REKLAMA

Możesz sprowadzić ze Stanów wszystko. A sprowadzasz grata w ogóle nie z marzeń

Lata 90. to dość malownicza epoka w motoryzacji na polskich drogach. Jak nie składaki, to porzucone Syreny. Jak nie porzucone Syreny, to mienie przesiedleńcze. A jak mienie przesiedleńcze, to dość egzotyczne wozy.

Możesz sprowadzić ze Stanów wszystko. A sprowadzasz grata w ogóle nie z marzeń
REKLAMA

Ale nie takie egzotyczne, jak pomyśleliście w pierwszym odruchu. W latach 2000. ktoś sfotografował we Wrocławiu amerykańskie Yugo GV, które ktoś inny w latach 90. przytelepał do Polski, zapewne w ramach mienia przesiedleńczego.

REKLAMA

Yugo GV to w Stanach Zjednoczonych samochód na swój sposób kultowy, a fakt pojawienia się takiego wozu w Polsce w tamtym czasie zapewne nikogo nie poruszył i wszyscy przechodzili obok niego zupełnie obojętnie. Dlatego poświęcimy mu kilka akapitów.

REKLAMA

W latach 90. do polski zjechało się mnóstwo amerykańskich samochodów

Pamiętam, że kiedy byłem małym gnojkiem, to po polskich drogach jeździło mnóstwo samochodów pochodzących z amerykańskiego rynku. Nie były to superauta pokroju Pontiaka Firebird, Buicka Riviery czy Forda Mustanga, lecz raczej pospolite auta, tyle że u nas niespotykane.

Nie było Mustangów, ale były za to inne Fordy: Contour, Taurus, czy Aerostar. To tylko przykłady, ale była to właśnie motoryzacja tego pokroju. Mercury Tracer, Chevrolet Cavalier, Pontiac Le Mans i takie tam. Czyli takie tamtejsze Lanosy, Astry i Golfy.

REKLAMA

Yugo GV to umiarkowanie udana próba stworzenia najtańszego samochodu na amerykański rynek

Co u diabła jugosłowiańskie Yugo robiło w USA? A to, że otwierało tabelkę cen samochodów na amerykańskim rynku, gdzie miało zostać najtańszym tam oferowanym w drugiej połowie lat 80. autem.

REKLAMA

Importerem za Ocean był Malcolm Bricklin - ten sam, który jest podpisany pod ekscytującym wozem Bricklin SV-1, ale także odpowiada za zakorzenienie marki Subaru w Stanach Zjednoczonych. Czyli gość, który jakieś tam pojęcie o samochodach ma. Teoretycznie. 

Yugo odcinało kupony od kariery, jaką wiele lat temu w Ameryce zrobił Garbus

Samochód ten odniósł onegdaj wielki sukces, bo zamiast prężyć muskuły i udawać kogoś, kim nie jest, przekuł swoje wady w autoironiczne zalety. Kampania reklamowa Yugo odwoływała się również do Forda T, czyli pierwszego popularnego auta Ameryki. Jakby nie patrzeć, równano do uznanych autorytetów.

REKLAMA

Yugo początkowo odniosło względny sukces, zostając nawet w USA najlepiej sprzedającym się autem z Europy

Liczba ta wyniosła 160 tysięcy egzemplarzy przez około 3 lata sprzedaży, która wystartowała w 1985 roku. Samochód rzeczywiście był najtańszy na rynku i to z całkiem dużą przebitką - kosztował około 4000 dolarów, gdzie kolejny wóz w tabelce był o około 1000 dolarów droższy.

Sukces szybko zmienił się w porażkę

Jugosłowiańskie samochody były strasznie dziadowskie, dlatego zaczęły lawinowo nawalać. Dodatkowo, miały osiągi taczki z obornikiem, a dla Amerykanina samochód z silnikiem o mocy suszarki do włosów jest poniżej godności człowieka.

REKLAMA

Motory w eksportowych Yugo miały katalizator i sondę lambda, co zabierało kilka koni mocy, której i tak nie było zbyt wiele. Na dłuższą metę to nie mogło się udać.

Yugo w USA kojarzyło się albo z gówniarzami bez pieniędzy na poważny samochód, albo z emerytami

Nikt inny raczej takich aut nie kupował, bo jeżeli miał więcej grosza w kieszeni, na Yugo nawet nie spojrzał. Wóz stał się raczej obiektem podśmiechiwanek i pogardy, niż kolejnym popularnym samochodem Ameryki.

REKLAMA

Niemniej, ktoś taki wóz kiedyś kupił i sprowadził w latach 90. do Polski. Szacuneczek.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.

REKLAMA
REKLAMA