Przegląd techniczny po nowemu. Diagnosta musi zmienić zawód
Przeglądy techniczne samochodów znowu trafiają na warsztat legislacyjny. Minister infrastruktury zapowiada zmiany, które mają jednocześnie utrudnić oszustwa i ułatwić życie kierowcom.

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak zapowiedział kolejne zmiany dotyczące badań technicznych pojazdów. Tym razem chodzi przede wszystkim o walkę z tzw. fikcyjnymi przeglądami oraz o rozwiązanie problemu, który zna niemal każdy kierowca – wcześniejsza wizyta na stacji kontroli skraca ważność badania.
W rozmowie na antenie Polsatu minister stwierdził, że chciałby, aby przegląd techniczny był „tani, szybki i uczciwy”. W praktyce ma się to przełożyć m.in. na obowiązek fotografowania samochodu i licznika podczas badania technicznego. Według resortu takie rozwiązanie ma ograniczyć proceder wystawiania przeglądów „na telefon”, bez fizycznej obecności auta na stacji kontroli pojazdów.
Trudno udawać, że problem nie istnieje. Co jakiś czas policja albo Transportowy Dozór Techniczny informują o wykryciu stacji, które podbijały badania techniczne pojazdom, których diagnosta nawet nie widział na oczy. Czasem kończyło się na kilku autach, czasem na tysiącach wpisów w systemie. Samochód był więc teoretycznie sprawny, praktycznie może się tam dziać cokolwiek.
Fotografowanie pojazdu i stanu licznika nie jest zresztą żadnym przełomowym pomysłem. Podobne rozwiązania funkcjonują już w części krajów europejskich. Chodzi nie tylko o walkę z fikcyjnymi badaniami, ale też o ograniczenie cofania liczników i stworzenie dodatkowej dokumentacji. W razie kontroli diagnosta będzie musiał udowodnić, że samochód rzeczywiście pojawił się na stanowisku kontrolnym. Pracownik stacji kontroli stanie się więc teraz fotografem, ale modelem być nie musi – selfie z kanału diagnostycznego raczej nie będzie wymagane.
Na wcześniejszym przeglądzie już nie stracisz
Druga zapowiedź ministra może ucieszyć kierowców znacznie bardziej niż zdjęcia licznika. Chodzi o zachowanie pierwotnego terminu ważności badania technicznego przy wcześniejszym wykonaniu przeglądu. Dziś działa to w prosty, ale irytujący sposób: jeśli termin badania kończy się np. 20 sierpnia, a kierowca pojedzie na stację 10 sierpnia, to nowa data ważności liczona jest właśnie od 10 sierpnia. W efekcie „ucieka” kilka albo kilkanaście dni.
Ministerstwo chce to zmienić. Według zapowiedzi kierowca będzie mógł wykonać badanie odpowiednio wcześniej i zachować pierwotny termin kolejnego przeglądu. To rozwiązanie też od lat działa w wielu krajach Unii Europejskiej i trudno się dziwić, że polscy kierowcy od dawna o nie prosili.
To akurat jedna z tych zmian, które mają sens praktycznie dla każdego. Wakacyjny wyjazd, delegacja, dłuższy pobyt za granicą albo proza życia często sprawiają, że trudno idealnie wstrzelić się w konkretną datę badania. Obecny system trochę karał za nadmierną odpowiedzialność. Kierowca chciał zrobić wszystko wcześniej i zgodnie z przepisami, a w zamian dostawał skrócony okres ważności przeglądu. Motywacja była więc mniej więcej taka jak do kupowania biletu parkingowego pięć minut przed końcem pracy urzędu.
Bez kar i podwyżek – na razie
Przy okazji minister odniósł się też do medialnych doniesień o rzekomych nowych karach dla kierowców. Jak zapewnił, projektowane przepisy mają być dla użytkowników pojazdów ułatwieniem, a nie dodatkowym źródłem sankcji. To istotne, bo temat badań technicznych od miesięcy obrósł plotkami o gigantycznych podwyżkach opłat, nowych obowiązkach i drakońskich karach za spóźnienie choćby o jeden dzień.
Oczywiście na razie pozostajemy na etapie zapowiedzi. Nie znamy jeszcze pełnego projektu przepisów ani dokładnych zasad działania systemu. Kluczowe będzie też to, czy nowe obowiązki nie wydłużą samego badania technicznego i nie skończą się klasycznym „system chwilowo nie działa”. Polska motoryzacja zna już kilka cyfrowych rewolucji, które w teorii miały być szybkie i wygodne, a w praktyce wymagały cierpliwości godnej człowieka próbującego dodzwonić się na infolinię urzędu.
Jeśli jednak resort rzeczywiście uprości kwestie terminów badań i jednocześnie ograniczy fikcyjne przeglądy, to może się okazać, że tym razem kierowcy dostaną coś więcej niż tylko nowy obowiązek do odhaczenia.



















