REKLAMA

Jeździłem nowym Oplem Fronterą. Koledzy mnie nie rozumieją

Jeździłem nowym Oplem Fronterą i od tego czasu w redakcji przeżywamy dysonans. Jeden redaktor mówi, że musiałem się przy tym uderzyć w głowę, a mi się ten samochód podoba. Już tłumaczę dlaczego.

Jeździłem nowym Oplem Fronterą. Koledzy mnie nie rozumieją
REKLAMA

Nowy Opel Frontera został z miejsca okrzyknięty zamachem na świętość i szarganiem wszystkich możliwych motoryzacyjnych ideałów. Bo przecież zastąpienie terenówki przez bulwarowego crossovera musiało boleć. To nic, że to wszystko wpisuje się w schemat, bo przecież pierwsza Frontera wcale nie była ciepło przyjęta i dopiero off-road pomógł zbudować jej swoistą legendę. Lata wycierania się po błotach sprawiły, że większość komentatorów ma w głowie wyidealizowany obraz Frontery, która wjedzie wszędzie i może wytrzymać naprawdę dużo. Decyzja Opla o ponownym użyciu nazwy była odważna, a teraz czas kończyć rys historyczny i wskakujemy do nowego SUV-a.

Galeria: 3 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
REKLAMA

Jeszcze tylko jedna uwaga. Na testy samochód przeprowadził mi Grzegorz, który kręcił głową po przejażdżce tym samochodem. Popełnił nawet tekst o tym samochodzie, więc jak lubicie mieć różne spojrzenia na to samo, to koniecznie musicie go przeczytać.

Nowy Opel Frontera może się podobać

Może nie jest najpiękniejszym crossoverem na rynku, ale nie sposób mu odmówić uroku. Mamy wyraźną sygnaturę świetlną, czarny grill, który robi robotę, auto jest lekko podniesione, a pudełkowaty tył sprawia wrażenie przepastnej przestrzeni bagażowej. Dałbym mu może odrobinę większe felgi, ale to już jest narzekanie dla narzekania. Owszem, zobaczycie tutaj znaczne podobieństwo do Citroena C3 Aircross, bo to bliźniacze konstrukcje, ale nie można mieć wszystkiego, a Stellantis musi redukować koszty, żeby walczyć na rynku. Zmianę Citroena na Opla oceniam pozytywnie.

Galeria: 5 zdjęć
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Długość samochodu to 4385 mm, a Frontera może pomieścić nawet 7 osób, ale nie mam najmniejszego pojęcia, jak to jest możliwe. Do mnie trafiła wersja 5-osobowa, którą oceniam jako optymalną.

W środku Opel Frontera nie przypomina Citroena i to jest dobra wiadomość. Mamy dwa ekrany 10-calowe. Nie ma tutaj zbyt dużo opcji personalizacji wyświetlaczy, jest wręcz ascetycznie. Tradycjonaliści ucieszą się z fizycznego panelu do sterowania klimatyzacją i nawiewami. Jest tu nawet ładowarka indukcyjna. Na środku znajdziecie malutki wybierak kierunku jazdy. Wnętrze wykonane jest schludnie, estetycznie.

Galeria: 3 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Znajdziecie tutaj również nawiązania do terenowej spuścizny modelu, co jest nawet zabawne, bo przecież z terenem to auto nie ma nic wspólnego i lepiej nie próbujcie tego sprawdzać w praktyce. Fotele jak to w Oplu są wygodne i powinny być wzorcem dla większości marek, że nawet w tanim aucie da się zrobić fotel, który nie powoduje natychmiastowego bólu kręgosłupa. Największe wrażenie zrobił na mnie kluczyk z grotem. To tak staromodne rozwiązanie, że przez chwilę się zawiesiłem, gdy pierwszy raz wziąłem go do ręki. Kto wie, może to też jest element nawiązania do pierwszej Frontery. A i ten kluczyk wisi, bo ktoś, kto testował to auto przede mną, chyba miał problem z obsługą takiego systemu. Być może należał do pokolenia Z.

Galeria: 6 zdjęć
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Miejsca w kabinie jest pod dostatkiem, nie miałem żadnych problemów ze znalezieniem właściwej pozycji. Jednak nie liczcie na wodotryski, bo ich nie dostaniecie. Testowałem najwyższą wersję wyposażenia GS, a i tak nie ma mowy o skórze, elektrycznych fotelach itd. To auto, które ma być tanie, bo ma się sprzedawać, a nie tylko dobrze wyglądać. Niestety musi liczyć się z tym, że chińska konkurencja jest lepiej wyposażona, więc na razie Opla Fronterę ratuje sentyment do marki i zaufanie, ale ile czasu można na tym bazować? Dajmy teraz temu spokój. Bagażnik ma pojemność 460 litrów i jest całkiem ustawny. Plusem jest osobny przycisk do wyłączania komunikatów dźwiękowych, które rozpraszają.

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

A co tam jest pod maską tego Opla Frontery?

Dobrze znacie ten silnik - trzycylindrowy o pojemności 1.2 l, mocy 145 KM, czyli flagowe dzieło koncernu Stellantis, podobno już znacznie poprawiony, co oznacza, że ma wytrzymać naprawdę dużo kilometrów. Towarzyszy mu niewielki silnik elektryczny z baterią o pojemności 0,9 kWh i w efekcie otrzymujemy układ miękkiej hybrydy o mocy 145 KM. Jak to działa? Całkiem nieźle, nie można powiedzieć, żeby Opel Frontera był ospały albo źle reagował na gaz.

Jest tylko jedna rzecz, która wymyka się rozumowi - działanie układu hybrydowego. Opel, chcąc osiągnąć jak najniższe wyniki w spalaniu, postawił na agresywne wyłączanie silnika spalinowego. Stoisz na światałach - silnik się wyłącza, parkujesz w garażu - silnik się wyłącza, jedziesz z większą prędkoscią - nie zgadniesz, co się dzieje. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jeden szkopuł - bateria jest niewielka, więc jakieś kilka sekund później silnik spalinowy znów się włącza, a temu towarzyszy takie telepnięcie. Na długiej zmianie świateł doświadczycie tego kilka razy. Nie wiem, kto to zatwierdził, ale mam wrażenie, że nie siedział w swoim dziele, bo tego nie da się obronić.

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

To jest mój największy zarzut do tego samochodu - technologia hybrydowa nie jest niczym nowym, Stellantis ma w ofercie płynnie działające hybrydy, a Opel Frontera się telepie. Jeżeli jedziecie bez postojów - nie odczujecie tego zbytnio, bo ponowne uruchomienie silnika niknie wśród ogólnych dźwięków, które wydaje rozpędzony Opel Frontera.

Jednak jeżeli dużo jeździcie po mieście, to albo się przyzwyczaicie, albo oszalejecie. Tertium non datur, jak powiedział Juliusz Cezar po przejażdżce tym Oplem. Wszystko inne da się przeboleć, to ma być względnie tani SUV/crossover, który jest Oplem, czyli autem dla rozsądnych ludzi, którzy nie potrzebują w życiu fajerwerków, tylko solidnego samochodu do przemieszczania się.

Galeria: 7 zdjęć
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Wiecie co jest najgorsze? Nieironicznie uważam, że elektryczna odmiana tego samochodu jest lepsza, bo został z niej wyeliminowany silnik spalinowy, który generował najwięcej problemów, a przecież nawet nią nie jeździłem.

Do setki samochód rozpędza się w 9 s, maksymalna prędkość to 194 km/h, więc poruszanie się tym autem w granicach dozwolonych prędkości jest bardzo sprawne. Nie miałem wrażenia, że jest zamulone, że się źle zbiera, wręcz przeciwnie. Auto wręcz rwie się do wyprzedzania. Może nie jest wtedy mistrzem ciszy, ale które miejskie auto jest?

Na plus należy zaliczyć niewielkie spalanie, w mieście spali około 5-6 l, na drodze ekspresowej 8-9 l, więc jest naprawdę rozsądnie. Sama jazda jest przyjemna, widać, że ktoś przeanalizował, jak pozycjonowane jest to auto i odpowiednio zestroił ustawienia skrzyni, silnika i zawieszenia. Jest komfortowo, przyjemnie, samochód nie myszkuje podczas szybszej jazdy w zakrętach, co jest miłym odświeżeniem po jeździe chińskimi autami z tego segmentu. Prowadzi się po europejsku. Jest przewidywalny, stabilny, a układ kierowniczy odpowiednio precyzyjny. W ogóle nie angażuje kierowcy, bo to nie ten typ samochodu. Idealne auto dla kogoś, kto nie zawraca sobie głowy urywaniem kolejnych sekund na trasie. Wsiadasz do Opla Frontery, pokonujesz trasę, nic z niej nie pamiętasz, dojeżdżasz o czasie. Nie mam uwag.

REKLAMA

I co tera? Ten Opel Frontera nadaje się do czegoś więcej niż do tarcia chrzanu?

Oczywiście. To przyjemne auto miejskie, które zostało skrzywdzone miękką hybrydą, która ma większy akumulator, taki, który umożliwia toczenie się na prądzie i jazdę przez krótki odcinek, ale jednocześnie tak niewielki, że na postoju auto cały czas gasi i odpala silnik spalinowy. To jest największa wada tego samochodu. Podobno da się do tego przyzwyczaić, mi po tygodniu nie udało się. Jednak zaczynam widywać coraz więcej Fronter na drogach, więc są klienci, którym to nie przeszkadza. W zamian otrzymują wygodne i pakowane auto, które modnie wygląda i niesie za sobą dziedzictwo marki. Wtedy zdecydowanie warto wybrać Opla. Chociaż to nie będzie tanie.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-16T20:22:09+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T19:21:01+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T17:34:59+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T16:26:50+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T15:23:53+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T10:41:26+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T08:59:49+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T20:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T19:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T11:05:56+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T10:53:45+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T15:31:28+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T13:56:31+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T10:43:34+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T18:53:35+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T16:23:12+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T15:15:39+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T12:05:46+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T11:31:30+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T10:41:16+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T09:58:40+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA