Lamborghini zmienia plany. Elektryki nie są wystarczająco fajne
Elektryfikacja zdaje się nieco zwalniać. Kilku producentów już postanowiło, że albo zwolni z przechodzeniem na auta elektryczne, albo nawet całkowicie z tego zrezygnuje. Do tej drugiej grupy dołączyło Lamborghini, którego prezes właśnie ogłosił taką decyzję.

Lamborghini to tak wyjątkowe auta, że każdy miłośnik motoryzacji na sam ich widok cofa się w rozwoju emocjonalnym do poziomu ośmiolatka. Niecałe trzy lata temu doszło do czegoś, co spowodowało, że każdy wewnętrzny ośmiolatek zapłakał, jakby Creeper wybuchł mu za plecami podczas gry w Minecrafta - Lambo ogłosiło światu, że szykuje swój pierwszy w pełni elektryczny model.
Ale spokojnie - o elektryku nie ma mowy
Koncept nosił nazwę Lanzador i wyglądał jak efekt kazirodczego związku Urusa i Huracana. Miał być wprowadzony do produkcji w 2028 roku, co po kilkunastu miesiącach przesunięto o rok. A teraz oficjalnie poinformowano, że jednak całkowicie go nie będzie.





Prezes Lamborghini Stephan Winkelmann w wywiadzie dla The Times wyznał, że docelowa klientela Lamborghini w ogóle nie wyraża zainteresowania autami elektrycznymi - oni chcą ryczących V-dwunastek. Po długich wewnętrznych debatach oraz spotkaniach z klientami i dealerami, pod koniec 2025 roku w Sant'Agata Bolognese zadecydowano o zaprzestaniu prac nad nowym modelem, bez pomyślnego dla niego finału. W dalszej części rozmowy prezes wprost nazwał auta elektryczne "kosztownym hobby", potrzebującym wyłożenia sporej sumy na opracowanie, która może nigdy się nie zwrócić.
To może chociaż hybrydy?
W zastępstwie elektryków włoska marka skupia się na napędzie hybrydowym typu plug-in (PHEV). Do końca obecnej dekady Lamborghini ma wprowadzić na rynek nowy model, być może oparty na Lanzadorze, który będzie właśnie hybrydą z funkcją zewnętrznego ładowania. Co było wiadome już wcześniej, nowa generacja Urusa również nie będzie całkowicie elektryczna, a hybrydowa typu plug-in.
Pan Winkelmann ewidentnie nie jest fanem samochodów elektrycznych. Uważa, że właściciele elektryków nie zawiązują tak emocjonalnych więzi ze swoimi ukochanymi maszynami, jak posiadacze "spalinówek". Z tego powodu uznaje hybrydy plug-in za najlepszy kompromis, satysfakcjonujący zarówno wywierającą proekologiczną presję Unię Europejską, jak i klientów poszukujących aut, które pokochają na lata.
Niewątpliwie coś w tym jest. Potencjalni właściciele i niewystarczająco bogaci marzyciele na pewno wirtualnie poklepią pana Winkelmanna po plecach. Ale czy UE to wystarczy? Zobaczymy.
Więcej o supersamochodach przeczytasz tutaj:


















