Przypadek Mischy sprawił, że właściciele Tesli z 29 krajów w Europie ruszają do sądu. Obiecano im zbyt wiele
Już trzy tysiące właścicieli Tesli z 29 krajów dołączyło do europejskiej akcji zbiorowej. W ciągu zaledwie tygodnia. Powód? Zapłacili za autonomiczną jazdę, ale ich auta nie dostaną tej funkcji.

Inicjatorem całego zamieszania jest Mischa Sigtermans z Holandii, który kupił jednego z pierwszych Modeli 3, jakie trafiły do jego kraju w 2019 roku. Dopłacił 6400 euro za pakiet Full Self-Driving – pełną samodzielną jazdę, którą Tesla obiecywała odblokować kolejnymi aktualizacjami oprogramowania. Po siedmiu latach czekania zadzwonił do biura obsługi klienta, żeby zapytać, co dalej. W odpowiedzi usłyszał mądrość godną klasyka zen: „cierpliwości”. Jakby tego było mało, chwilę po odłożeniu słuchawki Tesla automatycznie zamknęła jego zgłoszenie i wysłała mejla… z zaproszeniem na jazdę próbną nowym modelem. Niczego bardziej teslopodobnego nie dało się wymyślić.
Rozwadnianie obietnic
Żeby uzyskać pełny obraz, cofnijmy się do października 2016 roku. Tesla opublikowała wtedy na swoim blogu wpis zatytułowany „All Tesla Cars Being Produced Now Have Full Self-Driving Hardware” (“Wszystkie produktowane samochody wyposażone są teraz w sprzęt do obsługi funkcji Pełna samodzielna jazda”). Każde auto schodzące z linii produkcyjnej miało mieć części niezbędne do obsługi w pełni samodzielnej jazdy (FSD) – resztę miały załatwić aktualizacje. Na tej obietnicy przez lata opierał się cały marketing pakietu Full Self-Driving.
W sierpniu 2024 roku Tesla po cichu usunęła ten wpis ze swojej strony. W trzecim kwartale 2025 roku zmieniła też hasło reklamowe z „pełnego wyposażenia w sprzęt do jazdy autonomicznej” na znacznie mniej zobowiązujące „zaprojektowane z myślą o autonomii”. Subtelna różnica, prawda? Oryginał przetrwał jednak w formie zarchiwizowanej, bo internet pamięta wszystko – nawet to, o czym Tesla woli zapomnieć.
Będzie Pan zadowolony
Techniczna strona sprawy jest dość prosta. Auta produkowane między 2019 a końcem 2023 roku są wyposażone w komputer pokładowy HW3 (FSD Computer 3.0). Tesla przez lata przedstawiała go jako jednostkę wystarczającą do pełnej autonomii. Pod koniec 2023 roku, bez większego rozgłosu, zaczęła montować nowszą jednostkę – HW4 (AI4). Kiedy 10 kwietnia holenderski urząd RDW dopuścił FSD Supervised do ruchu na drogach publicznych, okazało się, że homologacja obejmuje wyłącznie auta z HW4. Właściciele około czterech milionów pojazdów z HW3 na całym świecie zostali z niczym.

Sam Elon Musk przyznał to publicznie. Podczas prezentacji wyników za czwarty kwartał 2024 roku – 29 stycznia 2025 – powiedział, że Tesla „będzie musiała wymienić wszystkie komputery HW3 w autach, w których kupiono FSD”, a operacja będzie „bolesna i trudna”. Dodał też, że na szczęście niezbyt wielu ludzi kupiło pakiet FSD.
Już w sierpniu 2024 roku wiceprezes Tesli ds. AI Ashok Elluswamy potwierdził, że HW3 obsługuje okrojony model obliczeniowy, a we własnym patencie (US20260017503A1) Tesla przyznaje, że stosowane obejścia mogą powodować, iż system stanie się „niezdolny do działania”. To nie są „wymysły” sceptyków i przeciwników, tylko słowa samego producenta.
FAFO
Zawsze znajdzie się ten jeden, dla którego miarka się przebierze. Tym razem był to właśnie Sigtermans, który nie poprzestał na rozmowie z call center. 14 kwietnia uruchomił stronę hw3claim.nl, zbierającą zgłoszenia od europejskich właścicieli Tesli z HW3, którzy zapłacili za FSD. Po tygodniu dołączyły trzy tysiące osób z 29 krajów, które w sumie wydały około 6,5 miliona euro na pakiet autonomicznej jazdy. Formalnego pozwu jeszcze nie ma – inicjatywa jest w fazie zbierania danych, a ewentualne postępowanie może zostać wszczęte na podstawie holenderskiej ustawy o zbiorowym dochodzeniu roszczeń (WAMCA) lub mechanizmów z unijnej dyrektywy 2020/1828 o powództwach przedstawicielskich.
Europa nie jest jedynym frontem. W październiku 2025 roku tysiące australijskich właścicieli Tesli dołączyło do akcji zbiorowej prowadzonej przez kancelarię Echo Law. W USA sąd dopuścił pozwy zbiorowe LoSavio i Matsko do rozpoznania w 2025 roku, a w Chinach analogiczna sprawa może dotyczyć ponad miliona pojazdów.
Wieloletnie „optymistyczne kłamstwa” Elona
Przez lata w USA Tesla skutecznie blokowała roszczenia argumentem znanym jako corporate puffery (przechwałki korporacyjne) – twierdząc, że obietnice Muska o autonomii to luźna, optymistyczna retoryka, z której nie wynikają żadne zobowiązania. Przez kilka lat działało. Dopiero w sierpniu 2025 roku ława przysięgłych w Miami przełamała ten schemat, odrzucając obronę opartą na puffery i zasądzając 243 miliony dolarów odszkodowania. W lutym 2026 roku wyrok został podtrzymany. Sprawa dotyczyła marketingu Autopilota, nie HW3 – ale pokazała, że nawet w USA sądy przestają traktować obietnice Muska jako niezobowiązujący marketing.

Prawo unijne jest pod tym względem dla Tesli jeszcze mniej przychylne. Przepisy o ochronie konsumentów wymagają zgodności produktu z tym, co reklamowano w momencie sprzedaży. Holandia, Niemcy i Francja dysponują przy tym dojrzałymi mechanizmami roszczeń zbiorowych – holenderska ustawa WAMCA pozwala nawet organizacjom powołanym ad hoc na reprezentowanie poszkodowanych.
A w Polsce?
FSD nie jest jeszcze dopuszczone w Polsce i – jak pisaliśmy – raczej w tym roku się to nie wydarzy. Kiedy jednak drzwi do Pełnej samodzielnej jazdy w końcu się otworzą, właściciele Tesli z HW3 znajdą się w tej samej sytuacji co Holendrzy. Już teraz mogą zapisać się na hw3claim.nl – zgłoszenia przyjmowane są z całej UE. Dla Tesli nie są to wesołe wieści. Według szacunków mowa tu o łącznej kwocie roszczeń sięgającej od 2,7 do nawet 14,5 miliarda dolarów. Zaboli. I dobrze, bo ma boleć.
Właściciele Tesli z HW3 to nie przypadkowi klienci. To ludzie, którzy uwierzyli w wizję i zapewnienia marki, płacąc z góry za produkt, który miał dopiero nadejść. Tesla przez lata ich zwodziła, kazała czekać, testowała ich cierpliwość.
Ktoś jednak przeholował i ludziom, u których pokłady tej cierpliwości były już najwyraźniej znikome (czemu po 7 latach naprawdę trudno się dziwić), wysłał maile z zaproszeniem na przejażdżkę nowym modelem. I ta odpowiedź – w połączeniu z automatycznym i natychmiastowym zamknięciem zgłoszenia – okazała się kroplą, która przelała czarę goryczy. A jak już znajdzie się jeden wystarczająco zmotywowany, żeby puścić machinę w ruch, często na zatrzymanie jej przed końcem sądowej drogi jest już za późno.



















