REKLAMA
  1. Autoblog
  2. Testy aut nowych

Sprawdziłem, jaki jest Volkswagen T-Roc po liftingu. Poprawiono najgorszą wadę poprzednika

Najlepiej sprzedający się Volkswagen w Polsce przeszedł lifting. Zmiany są – jak przystało na tę markę – delikatne, ale najważniejsze, że udało się niczego nie popsuć. Jeździłem wersją 1.5 TSI z DSG.

13.04.2022
8:10
volkswagen t-roc po liftingu
REKLAMA
REKLAMA

Najpopularniejszy nowy Volkswagen w 2021 roku w Polsce – to brzmi dumnie. Już wcale nie Golf, nadal będący według wielu synonimem słowa „Volkswagen”. Nie Passat, o którym marzy już chyba coraz mniej menadżerów. I nie Tiguan, choć tych wozów widać na ulicach naprawdę mnóstwo.

Hitem marki jest Volkswagen T-Roc

Nie za mały i nie za duży. Nie taki tani, ale nadal jeszcze nieszokująco drogi. Dostępny z wieloma silnikami, mało kontrowersyjny i – jak się okazuje ostatnio – również relatywnie szybko dostępny. To wystarczy, by klienci najczęściej podpisywali umowy zamówienia właśnie na T-Roca… i to pomimo tego, że floty nadal chętniej zerkają jednak na klasycznego Golfa i Passata.

VW T-Roc wszedł na rynek w 2017 roku. To już pięć lat temu, co oznacza, że zasłużył na lifting. Ale liftingi bestsellerów są trochę jak operacja na otwartym sercu. Łatwo coś popsuć, a skutki mogą być katastrofalne.

Najważniejsze to nie zmieniać za dużo

Zwycięskiego składu się nie zmienia, a szef kuchni nie powinien eksperymentować ze składem dania, po które klienci stają w kolejce tak wielkiej, że aż wychodzi na ulicę przed knajpą. Gdyby właściciel słynnego berlińskiego kebabu u Mustafy nagle dorzucił do środka kilo suszonych pomidorów i kawałki ryby, ucieszyłaby się tylko konkurencja.

Dlatego Volkswagen T-Roc po liftingu nie zmienił się mocno. Ale – z drugiej strony – to nie jest odświeżenie w rodzaju „musisz mieć lupę i doktorat z modeli marki, by cokolwiek zauważyć”.

Po pierwsze, Volkswagen T-Roc po liftingu trochę inaczej wygląda

volkswagen t-roc po liftingu
To już ten zmieniony.

Inny grill, LED-owa listwa biegnąca przed szerokość przodu, zmienione zderzaki z przodu i z tyłu, gładkie klosze reflektorów z tyłu – oto, co zanotowałem na szybko po obejrzeniu testowego egzemplarza. Nie podobają mi się czerwone akcenty na tylnym zderzaku, ale oprócz tego na widok nowego T-Roca unoszę kciuk do góry w międzynarodowym geście aprobaty.

Największe zmiany zaszły w środku

Stary kokpit powędrował na śmietnik – przynajmniej ten metaforyczny śmietnik historii. Wymyślono go na nowo, a przy okazji usunięto największą wadę poprzedniej wersji. Ale po kolei.

Volkswagen T-Roc 2020 test 1.5 TSI
Tak było przed liftingiem.

Starszy Volkswagen T-Roc miał pionowe nawiewy i ekran umieszczony pomiędzy nimi. Niżej ułożono przyciski i pokrętła do obsługi klimatyzacji. W nowym ekran – chyba nieco większy – powędrował na górę. Poziomo ułożone nawiewy są niżej. Pod spodem klimatyzacja, ale już bez pokręteł, tylko z dotykowymi suwakami. To zawsze lepsze niż obsługa z poziomu ekranu, ale chyba gorsze od tego, co było wcześniej.

A tak jest teraz.

Swoją droga, to ciekawe, że panel do regulacji głośności pod ekranem, po którym przesuwa się palec – znany np. z Golfa – jakoś się nie przyjął. W T-Rocu nie ma też małego przełącznika kierunków jazdy. Jest wielka dźwignia.

