Podwyżka na autostradzie A4. I nie jest to żart
Od 1 kwietnia przejazd autostradą A4 z Krakowa do Katowic kosztuje 36 złotych. Stalexport podnosi stawki na rok przed utratą koncesji. Data wejścia w życie podwyżki jest przypadkowa, ale nieśmieszny żart sam się pisze.

Kto regularnie pokonuje sześćdziesięciokilometrowy odcinek A4 pomiędzy stolicami Małopolski i Śląska, ten doskonale wie, że żartami na ten temat można sypać z rękawa – tyle że nikt się nie śmieje. Spółka Stalexport Autostrada Małopolska ogłosiła kolejną korektę cennika, podnosząc opłatę za każdą z dwóch bramek – w Mysłowicach i Balicach – z 17 do 18 złotych. W praktyce oznacza to, że kierowca osobówki za przejazd w jedną stronę wyłoży teraz 36 zł zamiast dotychczasowych 34 zł. Zarządca najwyraźniej postanowił wycisnąć ostatnie krople soku z tej cytryny.
Niezła dniówka
Motocykliści zapłacą po 8 zł na bramce (16 zł za cały odcinek), a kierowcy cięższych pojazdów – od 32 do 55 zł za bramkę, w zależności od kategorii. Ciężarówka o więcej niż trzech osiach za przejechanie 61 kilometrów musi więc oddać 110 zł. Żeby było zabawniej, średni dobowy ruch na tym odcinku przekroczył już 50 tysięcy pojazdów i rośnie z roku na rok. Stalexport nie narzeka na brak klientów – raczej na rosnące koszty utrzymania infrastruktury, którymi tradycyjnie uzasadnia każdą podwyżkę.
Żeby osadzić te kwoty w europejskim kontekście: dziesięciodniowa winieta na wszystkie austriackie autostrady kosztuje w 2026 roku 12,80 euro, czyli około 55 złotych po aktualnym kursie. Za tę cenę można jeździć po całej sieci ASFINAG przez półtora tygodnia. 2250 km autostrad i ekspresówek za 55 zł. I to na 10 dni. Na A4 za 36 zł dostajemy jeden przejazd trwający – o ile akurat nie stoimy w korku przed bramką – jakieś czterdzieści minut. Trudno oprzeć się wrażeniu, że coś tu nie gra.
Na tle A4 wyróżnia się jeszcze bardziej kuriozalny odcinek A2 pomiędzy Nowym Tomyślem a Koninem. Spółka Autostrada Wielkopolska zadbała o to, żeby od marca 2026 roku stawka za każdy z trzech pięćdziesięciokilometrowych segmentów wynosiła 40 zł. Tutaj cena wzrosła o 3 zł na każdym z odcinków. Przejazd całego koncesyjnego fragmentu – 150 kilometrów – to zatem okrągłe 120 zł za osobówkę. Osiemdziesiąt groszy za kilometr. Na tym tle A4 ze swoimi 59 groszami wypada niemal promocyjnie.
Koniec Eldorado
Jest jednak światełko w tunelu – i to dosłownie, bo bramki na A4 lada rok zostaną rozebrane. Koncesja Stalexportu, zawarta jeszcze w 1997 roku, wygasa 15 marca 2027 roku. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak w styczniu br. powtórzył jednoznacznie: umowa nie zostanie przedłużona, a odcinek przejmie GDDKiA. Przejazd osobówką i motocyklem stanie się bezpłatny – tak jak na wszystkich państwowych autostradach od lipca 2023 roku. Same bramki poboru opłat zostaną fizycznie zdemontowane.
Oczywiście nikt o zdrowych zmysłach nie sądzi, że zniknięcie bramek rozwiąże wszystkie problemy. Eksperci i sam zarządca ostrzegają, że darmowa A4 przyciągnie jeszcze większy ruch (a to nie o to chodzi w autostradach?) – dziś tysiące kierowców omijają ją przez DK94, tworząc korki w mniejszych miejscowościach. Kiedy znikną opłaty, ci ludzie wrócą na autostradę. Dlatego GDDKiA planuje rozbudowę trasy o trzeci pas ruchu w każdym kierunku. Prace budowlane mają ruszyć w okolicach 2029 roku, a szacunkowy koszt sięga 10 miliardów złotych. Docelowo trzeci pas ma ciągnąć się od Wrocławia aż po Tarnów.
Koniec biznesu?
Co ciekawe, sam Stalexport przygotowuje sprawozdania finansowe na zasadzie braku kontynuacji działalności – co w żargonie księgowym oznacza mniej więcej tyle, że firma pakuje walizki. Nadzwyczajne walne zgromadzenie w lutym 2026 roku nie zatwierdziło strategii grupy na lata 2026–2030, więc zarząd przyjął, że po wygaśnięciu koncesji nie widzi realnej alternatywy dla zakończenia działalności operacyjnej. Elegancko powiedziane: zamykamy kram.
Tegoroczna podwyżka jest więc najprawdopodobniej ostatnią (tfu! tfu!) w historii płatnej A4 Kraków – Katowice. Za niecały rok bramki znikną, a kierowcy – po prawie trzech dekadach płacenia – będą mogli przejechać ten odcinek bez sięgania po portfel. Do tego czasu pozostaje cierpliwie wrzucać monety w szczelinę albo przykładać kartę do terminala i powtarzać sobie, że to już naprawdę ostatni raz. Chociaż słyszeliśmy to już nieraz.



















