Pijany Polak za kierownicą? Najnowsze badanie zaskakuje
„Pijany Polak za kierownicą” to fraza, który funkcjonuje zarówno w polskiej, jak i w europejskiej wyobraźni od dekad – być może na porównywalnym poziomie co skojarzenie Francji z żabimi udkami czy Niemiec z punktualnością. Tyle że dane mówią zupełnie co innego.

Właśnie opublikowano wyniki projektu Trendline, największego w historii europejskiego programu badań wskaźników bezpieczeństwa ruchu drogowego, realizowanego w latach 2022–2025 pod egidą Komisji Europejskiej. W badaniach uczestniczyło 25 państw członkowskich UE. Polski wkład zapewnił Instytut Transportu Samochodowego, a wyniki krajowe zebrało Obserwatorium BRD. Metodologia była rygorystyczna, próba reprezentatywna, a wnioski? Powiedzieć, że okazały się zaskakujące, to jak nie powiedzieć nic.
99,8 proc. trzeźwych. Tak, dobrze czytacie
Zacznijmy od gwoździa programu. W ramach badania przeprowadzono losowe kontrole trzeźwości 4604 kierowców samochodów osobowych. Kontrole realizowane były w 96 lokalizacjach w całym kraju, w dzień i w nocy, w tygodniu i w weekendy. Wynik? Spośród zbadanych kierowców aż 4596 było trzeźwych, co daje wskaźnik trzeźwości na poziomie 99,8 proc. To jeden z najlepszych wyników w całej Europie.
W większości badanych krajów wskaźnik ten przekraczał co prawda 98 proc., ale Polska plasuje się w absolutnej czołówce. Co więcej, nasz kraj stosuje jeden z surowszych limitów BAC w Europie – dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi to 0,2 g/l, podczas gdy w większości krajów UE jest to 0,5 g/l. Mimo to wyniki są lepsze niż u sąsiadów z wyższymi limitami.
Innymi słowy, mit pijanego Polaka za kierownicą legł w gruzach. Można go włożyć między bajki obok legend o polskim złodzieju samochodów – równie barwnych i równie oderwanych od statystycznej rzeczywistości.
Pasy? Oczywiście
Podobnie dobrze wypadamy w kategorii pasów bezpieczeństwa. 97,2 proc. kierowców i pasażerów samochodów osobowych jeździ zapiętych, co jest wyraźną poprawą w porównaniu z poprzednim pomiarem z lat 2021–2022, gdy wskaźnik ten wynosił 95 proc. Na autostradach i drogach ekspresowych wynik rośnie do imponujących 98,6 proc.

Na tle Europy wypadamy przyzwoicie: holenderski rekord to 99,6 proc., włoski antyrekord na autostradach to 85,8 proc. Polska ze swoimi 95,7 proc. (dla wszystkich dróg łącznie) plasuje się w środku stawki – co oznacza, że jesteśmy daleko od hańbiącego końca tabeli, który zajmują nasi bałkańscy sąsiedzi.
Trochę gorzej jest z pasażerami na tylnych siedzeniach – tu wskaźnik spada do 89,7 proc. Pewnym pocieszeniem może być kontekst europejski: w Chorwacji tylne pasy zapina 28,6 proc. pasażerów, we Włoszech zaledwie 20,1 proc. Na tym tle nasze 89,7 proc. brzmi jak wzorowe zachowanie cywilizowanego narodu.
Wszyscy się spieszymy
No dobrze, włóżmy więc łyżkę dziegciu do tej beczki miodu. Nie wszystkie wyniki okazały się bowiem dla nas tak pozytywne. Przestrzeganie limitów prędkości to obszar, w którym Polska wypada co najmniej blado – żeby nie powiedzieć: źle.
Ogólny wskaźnik przestrzegania limitów prędkości dla wszystkich dróg wynosi zaledwie 39,2 proc., co oznacza, że ponad sześciu na dziesięciu kierowców jedzie szybciej, niż zezwalają przepisy. Na drogach w obszarach zabudowanych jest jeszcze gorzej: limitu 50 km/h przestrzega tylko 21,1 proc. kierowców. To najgorszy wynik w całej Europie wśród krajów badanych tą samą metodologią – dla porównania Portugalia osiągnęła tu aż 76 proc.
Prędkość to, jak widać, nasza pięta achillesowa. Jesteśmy trzeźwi, zapięci i… bardzo niecierpliwi.
Autostrada czy ekspresówka? Polak nie widzi różnicy
Jeden z ciekawszych wniosków raportu dotyczy zachowań na drogach szybkiego ruchu. Na polskich autostradach średnia prędkość samochodów osobowych wynosiła 135 km/h (przy limicie 140 km/h), a na drogach ekspresowych – 128 km/h (przy limicie 120 km/h). Różnica między tymi dwoma typami dróg jest z perspektywy polskiego kierowcy praktycznie niezauważalna.
I trudno się temu dziwić, bo obie kategorie dróg wyglądają niemal identycznie. GDDKiA przyznaje to bez owijania w bawełnę: „Dla większości kierowców autostrada nie różni się od drogi ekspresowej. Obie drogi mają po dwie jezdnie, co najmniej dwa pasy ruchu, można na nie wjechać poprzez węzły”. Różnice dotyczą szerokości pasów (3,75 m na autostradzie i 3,5 m na ekspresówce) czy kolorów drogowskazów – detali raczej niezauważalnych przy prędkości 128 km/h.

Polska sieć dróg szybkiego ruchu to dziś niemal 5200 km, z czego autostrady stanowią zaledwie 1880 km, a drogi ekspresowe ponad 3300 km. Ekspresówki dominują więc liczebnie, a skoro w większości wyglądają jak autostrady... to kierowcy traktują je jak autostrady. Co ma wyraźne pokrycie w statystykach prędkości.
Polska na tle Europy: mieszanka sukcesów i wstydu
Zestawiając wszystkie wyniki: w kategorii alkoholu jesteśmy w europejskiej czołówce i to jest bez wątpienia największe zaskoczenie. W pasach bezpieczeństwa wypadamy solidnie, okupując mniej więcej środek tabeli. W przestrzeganiu limitów prędkości niestety Polacy są na samym końcu, zwłaszcza w terenie zabudowanym.
Raport Komisji Europejskiej podsumowuje, że przestrzeganie limitów prędkości w miastach to problem ogólnoeuropejski – w wielu krajach odsetek kierowców stosujących się do ograniczeń w obszarach, gdzie piesi i rowerzyści są najbardziej narażeni, nie przekracza 50 proc. Polska jest jednak rekordzistką tej niechlubnej kategorii.
Stereotypy kontra dane
Badanie Trendline jest bardzo ważne dlatego, że weryfikuje to, co „wszyscy wiedzą" – i często okazuje się, że „wszyscy” się mylą. Polacy za kierownicą są trzeźwi, coraz częściej zapinają pasy i nie rozmawiają przez telefon (97,1 proc. nie używa telefonu podczas jazdy – tu też jesteśmy powyżej europejskiej średniej sprzed kilku lat).
Problem w tym, że jeździmy za szybko. Szczególnie tam, gdzie nie powinniśmy – w mieście, wśród pieszych, przy szkołach i skrzyżowaniach. Mit pijanego Polaka można spokojnie odesłać do lamusa. Mit Polaka z ciężką nogą na gazie – niestety jeszcze nie.
Polski kierowca jest trzeźwy i zapięty – tu robota została wykonana. Niestety ten sam kierowca jedzie 70 km/h przez obszar zabudowany – i tu czeka nas jeszcze sporo pracy.
Czytaj więcej:



















