Chińskie SUV-y zatrzymane. Straż graniczna w akcji
Do niecodziennej akcji doszło w Białej Podlaskiej, gdzie funkcjonariusze Straży Granicznej udaremnili wjazd do Polski czterech SUV-ów z Chin. Okazuje się, że każdy chce zarobić, tylko niektórzy mają pecha.

Samochody w Chinach są dużo tańsze niż w Europie, ale ich import do Polski nie jest taki prosty, bo nie są dopuszczone do obrotu na naszym terenie. Mowa oczywiście o autach nowych, żeby mogły zostać zarejestrowane, to należy wystąpić o odpowiednie pozwolenia, przeprowadzić uproszczoną procedurę homologacyjną. Jednym słowem - to gra niewarta świeczki w przypadku indywidualnego importu, więc mało kto to robi. Inaczej będzie przy hurtowych zakupach. Na jeden z takich pomysłów w zeszłym roku wpadł pewien dealer Volkswagena, który odkrył, że może sprowadzać do Niemiec ID.6 i sprzedawać je jako nowe. To znaczy, chciał to zrobić, ale producent wytoczył nu proces i w efekcie kilkanaście nowych samochodów zostało zezłomowanych w imię ochrony zdrowej konkurencji. Możecie o tym przeczytać w tym artykule.
Homologacja nie dotyczy jednak samochodów używanych i z tej furtki postanowił skorzystać pewien obrotny polski przedsiębiorca, ale miał pecha, że trafił na skrupulatną Służbę Celno-Skarbową.
Chińskie SUV-y zatrzymane na polskiej granicy. Były niebezpieczne
Jak dobrze się przypatrzycie, to zobaczycie, że chińskie SUV-y, o których informuje Służba Celno-Skarbowa to elektryczne Mercedesy EQA. Według deklaracji importera te samochody były używane, a tak naprawdę okazał się, że to nówki. Dlaczego to ważne? Nowy Mercedes EQA kosztuje w Chinach około 29 tys. dolarów, czyli lekko powyżej 100 tys. zł. U nas ceny zaczynają się od 200 tys. zł, więc różnica na jednej sztuce jest kosmiczna, a na czterech mamy małą kawalerkę w Warszawie. Warto importować, ale idźmy dalej. Funkcjonariusze ustalili, że w wyniku nieprawidłowej deklaracji stanu pojazdów Skarb Państwa straciłby ponad 150 tys. zł należnych podatków i opłat. To tak ku rozwadze jak bardzo jesteśmy obciążani i ile musimy przepłacać, ale to temat na inny wpis.

Okazało się, że do zgłoszenia celnego nie dołączono dokumentów potwierdzających, że samochody spełniają polski i unijne normy bezpieczeństwa, techniczne i środowiskowe. O sprawie poinformowano Urząd Dozoru Technicznego, który orzekł, że każdy pojazd powinien mieć świadectwo homologacji i świadectwo zgodności, żeby został dopuszczony do obrotu na terenie Unii Europejskiej. Teraz w sprawie toczy się śledztwo, a samochody zostały zatrzymane.

Tak naprawdę ważna jest inna rzecz
Czy Mercedesy EQA z Chin różnią się technicznie od Mercedesów EQA z Europy? Nie, ale są produkowane na tamtejszy rynek, więc ich sprowadzanie do Europy jako nowych nie przejdzie. Co innego gdybyście sobie kupili taki w Chinach, przejechalibyście nim z 1000 km i dopiero zlecili transport do Polski. Wtedy byłby pojazdem używanym i mógłby wjechać do Polski na luzie. Ot dziwne przepisy, które niby mają chronić rynek, ale w praktyce najbardziej chronią producenta. Magia po prostu.
Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.