilka samochodów, które wyposażone zostały w tylne światła koloru zielonego. Przy hamowaniu zapalało się światło czerwone, zielone z kolei gasło.
Na kolumnie zestawionej z tak przygotowanych aut przeprowadzono następnie eksperyment na zamkniętym terenie. Zielone światło nie było oficjalnie dopuszczone jako jeden z kolorów oświetlenia samochodu, dlatego nie było możliwe poruszanie się po drodze publicznej.
Czerwone światło hamowania jest dostrzegalne znacznie lepiej na zielonym tle
Eksperyment dowiódł, że taka konfiguracja oświetlenia skraca czas reakcji na hamujące auto aż o połowę. Koncepcja zastosowania zielonego światła wynikła z faktu, że kolor czerwony na jego tle miał być dla ludzkiego oka znacznie łatwiej dostrzegalny. Mowa tutaj o sytuacji, gdzie w morzu zielonego światła jeden z pojazdów świeci na czerwono.
Innym przytoczonym argumentem jest, że czerwony kolor kojarzony jest z sygnałem STÓJ płynącym z sygnalizacji świetlnej. Zieleń świateł pozycyjnych miałaby podle tej reguły korelować z sygnałem zielonym zezwalającym na jazdę. Według profesora Hartmanna, długofalowo taka segregacja oświetlenia zapobiegłaby sytuacjom niebezpiecznym, ponieważ kolory kojarzyłyby się bardziej jednoznacznie.
W ramach eksperymentu zaproponowano również kilka innych pomysłów
Idea wprowadzenia zielonego koloru oświetlenia była oczywiście esencją całego doświadczenia, jednak na tym sugestie profesora Hartmanna się nie skończyły.
O ile zmiana koloru oświetlenia była dość radykalną koncepcją, o tyle pomysły odpowiedniego wzornictwa lamp czy systemu podtrzymującego zapalone światła hamowania miały w sobie o wiele więcej realizmu.
O co chodziło? Pan Hartmann zasugerował ujednolicenie kształtu i podziału tylnych lamp, celem poprawy ich widoczności. Niezależnie od ostatecznej kolorystyki, powinny mieć one prostokątny kształt i pionową orientację. Ta druga kwestia jest o tyle istotna, że światła są tym lepiej widoczne, im bliżej krawędzi bryły samochodu się znajdują, a jeżeli jeszcze do tego delikatnie zachodzą na jego bok, to już w ogóle jest rewelacja.
Ustawienie żarówek jedna ponad drugą miało ten problem rozwiązać - wówczas wszystkie możliwe światła znalazłyby się wzdłuż pionowej krawędzi tyłu auta. Ponadto, oprócz pionowej orientacji, istotna miała być separacja czynnych komór lampy dodatkowymi pustymi komorami, aby optycznie światła do siebie nie przylegały.
Podtrzymanie światła hamowania miało z kolei polegać na tym, że odpowiednia żarówka świeciłaby się w sposób ciągły, nawet pomimo zdjęcia przez kierowcę nogi z pedału hamulca. Oświetlenie przełączałoby się z powrotem na pozycyjne po ponownym ruszeniu z miejsca.
Ostatecznie nic z tego nie wyszło
Pomysł oczywiście upadł, ponieważ gdyby było inaczej, dzisiaj widzielibyśmy na drogach samochody świecące na zielono. Powodem była przede wszystkim niezgodność z regulacjami Konwencji Wiedeńskiej, która jednoznacznie narzucała czerwony kolor tylnych świateł samochodu. Wprowadzenie zieleni wymagałoby zatem zmian u samych fundamentów.
Przechlapane mieliby również daltoniści, co także rzekomo wzięto pod uwagę, nie brnąc dalej w temat zielonego oświetlenia.
Nie znalazłem nigdzie niczego więcej na ten temat
Oprócz starego numeru czasopisma Motor, nie natrafiłem nigdzie na jakąkolwiek wzmiankę na temat tego eksperymentu. Pustka widnieje zarówno pod nazwiskiem profesora Erwina Hartmanna, jak i samej frazy zielonych świateł pozycyjnych.
Niemniej, nie był to numer z pierwszego tygodnia kwietnia, wierzę zatem, że to prawdziwe doniesienia.







