Jak dla mnie, Volkswagen T-Roc po liftingu ma trochę za dużo błyszczących tworzyw na kokpicie…

…ale i tak robi lepsze wrażenie niż poprzednik. Wcale nie chodzi o gadżety. Owszem, teraz cyfrowe zegary (czyli ekran zamiast wskazówek) są w standardzie, przybyło też kilka innych elementów wyposażenia. Chodzi o coś innego.

Poprzedni T-Roc nie raził mnie jakoś specjalnie swoim wykonaniem, ale było jedno miejsce, na które nie mogłem patrzeć ani go dotykać… a niestety musiałem. To boczki drzwiowe. Wyglądały przeraźliwie tanio. T-Roc nie kosztuje przecież 40 tysięcy złotych (nic już tyle nie kosztuje…), ale wewnętrzna strona jego drzwi robi takie wrażenie. Zresztą już o tym pisałem – dwa lata temu przy okazji testu poprzedniego T-Roca.

Plastikom na dole deski rozdzielczej i na boczkach bliżej do diamentu, oczywiście w kwestii twardości. Trochę wstyd, że na drzwiach nie ma żadnego obicia, bo to przecież nie jest samochód za 30 tysięcy. Z doświadczenia z innym, dwuletnim obecnie produktem koncernu VAG z podobnym wykończeniem mogę powiedzieć, że rączki w drzwiach pewnie zaczną trzeszczeć – narzekałem.

Chyba nie tylko ja (bo aż tak wpływowy jeszcze nie jestem…), bo po liftingu poprawiono tę kwestię.

Volkswagen T-Roc po liftingu ma wreszcie lepiej wykonane boczki drzwiowe

volkswagen t-roc po liftingu

Doczekały się miękkiego obicia, co – moim zdaniem – naprawdę zmienia odbiór wnętrza tego wozu, a przecież nie kosztowało milionów. Podobno poprawiono też resztę plastików. Robią dobre wrażenie, choć jak dla mnie jest tam naprawdę zbyt wiele błyszczących, czarnych tworzyw, które szybko się brudzą i zapewne też rysują.

Oprócz tego, to stary, dobry znajomy

volkswagen t-roc po liftingu

Nadal ma wystarczająco dużo przestrzeni z tyłu i w bagażniku. Trudno zresztą, by przy okazji liftingu ktoś usiłował coś tu zmieniać. Jest też przyzwoicie wyciszony, wystarczająco komfortowy (ale nadal o włos za twardy. Niech nikogo nie podkusi do zamawiania wielkich felg, bo jazda po dziurach zamieni się w koszmar), ma doskonałe fotele i nieco za bardzo szarpiącą skrzynię automatyczną.

Ma też dużą, jak na dzisiejsze czasy, gamę silników, choć pozbawioną wersji hybrydowych i elektrycznych – od litrowego aż po 2.0 w dwóch odmianach – 190- i aż 300-konną. Jest też (niesamowite!) diesel. Ale i tak najlepiej sprzedaje się benzynowe 1.5 TSI o mocy 150 KM zestawione ze wspomnianym automatem DSG.

Właśnie taką wersją jeździłem

150-konny T-Roc nie jest tak rączy (zawsze chciałem użyć tego słowa) jak mniejsze i lżejsze Taigo z tym samym motorem, ale i tak ta wersja jest wszystkim, czego większość użytkowników może potrzebować. Setka w niecałe 8,5 s to świetny wynik. W sam raz do miasta, w sam raz na trasę.

Czy Volkswagen T-Roc po liftingu czymś mnie zachwycił? Nie – i właśnie o to w tym samochodzie chodzi. Zawsze był poprawny i we wszystkim niezły – a teraz, po modyfikacjach jest po prostu jeszcze odrobinę bardziej poprawny i nieco lepszy. Ma wady, ale żadna nie powinna być dyskwalifikująca dla potencjalnych klientów. Niektórzy pewnie powiedzą, że jest trochę nudny. Będą mieli rację – ale na każdą taką osobę znajdą się trzy inne, które po prostu podpiszą umowę zamówienia.

REKLAMA

T-Roc ma teraz w gamie groźnego konkurenta. Taigo wygląda efektownie, a do tego jest tańsze. "Rozsądna" wersja tego mniejszego modelu ze 150-konnym motorem to ok. 135 tysięcy złotych, a za porównywalnego T-Roca trzeba zapłacić bliżej 150 tysięcy. Dużo. Ale pewnie i tak chętni się znajdą. Lifting tu niczego nie zepsuł. To sukces.

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA