Możesz kupić samochód, który kiedyś wielokrotnie narysowałeś. To Kelsen Sports Rider
Kelsen Sports Rider to nazwa, która w zasadzie nikomu nic nie mówi. To dziwne, bo niemal wszyscy takie Kelseny rysowaliśmy, gdy byliśmy młodsi.

Nie wiem jak wy, ale ja swego czasu narysowałem się całkiem sporo. Ba - chciałem nawet zostać projektantem samochodów, ale przeszło mi, gdy dotarło do mnie, że projektant to jednak powinien umieć ładnie rysować, a co więcej, powinien także umieć rysować w trójwymiarze - a o sobie tego powiedzieć nie mogłem. Nawet gdy ograniczałem się do rzutów bocznych, to te rysunki jakieś rewelacyjne nie były - choć nie powiem, całkiem byłem z siebie dumny, gdy zacząłem ujmować na swoich projektach kolumny zawieszenia czy zaciski i tarcze hamulcowe - te ostatnie oczywiście obowiązkowo nawiercane. Później brałem katalog „Samochody świata” i spisywałem sobie stamtąd jakieś dane, które mi przypadły do gustu - choć gdy dziś przeglądam sobie te notatki to się za głowę łapię, co za bzdury tam wpisywałem. A niech będzie, łapcie - to mój ostatni rysunek, sprzed 20 lat.
Rysunki wykonywane w młodszym wieku u wielu osób wyglądały podobnie
Nie do końca było wiadomo gdzie przód, a gdzie tył, pojazdy były krótkie, wysokie i miały małe kółeczka. Wyglądały dokładnie tak:
No, to jeśli kiedykolwiek chcieliście, by wasz rysunek przeistoczył się w prawdziwy, istniejący samochód - oto i jest, i można go kupić.
To autko to Kelsen Sports Rider
Tutaj zaczynają się problemy, ponieważ o tych pojazdach niewiele więcej wiadomo. Kelseny Sports Rider budowano w Stanton w Kalifornii w latach 1963-1973 i prawdopodobnie sprzedawano tylko w tych okolicach - dwa inne egzemplarze które znalazłem w sieci były pierwotnie zakupione w Long Beach, również w Kalifornii. Na Barnfinds.com pokuszono się nawet o stwierdzenie, że Kelseny sprzedawano tylko i wyłącznie w Long Beach - chciałbym się ponabijać z tej strategii biznesowej, ale danych jest tak mało, że nawet pośmiać się nie można. Nie wiadomo na przykład, ile Kelsenów zbudowano. Niewiele - tyle można powiedzieć.
Wiadomo natomiast, że można było wybrać jeden z czterech kolorów: biały, niebieski, czerwony lub żółty, przy czym dach - sądząc po zdjęciach w sieci - zawsze był biały. Niektóre z tych autek można było sobie wypożyczyć do jazdy po promenadach obok kalifornijskich plaż. Cena nowego pojazdu w bazowej wersji na początku lat 70. wynosiła 1295 dol., co - po skorzystaniu z kalkulatora inflacji - daje ok. 9650 dol. w 2023 r. A to przelicza się na nieco ponad 40 tys. zł.
Widoczny na zdjęciach egzemplarz pochodzi z roku 1972. Istnieją egzemplarze 4- oraz 3-kołowe (z pojedynczym kołem z przodu). O wyglądzie można powiedzieć tyle, że przypomina inny amerykański mikrosamochód z tego okresu - B&Z Electra King, również budowany w Kalifornii - właśnie w Long Beach, choć wygląda to na zbieg okoliczności, bo różnice wizualne są mimo wszystko zbyt wyraźne by podejrzewać, że to jedno i to samo auto pod różnymi nazwami.
Kelsen Sports Rider miał napęd elektryczny
I znowu: dane dotyczące osiągów to tajemnica, ale prawdopodobnie pojazd był nieco szybszy niż na to wygląda - dopuszczony był do ruchu po drogach publicznych. Za zasilanie odpowiadały akumulatory 6-woltowe - zależnie od egzemplarza stosowano konfiguracje z 4 lub 6 akumulatorami. W egzemplarzach poddanych renowacji, tak jak ten z widocznych tu zdjęć, jest to zresztą pewnie najmniejszy problem w całym procesie przywracania autka do użyteczności - takie akumulatory są bez problemu dostępne na rynku, a sama instalacja elektryczna też zapewne do skomplikowanych nie należy.
Gdy już trafi się taki pojazd na sprzedaż, ceny bywają bardzo różne
Związane jest to z tym, że większość z nich jest niesprawna i po długotrwałym postoju. W takich przypadkach ceny oscylują zwykle wokół 1500-3000 dol. Pokazywany dziś egzemplarz jest sprawny i odnowiony, a sprzedawca życzy sobie za niego 9000 dol. - biorąc pod uwagę cenę nowych egzemplarzy w latach 70. oraz fakt, że obecnie produkowane akumulatory są zapewne lepszej jakości, nie wygląda to na złą ofertę. No, wszystko jest względne - za tyle to sobie można kupić coś z V8 albo i V12. Ale jeśli chcemy, by na naszym podjeździe zaparkowała nasza wizja samochodu z dzieciństwa, innej drogi nie ma.
To musi być Kelsen Sports Rider.
Czytaj również: