Nowe znaki w Polsce od 1 stycznia. Jeden jest inspirowany rapem
Jeżeli ktoś zapytałby mnie, czego w Polsce brakuje, to powiedziałbym, że sprawiedliwości społecznej, wielkich inwestycji itd. Mógłbym wymieniać przykłady godzinami, ale w żadnym scenariuszu na mojej liście nie pojawiłaby się opcja: brakuje znaków drogowych. Najwidoczniej polscy rządzący uważają inaczej.

Na pewno zastanawiasz się, czy twój zawód przetrwa trwającą rewolucję AI. Czytasz codziennie w prasie, że za chwilę zniknie co najmniej 20 proc. zawodów, a niektórzy miliarderzy uważają, że to ostrożne szacunki. Nikt nie jest bezpieczny - prawnicy, informatycy, a nawet radiolodzy. Jeżeli stoisz na początku drogi zawodowej i zastanawiasz się, w którym kierunku pójść, to polecam założyć firmę produkującą znaki drogowe. Roboty będziesz miał tyle, że ustawisz swoją rodzinę na kilka pokoleń do przodu.
Od 1 stycznia na polskich ulicach pojawią się nowe znaki
Z początkiem nowego roku prawdopodobnie zniknie możliwość poruszania się samochodami elektrycznymi po buspasach. Obecnie jest to gwarantowane na poziomie ogólnopolskim w drodze ustawy o elektromobilności. Jest to jeden z najlepszych przywilejów, jakie rządzący przygotowali dla posiadaczy samochodów elektrycznych, lepsza jest tylko możliwość darmowego parkowania w strefach płatnego parkowania, ale zapewne i po to przyjdą. Im bliżej końca terminu obowiązywania końca przywileju poruszania się po buspasach, tym więcej głosów, żeby przedłużyć je o co najmniej rok. Postanowiliśmy zapytać się w Ministerstwie Infrastruktury o przebieg prac nad przepisami dotyczącymi buspasów i otrzymaliśmy odpowiedź, którą opublikowaliśmy w oddzielnym artykule. Jednak w niej znalazł się inny punkt, który wywołał u mnie zdziwienie.

Według niej po pierwszym stycznia 2026 r. lokalni zarządcy dróg, np. prezydenci miast, będą mogli samodzielnie decydować o dopuszczeniu pojazdów elektrycznych do ruchu po buspasie. Będzie to możliwe przez odpowiednie oznakowanie, w tym nowe symbole: EV i H2. Ich celem ma być dalsze wspieranie rozwoju elektromobilności w Polsce, a dostęp do buspasów pozostaje jednym z kluczowych narzędzi w tym zakresie.
Widzicie, to co ja? To samorządowcy będą dopuszczali jazdę po buspasie, więc przed upływem pierwszego miesiąca nowego roku w całym kraju zapanuje chaos. Zanim udacie się do jakiegoś miasta będziecie musieli sprawdzić, czy da się tam poruszać legalnie buspasami, ale nie to jest najlepsze. Rozczula mnie, że ktoś w tym kraju wpadł na pomysł wydzielanie aut elektrycznych z napędem wodorowym od aut elektrycznych. Na całym świecie nie znajdziecie takiego rozwiązania, bo samochody z napędem na wodór to samochody elektryczne. Po co to odróżniać? Jedyny sens, jaki w tym widzę, to możliwość zrobienia nowych znaków.
Polska nie potrzebuje nowych znaków
Polecam rozrywkę w postaci przejechania się do Niemiec lub Austrii i zaobserwowania ilości znaków na drogach. U nas jest tego tak dużo, że nie da się ich ogarnąć rozumem, a do tego połowa z nich jest stawiana niezgodnie z przepisami, co wielokrotnie udowadnialiśmy na łamach Autoblog.pl. Rozszerzanie oznakowania o kolejne znaki to proszenie się o kłopoty. To nie ma prawa się udać i powinno zostać jak najszybciej ukrócone. Już w maju alarmowała o tym Najwyższa Izba Kontroli. Po skontrolowaniu 212 kilometrów dróg ujawniła 1179 niewłaściwych znaków. Powtórzę 1179 niewłaściwych znaków na 212 kilometrach dróg. W obrębie jednego Ronda w Warszawie stoi 147 znaków. Przecież to jest jakiś kosmos, zwłaszcza że prawie 400 znaków umieszczono niezgodnie z przepisami, a ponad setka wprowadzała kierowców w błąd.
Więcej o raporcie NIK przeczytasz w:
W skali całego kraju mówimy pewnie o milionach nieprawidłowych znaków, a teraz dojdą kolejne. Opanujcie się w końcu, bo ciężar znaków postawionych w Polsce wpłynie na ruch obrotowy Ziemi.