REKLAMA

Koniec systemu start-stop w nowych samochodach. Prezydent nie lubi wciskać guzika

System start-stop bez wątpienia należy do jednego z najbardziej irytujących wynalazków w samochodach. Niektórzy go wykodywują, inni - w tym i ja - codziennie po kilkanaście razy wciskają guzik, żeby go wyłączyć. I wtedy na scenę wchodzi z buta prezydent Trump i mówi, że koniec tego nonsensu. Dni start-stopu są policzone.

Koniec systemu start-stop w nowych samochodach. Prezydent nie lubi wciskać guzika
REKLAMA

Upowszechnienie się systemu systemu start-stop nie było efektem tego, że producenci nagle zaczęli troszczyć się o klimat. Do tego zmusiły ich regulacje dotyczące normy emisji spalin. W ramach procedur testowych przed dopuszczeniem auta do sprzedaży badano poziom emisji w różnych scenariuszach, w tym podczas postoju. Nawet na jałowych obrotach auto wydziela szkodliwe substancje. Inżynierowie zaczęli szukać rozwiązania problemu i przypomnieli sobie o wynalazku z lat 70. System start-stop został po raz pierwszy użyty przez Toyotę w modelu Crown w 1974 r. W Europie najpierw takie rozwiązanie zaoferowali klientom Fiat i Volkswagen. Wtedy ten system miał na celu zmniejszenie zużycia paliwa, co było na rękę w czasie kryzysu paliwowego.

O wynalazku Toyoty przypomniano sobie w latach 2000., gdy trzeba było pochylić się nieco nad ekologią. System zaczął być używany na masową skalę w samochodach z silnikiem diesla, ale trafił również do aut z silnikiem benzynowym. Dzisiaj ma go praktycznie każdy samochód. Jak działa? Zatrzymujesz samochód, wrzucasz bieg neutralny i puszczasz pedał sprzęgła (lub po prostu trzymasz nogę na hamulcu w przypadku skrzyni automatycznej), silnik gaśnie. Gdy wciśniesz pedał sprzęgła bądź zaczniesz zwalniać pedał hamulca, silnik się uruchomi i będzie można jechać dalej. To tak w uproszczeniu.

REKLAMA

System start-stop obniża zużycie paliwa i emisję, ale znacząco podwyższa koszty wyprodukowania samochodu. Wymaga szeregu czujników oraz znacznie mocniejszego akumulatora i do tego wykonanego w droższej technologii. Do tego dochodzi mocniejszy rozrusznik i mamy przepis na zwiększenie ceny auta i skomplikowanie jego konstrukcji. Sam nie cierpię tego systemu i wyłączam go za każdym razem, niezależnie czy mówimy o prywatnym samochodzie czy testowanym. Gdy nie da się tego łatwo zrobić, to coś we mnie umiera. Najwidoczniej podobnie myśli Donald Trump, bo właśnie dał pretekst do usunięcia tego systemu z aut.

Koniec systemu start-stop na horyzoncie. Prezydent Donald Trump ogłasza zmiany

Powiem wam w tajemnicy, że uwielbiam ten specyficzny angielski, którym posługuje się Trump z mnóstwem przymiotników. Właśnie ogłosił WIELKI plan deregulacyjny.

NAJGORSZY, ZNIENAWIDZONY system. NIEBEZPIECZNY system. KOSZTOWNY system. Wszystko w jednym zdaniu. Cudo. Co się właściwie wydarzyło? Donald Trump oficjalnie wycofał się z ustaleń Agencji Ochrony Środowiska (EPA) z 2009 r., które mówiły, że gazy cieplarniane stanowią zagrożenie dla zdrowia publicznego. Na podstawie tej deklaracji w USA wprowadzano inne regulacje, w tym te dotyczące emisji spalin z aut. Według Trumpa pakiet deregulacyjny pozwoli zaoszczędzić ponad bilion dolarów (i mówię o prawdziwym bilionie, a nie miliardzie).

The Trump EPA is expected to deliver Americans over $1.3 trillion in cost savings, which includes reduced costs for new vehicles and avoided costs of purchasing equipment related to EVs.

Takie zdanie czytamy na stronach EPA. Cena nowego samochodu w wyniku aktu deregulacyjnego ma spaść o co najmniej 2400 dolarów. Prezydent Trump rozczulił mnie stwierdzeniem, że przycisk start-stop to przycisk Barracka Obamy, którego aktualny prezydent organicznie nienawidzi.

Donald Trup stwierdził, że te oszczędności na paliwie nie są potrzebne, bo pod ziemią mamy paliw na co najmniej 500, a może nawet 1000 lat, więc nie ma sensu się ograniczać.

REKLAMA

Co teraz?

Producenci w USA mogą świętować, bo Trump zniósł praktycznie wszystkie ograniczenia środowiskowe dla nowych aut, więc mogą nie przejmować się tym, co wydostaje się z rur wydechowych. Branża pewnie tak świętowała, że nadal nie wytrzeźwiała, ale co z nami Europejczykami? U nas na zmiany się nie zanosi, nadal będziemy dźwigać ten krzyż walki ze zmianami klimatycznymi, mimo że przestaje to mieć sens ekonomiczny. Co zrobią europejscy producenci? Zapewne będą produkować auta bez start-stop na USA i ze start-stop na Europę, ale być może pierwsi lobbyści już udają się do Parlamentu Europejskiego, żeby pouczyć urzędników, że u nas też klienci ucieszą się z braku start-stop. Wprawdzie ceny samochodów nie spadną, ale za to nie będziecie się denerwować podczas wyłączania tego systemu.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-13T13:40:45+01:00
Aktualizacja: 2026-02-13T11:44:56+01:00
Aktualizacja: 2026-02-13T10:22:39+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T19:06:46+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T16:27:21+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T14:14:32+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T12:47:50+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T11:10:28+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T08:51:45+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T20:01:06+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T19:45:22+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T19:24:37+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T18:38:38+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T17:05:38+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T15:52:50+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T15:18:39+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T13:59:47+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T12:05:25+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T11:32:05+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T09:51:33+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T20:00:42+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T18:19:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T17:42:10+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA